Kim są europejscy muzułmanie

Autoportret ze świnią
Rozmowa z Nilüfer Göle, turecką socjolożką, o tym, kim są europejscy muzułmanie i dlaczego nie można o nich mówić ze zbyt wielką powagą.
Norwescy muzułmanie wspólnie z żydami stworzyli „Pierścień pokoju” wokół synagogi w Oslo po antysemickich atakach w Europie.
Hakon Mosvold Larsen/EPA/PAP

Norwescy muzułmanie wspólnie z żydami stworzyli „Pierścień pokoju” wokół synagogi w Oslo po antysemickich atakach w Europie.

Nilüfer Göle – turecka socjolożka, wykładowczyni Wyższej Szkoły Nauk Społecznych w Paryżu.
Claudia Esch-Kenkel/DPA/PAP

Nilüfer Göle – turecka socjolożka, wykładowczyni Wyższej Szkoły Nauk Społecznych w Paryżu.

Prowokujący do myślenia obraz „Haram” Sarah Maple, urodzonej w Anglii z matki muzułmanki i ojca chrześcijanina
Sarah Maple

Prowokujący do myślenia obraz „Haram” Sarah Maple, urodzonej w Anglii z matki muzułmanki i ojca chrześcijanina

Aleksandra Lipczak: – Jest pani jak anatolijska tkaczka?
Nilüfer Göle: – Tak samą siebie nazywam. Tkanie dywanu przyszło mi do głowy, kiedy zbierałam materiały do książki „Muzułmanie w Europie”. Pomyślałam, że to dobra alternatywa dla kolażu. Kolaż to bycie w tej samej przestrzeni, ale bez interakcji i komunikacji. To zestawienie dwóch światów, które musi być źródłem niepokoju, a nawet lęku. Takim kolażem jest w dużym stopniu dzisiejsza Europa.

Podczas moich badań oglądałam jednak coś innego. Widziałam ludzi, którzy wymieniają się poglądami, uczą się siebie nawzajem. Wtedy pojawił się w mojej głowie obraz kobiet z Anatolii spędzających długie godziny przed osnową, wiążących pojedyncze nici w sploty i wzory. To jest to, co musimy dziś zrobić w Europie: przejść od kolażu do splotu różnic, stworzyć wspólną publiczną przestrzeń.

Jak to zrobić? Kontrowersji wokół europejskich muzułmanów nie brakuje.
Paradoksalnie – to dobra wiadomość. Oznacza, że weszliśmy w fazę postimigracji. Muzułmanie nie są już imigrantami, ale stają się obywatelami Europy. Są jednak nowi, więc wciąż negocjują swoją obecność w życiu publicznym. Tłem dla tej debaty jest kryzys uchodźczy i ataki terrorystyczne.

Są to jednak dwa różne zjawiska. Mówiąc o muzułmanach w Europie, mówię o setkach tysięcy kobiet i mężczyzn, którzy pragną żyć zarówno w zgodzie z prawem, jak i zasadami wynikającymi z wiary. Oni naprawdę istnieją i są zdecydowaną większością. Dlatego naszym obowiązkiem jest operowanie podwójnym spojrzeniem: okiem rdzennych Europejczyków, ale też muzułmańskich obywateli.

Pani postawiła na eksperyment.
Postanowiłam sprawdzić, czy możliwe jest stworzenie alternatywnej przestrzeni publicznej, w której ludzie reprezentujący różne światopoglądy mogliby się swobodnie wymienić opiniami. Pojechałam ze współpracownikami do 21 europejskich miast, wszędzie tam, gdzie pojawiły się konflikty wokół islamu. Byliśmy w Tuluzie, Sarajewie, Kolonii, Brukseli, Kordobie. Na miejscu tworzyliśmy grupy dyskusyjne z udziałem ludzi, którzy byli zaangażowani w konflikt.

To zrozumiałe, że obecność islamu wywołuje ożywioną debatę w Europie. Tyle że za każdym razem, kiedy pojawia się jakiś spór, który sam w sobie nie musi być niczym złym, od razu przejmują go media, które robią wokół niego show. Znika możliwość spokojnej rozmowy, bo na placu boju zostają tylko ludzie reprezentujący skrajne stanowiska. Znika też lokalny kontekst, a debata szybko przenosi się na poziom co najmniej narodowy. Ja chciałam wrócić na poziom mikro, porozmawiać z ludźmi z krwi i kości.

Efekty były różne. W Bolonii działaczki Ligi Północnej nie dopuściły do słowa pozostałych uczestników dyskusji.
Kiedy zaczynałam badania, byłam pewna, że spotkam wielu rozgniewanych muzułmanów, którzy będą się skarżyć na dyskryminację i islamofobię. Okazało się jednak, że większość z nich to cierpliwi, spokojni ludzie, którym ogromnie zależy na tym, aby pokazać się jako dobrzy obywatele. Dla wielu z nich była to pierwsza w życiu okazja, aby spotkać się z „drugą stroną”. Niechęć do rozmowy była częstsza po tej drugiej stronie, ale to logiczne. „Rdzenni” Europejczycy są w defensywie, czują się zagrożeni, bronią świata, jaki dotąd znali.

Przekonuje pani, że europejscy muzułmanie to kategoria, która, jeśli bliżej jej się przyjrzeć, rozpada się w drobny mak.
To ogromnie zróżnicowana grupa, pochodząca niemal z całego świata. Mają różny poziom integracji, styl życia, nastawienie do religii. Niektóre kobiety noszą chustę, inne nie. Dla niektórych szynka to tabu, inni chcą być jak reszta Europejczyków. Włoskie muzułmanki stroją się tak jak Włoszki, francuscy muzułmanie cały dzień się skarżą i protestują. To te szczegóły, a nie makrodebaty ani teorie, określają styl całych społeczeństw.

Europejscy muzułmanie zmieniają się pod wpływem Europy, ale zmieniają też samą Europę. W przeciwieństwie do pierwszych pokoleń imigrantów, ci obecni nie mają kompleksów. Dlatego nie obawiają się pokazywać swojej odmienności w życiu publicznym. Doświadczają też społecznego awansu, poprzez edukację i karierę stają się częścią nowej klasy średniej. To budzi niepokój, co widać też w dyskursie nienawiści, którego są obiektem. Pokazuje to też jednak, że integracja działa.

A co z trudnymi dzielnicami, radykalizującą się młodzieżą?
To prawda, nie ma ich w mojej książce. Skupiam się w niej na tych, którzy się integrują, którzy chcą być częścią swoich wspólnot. Nie pojechałam do problematycznych miejsc, bo one są już dobrze zbadane. Więzienia, przedmieścia, getta. Według tej narracji islam to zawsze problem. A co z muzułmanami, którzy…

...nie są problemem?
No właśnie. Ci stanowią większość. Są już Europejczykami i nie ma od tego odwrotu. I dlatego na przykład nie opowiadają się wcale za państwowym islamem. Jeden z naszych rozmówców z Tuluzy, którego rodzice pochodzili z Maghrebu, mówił na przykład: „Duch zachodni bierze we mnie górę. Wychowałem się w kulturze francuskiej, więc jestem przeciwny karom cielesnym i karze śmierci, opowiadam się za równością wszystkich wobec prawa”.

Ciekawym przypadkiem jest Kolonia.
Powstał tam nowoczesny meczet, zaprojektowany przez niemieckiego architekta niemuzułmanina. Oczywiście nie obeszło się bez tarć. Postawić wielki meczet zaraz koło słynnej katedry to nie taka prosta sprawa. Powstał silny ruch przeciwko jego budowie. Do tego wszystkiego doszły jeszcze wydarzenia sylwestrowej nocy (wiele kobiet było zaatakowanych i molestowanych na ulicach – red.).

Mimo trudności Kolonia to przykład sukcesu. Nowoczesna bryła tego meczetu, ekologiczna konstrukcja i przejrzyste ściany, które świadczą o woli otwarcia na wszystkich obywateli, sprawiły, że większość mieszkańców miasta przyjęła budowę przychylnie.

Inny ciekawy przykład to meczet w Penzberg w Bawarii, zaprojektowany przez architekta muzułmanina pochodzącego z Bośni. Zgodnie z prawem w większości europejskich krajów nie można nawoływać z minaretów na modlitwę. Minaret w Penzberg jest niemy, ale głos muezina zastąpiono kaligrafią, która rozświetla się, by przypomnieć wiernym, że nastała pora modlitwy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną