Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wirusy wojny

Kolumbijczycy nie chcą pokoju

W Kolumbii szok. W ogólnonarodowym plebiscycie minimalna większość – różnica w granicach pół procent – powiedziała NIE dla pokoju podpisanego w zeszłym tygodniu przez rząd i lewicową partyzantkę FARC.

Ponad 60 proc. nie poszło do urn. Gdy półtora miesiąca temu wyjeżdżałem z Kolumbii, sondaże były niepokojące – 39 proc. za pokojem, 51 proc. przeciwko – ale w następnych tygodniach tendencja się odwróciła. Wojna domowa trwała ponad 50 lat: kto by przypuszczał, że większość nie ma jej dosyć na tyle, by zagłosować ZA najbardziej nawet niedoskonałym układem pokojowym?

Część opinii uwierzyła w propagandę przeciwników pokoju z FARC, że rząd zbyt łaskawie potraktował partyzantów, zgadzając się na ich wejście do cywilnego życia politycznego. Cóż jednak innego mógł zrobić, skoro partyzantów nie dało się pokonać przez pół wieku? I czyż nie mieli oni poparcia części kolumbijskiej wsi? Partyzanci oskarżeni o zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości pójdą do więzienia – poczucie sprawiedliwości ich wrogów i ofiar zostanie częściowo zaspokojone. Znacznie więcej zbrodni uszło płazem wojskowym – dowódcy FARC to przyjmują. Czy zresztą po wojnach domowych całkowite wyrównanie rachunków jest w ogóle możliwe?

Wreszcie – jak twierdzi wielu – wynik referendum może mieć niewiele wspólnego z wojną między państwem a FARC, za to dużo z walką o władzę między dwiema frakcjami politycznej elity Kolumbii. Jedną z nich reprezentuje prezydent Juan Manuel Santos, który podpisał pokój z FARC; drugą – były prezydent Alvaro Uribe, który przez dwie kadencje próbował utopić FARC we krwi (Santos wówczas był jego ministrem obrony). To Uribe przekonał niezdecydowanych, że niedoskonały pokój jest gorszy niż otwarty konflikt. W społeczeństwie zarażonym wirusami wojny jego propaganda padła na żyzną ziemię.

Dowódcy FARC podtrzymują wolę dotrzymania podpisanego pokoju. Jeśli jednak – tak jak w latach 80. i 90. – prawicowi paramilitares, których politycznym „ojcem chrzestnym” jest Uribe, rozpoczną polowanie na rozbrojonych partyzantów FARC, ci ostatni prędko powrócą w góry.

Polityka 41.2016 (3080) z dnia 04.10.2016; Komentarze; s. 11
Oryginalny tytuł tekstu: "Wirusy wojny"
Reklama