USA: miasta bronią imigrantów przed Trumpem

Sanktuaria Ameryki
W USA wzbiera bunt miast, które postanowiły bronić swoich nielegalnych imigrantów przed nowym prezydentem.
Pierwszą miesięcznicę inauguracji Trumpa Chicago uczciło protestami przeciw jego antyimigracyjnej polityce.
Bilgin S. Sasmaz/Anadolu Agency/Getty Images

Pierwszą miesięcznicę inauguracji Trumpa Chicago uczciło protestami przeciw jego antyimigracyjnej polityce.

Zamieszki w Berkeley pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami Trumpa
Joel Angel Juarez/Anadolu Agency/Getty Images

Zamieszki w Berkeley pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami Trumpa

Mieszkańcy Los Angeles wspierają ideę miasta-sanktuarium dla imigrantów.
Ronen Tivony/NurPhoto/Getty Images

Mieszkańcy Los Angeles wspierają ideę miasta-sanktuarium dla imigrantów.

audio

AudioPolityka Adam Szostkiewicz z San Francisco - Sanktuaria Ameryki

„W Kalifornii Donalda Trumpa nie lubią. Trump nie lubi Kalifornii. W najbogatszym stanie Hillary Clinton wygrała z nim ze znaczną przewagą (62:33). Odkąd Trump objął urząd prezydenta, Kalifornia jest w stanie politycznego wrzenia. W lutym rada miejska w Richmond na przedmieściach Miasta Aniołów jednogłośnie przyjęła uchwałę wzywającą Kongres do zbadania, czy nie ma podstaw do impeachmentu Trumpa z powodu konfliktu jego interesów biznesowych z interesami państwa, którym zarządza. To jest nasz kraj, mamy prawo się wypowiedzieć” – tłumaczyła mediom radna Gayle McLaughlin z Partii Zielonych. W Richmond rządzą demokraci, a samo miasto uchodzi za „postępowe”. Ale i tu trafił się zwolennik Trumpa. Wyzwał radnych od idiotów, bo przecież w Kongresie większość mają republikanie, a oni na pewno nie dopuszczą do impeachmentu.

Faktycznie, układ sił na amerykańskiej scenie politycznej doznał głębokiego wstrząsu. Republikanie po wahaniach konsolidują się wokół administracji Trumpa. Kontrolują obie izby Kongresu. Mogą utrącać lub blokować opozycję, przeprowadzać swoją „dobrą zmianę”. Natomiast w Kalifornii i w wielu innych progresywnych stanach ta nowa sytuacja mobilizuje przeciwników Trumpa do obywatelskiego nieposłuszeństwa. W kalifornijskim Berkeley doszło do zamieszek na tamtejszym uniwersytecie w proteście przeciwko planowanemu spotkaniu z redaktorem ultraprawicowego portalu Breitbart News, Milo Yiannopoulsem. Rozruchy przeniosły się do miasta, doszło do aktów wandalizmu. Prawica oskarżyła protestujących, że gwałcą wolność słowa i są opłacani przez demokratów. Protestujący oskarżyli portal, że to on sprowokował zamieszki. Prezydent Trump nazwał protest atakiem anarchistów i chuliganów. Zagroził, że odbierze uniwersytetowi (przez lata wykładał na nim literaturę polską noblista Czesław Miłosz) fundusze federalne.

Ostrą reakcję Trumpa media powiązały z faktem, że jednym z najbliższych współpracowników prezydenta jest były szef Breibart News Steve Bannon, uważany przez antytrumpistów za zło wcielone, antysemitę i faszystę, suflującego Trumpowi niebezpieczne pomysły polityczne. Alarmami lewicy Bannon ani jego chlebodawca się nie przejmują. Przeciwnie, Bannon drwi z opozycji i liberalnych mediów: „Im bardziej się wkurzają, tym silniejszy staje się nowy ład polityczny, jaki powstał dzięki zwycięstwu Trumpa”.

Na fali protestów inne kalifornijskie miasto, San Leandro, ogłosiło się tak zwanym sanctuary city – miastem-sanktuarium, azylem dla nielegalnych imigrantów. Decyzję podjął samorząd z poparciem mieszkańców. Ciekawe, że pół wieku temu w San Leandro 99 proc. mieszkańców to byli biali. W mieście obowiązywał zakaz sprzedaży nieruchomości Afroamerykanom i osobom należącym do innych mniejszości. Ale profil etniczny tego niespełna stutysięcznego miasta zmienił się radykalnie. Według danych z 2010 r. jedna trzecia jego obywateli to amerykańscy Azjaci, czarni stanowią 12 proc., Latynosi prawie 28 proc., biali niemający korzeni latynoskich – 27 proc.

W tak różnorodnym etnicznie mieście antyimigranckie hasła kampanii Trumpa o zamykaniu granic musiały bulwersować. A jego zapowiedzi, m.in. że jako prezydent deportuje „nielegałów”, zapewne wzbudziły przerażenie w wielu rodzinach imigranckich, które już jakoś ułożyły sobie życie w Stanach.

Przysłuchać się obradom rady miejskiej San Leandro przyszli głównie Latynosi. W Kalifornii większość imigrantów, także nielegalnych, to przybysze z Meksyku i innych krajów Ameryki Południowej oraz Azjaci. „Złoty Stan” wszedł w skład USA w 1848 r. i odtąd był dla imigrantów wrotami do Ameryki. Według danych Amerykańskiej Rady do Spraw Imigracji z 2015 r. ponad 25 proc. Kalifornijczyków to imigranci (urodzeni poza USA), a ponad połowę całej populacji (liczącej 38 mln) stanowią Latynosi i Azjaci. Liczbę nielegalnych imigrantów szacowano w 2012 r. na ponad 6 proc. (ok. 2,5 mln).

Latynosi, Azjaci, imigranci w ogromnej większości pracują i płacą podatki, wzbogacając gospodarkę Kalifornii o miliardy dolarów: uczą się angielskiego, pną się po szczeblach drabiny społecznej, kupują domy. To nie jest elektorat Trumpa. „My się nie zajmujemy imigracją, tylko bezpieczeństwem publicznym” – mówił podczas sesji rady miejskiej San Leandro szef miejscowej policji. Wniosek radnej Gayle McLaughlin o ogłoszenie miasta przyjaznym dla nielegalnych imigrantów został przyjęty jednomyślnie. I w ten sposób San Leandro dołączyło do ok. 400 amerykańskich miast-sanktuariów.

Filozofię społeczną tego ruchu miejskiego dobrze wyraził burmistrz Chicago Rahm Emanuel, bliski współpracownik prezydenta Obamy, odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego: „Imigranci są mile widziani, jeśli szukają w Chicago Amerykańskiego Marzenia”. Z funduszy własnych i federalnych takie miasta hojniej finansują programy integracji imigrantów. Ale pomagają im też na szereg innych sposobów.

Samorządne władze nie tylko miast, ale powiatów (counties) czy nawet stanów, mogą pozwolić, by podległe im służby policyjne nie współpracowały z agentami federalnymi urządzającymi obławę na imigrantów w poszukiwaniu „nielegałów”. A także by nie sprawdzały, czy zatrzymana przez nie osoba nie jest aby nielegalnym imigrantem.

Ideę miast-sanktuariów popierają konfesje i organizacje chrześcijańskie. Tradycja udzielania schronienia uchodźcom ma przecież korzenie biblijne. Dziś Kościoły pomagają imigrantom bez względu na kolor ich skóry, narodowość i wyznanie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną