Z czego wynika frustracja rosyjskich dyplomatów

Zderzaki
Rosyjscy dyplomaci są wciąż jednymi z najlepszych, o czym przekonało się już kilku ludzi Donalda Trumpa. Ale w rosyjskim MSZ narasta frustracja.
Moskwa, siedziba MSZ przy placu Smoleńskim
Andrey Rudakov/Bloomberg/Getty Images

Moskwa, siedziba MSZ przy placu Smoleńskim

Spotkania i rozmowy z rosyjskim ambasadorem Siergiejem Kislakiem w czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA skończyły się fatalnie dla Michaela Flynna. Zaledwie kilka tygodni po objęciu funkcji doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa musiał się z nią pożegnać. W czasie spotkań z Kislakiem, o których nie poinformował wiceprezydenta Mike’a Pence’a, miał rozmawiać nawet o tak poważnych kwestiach, jak zniesienie amerykańskich sankcji wobec Moskwy.

Pogawędki z ambasadorem przyniosły pecha też prokuratorowi generalnemu Jeffowi Sessionsowi. Ponieważ nie tylko zataił je przed Senatem w czasie swojego przesłuchania. Po prostu skłamał, że „nie miał żadnych kontaktów z Rosjanami”, i może go czekać ten sam los co Flynna. Na razie Sessions został odsunięty od śledztwa dotyczącego możliwej ingerencji Moskwy w amerykańskie wybory, które prowadzi nadzorowane przez niego FBI.

Kislak, 66-letni dyplomata o poczciwej twarzy, zapewnił, że nie robił nic, co nie licowałoby z funkcją ambasadora. I rzeczywiście, tworzenie sieci kontaktów to przecież chleb powszedni na takim stanowisku, trudno oczekiwać, by wysłannik Moskwy na kluczowej placówce zaniedbywał swoje obowiązki. „To nasza praca – rozumieć i znać ludzi” – mówił Kislak, cytowany przez „New York Timesa”.

Nie sądzę, by Kislak „werbował”, jak twierdzą niektórzy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną