Chińczycy wykupują nieruchomości na całym świecie

Chińskie duchy jadą za granicę
Chińska klasa średnia dopiero ruszyła na globalne zakupy, a już wielu mieszkańców Londynu, Sydney czy Vancouver nie stać na życie we własnym mieście.
Obchody chińskiego Nowego Roku na Trafalgar Square w Londynie – dla mieszkańców metropolii wyglądają raczej jak przestroga niż dobra zabawa.
Dominic Lipinski/PA Images/Getty Images

Obchody chińskiego Nowego Roku na Trafalgar Square w Londynie – dla mieszkańców metropolii wyglądają raczej jak przestroga niż dobra zabawa.

audio

AudioPolityka Paulina Wilk - Chińskie duchy jadą za granicę

Tylko w zeszłym roku Chińczycy kupili w różnych miastach świata domy, mieszkania i biura warte 60 mld dol. Według portalu Juwai.com, największego internetowego sprzedawcy nieruchomości dla Chińczyków, to zaledwie ułamek tego rynku. Największa fala zakupów dopiero ruszy. Serwis ma w ofercie ponad 2,5 mln nieruchomości i tyle samo klientów. Według analityków Juwai.com w ciągu najbliższych pięciu lat wartość transakcji pochodzenia chińskiego podskoczy do 220 mld dol. rocznie.

I nic tego wzrostu nie powstrzyma. Bo jak dotąd zaledwie 3 proc. osób zaliczanych do nowej dalekowschodniej klasy średniej nabyło mieszkania poza ojczyzną. Według danych Boston Consulting Group za pięć lat sama tylko wyższa klasa średnia będzie liczyć w Chinach ponad 100 mln osób. To ogromna grupa klientów, którzy w hierarchii marzeń wysoko stawiają posiadanie nie jednej, lecz kilku nieruchomości za granicą. Już dziś nie brak takich, którzy mają apartamenty w Hongkongu, Singapurze, Toronto, Nowym Jorku i Londynie.

To oni nakręcają wzrost cen mieszkań i domów w wielu rejonach – już teraz Chińczycy dysponują przy zakupie nieruchomości drugą co do wielkości, po Amerykanach, siłą nabywczą. Szczególnie narażone na tak nagłe, masowe zainteresowanie są tzw. miasta globalne, zapewniające międzynarodowe połączenia biznesowe oraz znakomite uczelnie. Dawniej były to Hongkong i Singapur, w nowym stuleciu zainteresowanie przeniosło się na Zachód, ale też do innych części Azji, np. do Tajlandii, Japonii.

Oprócz marzeń o nowym stylu życia i przynależności do światowej elity, Chińczykami kieruje pragmatyzm. Ceny nieruchomości w Pekinie, Szanghaju i Shenzhen szybują (w 2016 r. wzrosły o 30 proc.). Dlatego zagranicznych zakupów dokonuje się szybko, nawet bez oglądania. Klientom Juwai.com wystarczy rzut oka na zdjęcie online. Potem szybka rezerwacja i zaliczka gwarantowana kartą kredytową. Ale aż 70 proc. klientów portalu realizuje transakcje w gotówce. W przeciwieństwie do klasy średniej w Australii, USA, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii, która coraz bardziej zadłuża się na zakup coraz droższych mieszkań.

Największym jednak przeciwieństwem wyżej wymienionych przykładów jest jednak fakt, że Chińczycy ideę nieruchomości jako lokaty kapitału traktują dosłownie. Większość z nich nie zamierza się „lokować” osobiście w zakupionych na Zachodzie kamienicach, podmiejskich domach czy wielkomiejskich apartamentach – to model znany od lat w Chinach, którego efektem są tzw. miasta duchów. Najczęściej odwiedzają je zaraz po zakupie, później najwyżej raz do roku. Ale są też tacy, którzy swoich włości na oczy nie widzieli. I w ten sposób głośny problem chińskich miast duchów zaczyna się globalizować.

Znikający 30-latkowie

We wrześniu ubiegłego roku Sadiq Khan, burmistrz Londynu, zapowiedział dochodzenie, które ma ustalić, kto posiada jakie nieruchomości w liczącym już blisko 15 mln mieszkańców obszarze metropolii. Faktyczna skala zagranicznych inwestycji w londyńskie nieruchomości jest nieznana. W ostatnich latach równowaga została zachwiana, ale jej konsekwencje wyraźnie uderzają w mieszkańców – od najbardziej prestiżowych po najtańsze dzielnice.

Rozpoczęło się na przykład znikanie 30-latków z brytyjskiej stolicy. Wyprowadzają się do miasteczek satelickich lub do innych części kraju. Wypychają ich wysokie koszty najmu i zakupu mieszkań. Coraz więcej Brytyjczyków bierze wyższe kredyty na mieszkania, a banki podnoszą wymagane depozyty – w zeszłym roku osiągały średnio 100 tys. funtów i przekraczały możliwości wielu klientów, szczególnie chcących kupić pierwsze w życiu lokum. Mimo skoku cen wciąż rośnie popyt na nieruchomości. W 2016 r. sprzedano ich w mieście 335 750, najwięcej od kryzysu w 2008 r. Analitycy zgodnie powtarzają, że Londyn – mimo Brexitu – pozostanie centralą międzynarodowych interesów finansowych i miastem atrakcyjnym kulturowo, więc popyt się utrzyma.

Obcokrajowcy, głównie Chińczycy, są kluczową grupą kupców, mimo że stanowią zaledwie około 8 proc. spośród nich. Według badań Goldsmith College, nabywając najdroższe nieruchomości, wywierają presję na pozostałe segmenty rynku i eliminują lokalnych klientów. Dotyczy to nie tylko średnio zarabiających, ale nawet tzw. starych elit, które są wypierane z tradycyjnie luksusowych dzielnic, jak Mayfair czy Hampstead.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną