Z czego wynika frustracja rosyjskich dyplomatów

Zderzaki
Rosyjscy dyplomaci są wciąż jednymi z najlepszych, o czym przekonało się już kilku ludzi Donalda Trumpa. Ale w rosyjskim MSZ narasta frustracja.
Moskwa, siedziba MSZ przy placu Smoleńskim
Andrey Rudakov/Bloomberg/Getty Images

Moskwa, siedziba MSZ przy placu Smoleńskim

Siergiej Kislak, ambasador Rosji w USA, przyczynił się do kompromitacji ekipy Donalda Trumpa.
Kathryn Scott Osler/The Denver Post/Getty Images

Siergiej Kislak, ambasador Rosji w USA, przyczynił się do kompromitacji ekipy Donalda Trumpa.

Zmarły niedawno Witalij Czurkin, wieloletni ambasador Rosji przy ONZ, jeden z najlepszych dyplomatów, jakiego miała Moskwa.
Andrew Burton/Getty Images

Zmarły niedawno Witalij Czurkin, wieloletni ambasador Rosji przy ONZ, jeden z najlepszych dyplomatów, jakiego miała Moskwa.

Spotkania i rozmowy z rosyjskim ambasadorem Siergiejem Kislakiem w czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA skończyły się fatalnie dla Michaela Flynna. Zaledwie kilka tygodni po objęciu funkcji doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa musiał się z nią pożegnać. W czasie spotkań z Kislakiem, o których nie poinformował wiceprezydenta Mike’a Pence’a, miał rozmawiać nawet o tak poważnych kwestiach, jak zniesienie amerykańskich sankcji wobec Moskwy.

Pogawędki z ambasadorem przyniosły pecha też prokuratorowi generalnemu Jeffowi Sessionsowi. Ponieważ nie tylko zataił je przed Senatem w czasie swojego przesłuchania. Po prostu skłamał, że „nie miał żadnych kontaktów z Rosjanami”, i może go czekać ten sam los co Flynna. Na razie Sessions został odsunięty od śledztwa dotyczącego możliwej ingerencji Moskwy w amerykańskie wybory, które prowadzi nadzorowane przez niego FBI.

Kislak, 66-letni dyplomata o poczciwej twarzy, zapewnił, że nie robił nic, co nie licowałoby z funkcją ambasadora. I rzeczywiście, tworzenie sieci kontaktów to przecież chleb powszedni na takim stanowisku, trudno oczekiwać, by wysłannik Moskwy na kluczowej placówce zaniedbywał swoje obowiązki. „To nasza praca – rozumieć i znać ludzi” – mówił Kislak, cytowany przez „New York Timesa”.

Nie sądzę, by Kislak „werbował”, jak twierdzą niektórzy. Problemem nie były spotkania z nim, ale ich zatajenie przez ludzi z administracji Trumpa – mówi Pawieł Łuzin, politolog i współpracownik portalu eksperckiego Intersection: Russia/Europe/World.

A jednak chociaż Kislak „zna prawie każdego w USA”, to – jak pisze „Foreign Policy” – demokratyczni senatorowie starannie unikali spotkań z nim i jego kolegami w czasie kampanii. Rodzi się także pytanie: skoro były to rutynowe spotkania, dlaczego ludzie Trumpa kłamali, by nie doszło do ich ujawnienia?

To nie koniec pytań. Skoro dwaj wysoko postawieni współpracownicy prezydenta ukrywali kontakty z Rosjanami, to może w otoczeniu Donalda Trumpa jest więcej takich osób, które uważają, że nie powinny ujawniać swoich rozmów z wysłannikami Moskwy? Na pewno z Rosjanami spotykał się co najmniej jeszcze jeden doradca prezydenta i jednocześnie jego zięć Jared Kushner.

Tak czy inaczej, ambasador Kislak znalazł się w centrum skandalu. Celowo czy nie – tego zapewne nie da się ustalić – przyczynił się do kompromitacji ekipy nowego prezydenta w pierwszych tygodniach rządzenia. Biorąc pod uwagę fakt, że Rosja – niezależnie od ciepłych deklaracji pod adresem Trumpa na różnych szczeblach, włącznie z Władimirem Putinem – traktuje USA jako swojego rywala numer jeden, podważenie wiarygodności amerykańskiego rządu z pewnością zalicza jako punkt dla siebie.

Russiagate

Flynngate, Sessionsgate czy po prostu Russiagate – to dla niektórych kolejny dowód kunsztu i skuteczności rosyjskiej dyplomacji. Jeśli celem było osłabienie początkującego prezydenta i wykorzystanie jego braku doświadczenia, to z taką oceną można się zgodzić. Może jednak z punktu widzenia Kremla lepiej by było, żeby „zaprzyjaźnieni” urzędnicy pozostali na swoich stanowiskach? Zapewne przydaliby się Moskwie w przyszłości.

Żeby ocenić skuteczność rosyjskiej dyplomacji, trzeba najpierw rozumieć, jakie cele i zadania stawia przed nią Kreml. A my tych celów nie znamy – zastrzega Łuzin. – Jeśli rozumieć skuteczność dyplomacji jako brak wojny, to MSZ nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia, nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji.

Łuzin przypomina, że w przypadku konfliktu rosyjsko-ukraińskiego specjalnym wysłannikiem Putina w trójstronnej grupie kontaktowej był najpierw były minister zdrowia i ambasador na Ukrainie Michaił Zurabow, potem dawny szef Dumy Borys Gryzłow – obaj wprawdzie wysocy urzędnicy państwowi, ale niewywodzący się z MSZ.

Na polu unikania zagrożenia dyplomaci nie mają okazji się sprawdzić, bo Rosji nikt nie zagraża. MSZ nie ma też zasług w przyciąganiu inwestycji, bo w Rosji dyplomaci nie mają tu nic do powiedzenia, zwłaszcza przy takiej polityce, jaką prowadzi obecnie Moskwa, bo ta raczej „odstrasza” – ocenia Łuzin.

Od aneksji Krymu Moskwa skupia się na agresywnym przekonywaniu świata, że „racja jest po jej stronie”, prawo międzynarodowe nie zostało złamane. Jednym z głównych celów rosyjskiej polityki zagranicznej jest w tej sytuacji uzyskanie akceptacji innych państw dla nowych de facto granic Federacji. – Takiego zadania nie zrealizuje nawet 10 Ławrowów i 50 Czurkinów – mówi Łuzin.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną