Czy to ona powstrzyma Erdoğana?

Wilczyca o dwóch dłoniach
80 milionów mówi NIE – Meral Akşener nawołuje do sprzeciwu wobec władzy.
Chris McGrath/Getty Images

80 milionów mówi NIE – Meral Akşener nawołuje do sprzeciwu wobec władzy.

„Wszyscy mówią o Erdoğanie. A co, jeśli to ja będę następnym prezydentem?” – Akşener mówiła niedawno w wywiadzie dla CNN Turk.
Profil Meral Akşener/Facebook

„Wszyscy mówią o Erdoğanie. A co, jeśli to ja będę następnym prezydentem?” – Akşener mówiła niedawno w wywiadzie dla CNN Turk.

Aby to się jednak udało, Erdoğan musiał przejść metamorfozę. Jeszcze do 2015 r. ideologia AKP odwoływała się głównie do osmańskiej i islamskiej historii. Stąd wynikały huczne obchody kolejnych rocznic zdobycia przez Turków Konstantynopola czy urodzin Mahometa. Etniczność aż do 2015 r. nie miała w retoryce Erdoğana większego znaczenia. Do pewnego stopnia był to jednak nacjonalizm, bo przewidywał dla Turków centralne miejsce w świecie muzułmańskim, ale to miejsce miało wynikać raczej ze specyficznie pojmowanej misji historycznej niż z wyższości etnicznej Turków.

Efektem takiego myślenia było ugodowe stanowisko wobec mniejszości etnicznych w Turcji, szczególnie wobec Kurdów. Przed 2015 r. Erdoğan, występując w kurdyjskich miastach, podkreślał muzułmańskie braterstwo między Turkami i Kurdami. Odwoływał się tam raczej do idei obywatelskości, przemilczając kwestie etniczne. To w końcu rząd AKP przyznał Kurdom wiele praw językowych i tych dotyczących nazewnictwa.

Wierni szczerzy i moralni Turcy

Momentem zwrotnym był czerwiec 2015 r. i pierwsza wpadka wyborcza w historii AKP. Partia Erdoğana zdobyła nieco ponad 40 proc. głosów i choć nadal była największym ugrupowaniem, straciła 10 pkt proc. Straciła też bezwzględną większość w parlamencie – z powodu partii kurdyjskiej, która pierwszy raz przekroczyła próg wyborczy. – To wówczas Erdoğan uznał, że możliwości mobilizacji elektoratu wokół ideologii opartej na islamie i społecznym konserwatyzmie wyczerpały się, i został nacjonalistą – tłumaczy profesor jednego z wiodących tureckich uniwersytetów proszący o anonimowość.

Turecki nacjonalizm niemal z dnia na dzień stał się elementem spajającym nową ideologię AKP. Zachód jest w niej przedstawiany nie tyle jako wróg tureckości, ile jej antyteza. Turcy (poza zdrajcami) są wierni, szczerzy i moralni, podczas gdy ludzie Zachodu to degeneraci, hipokryci i dewianci. Partia Erdoğana do tego stopnia zaczęła walczyć o głosy tureckich nacjonalistów, że podczas spotkania z wyborcami obecny premier Binali Yıldırım w przypływie emocji wykonał gest Szarych Wilków.

Efekt jego nacjonalistycznego zwrotu był taki, że po przyspieszonych wyborach w listopadzie 2015 r. AKP znów mogła rządzić sama. A razem z nacjonalistami miała już wystarczającą liczbę posłów, aby zarządzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Jak pisze Mustafa Akyol, okazało się, że kombinacja islamu i konserwatyzmu w tureckich wyborach daje maksymalnie 50 proc. głosów, natomiast miks konserwatyzmu i nacjonalizmu – 65 proc., czyli mniej więcej tyle, aby doprowadzić do referendum. Ale były też efekty uboczne tej makiawelicznej strategii: gdy po nieudanym zamachu wojskowym z lipca 2016 r. tysiące Turków wyszło na ulice wesprzeć Erdoğana, dominował gest Szarych Wilków.

Akşener na prezydenta

Tu na scenę wchodzi Meral Akşener. W latach 90. była przez chwilę pierwszą kobietą kierującą tureckim MSW, ale wróciła do wielkiej polityki dopiero w 2015 r., gdy okazało się, że AKP przejęło sporą część elektoratu nacjonalistów. Akşener mówiła wtedy jak Kwaśniewski: „Nie możemy ugrzęznąć w przeszłości i stracić przyszłości”. I zaczęła nawoływać do odrzucenia konstytucyjnych poprawek Erdoğana. Z tego powodu wyrzucono ją z partii nacjonalistycznej, która stanęła po stronie partii władzy.

Yusuf Muftuoğlu szacuje, że nawet 80 proc. nacjonalistycznych wyborców może ją poprzeć i sprzeciwić się poprawkom do konstytucji. – Oni nie ufają Erdoğanowi. Uważają np., że obecna ofensywa przeciwko Kurdom to tylko kolejny, krótkotrwały trik polityczny prezydenta i że zaraz po referendum Erdoğan wróci do rozmów pokojowych. To może przesądzić o wyniku referendum.

Bez względu jednak na wynik głosowania Erdoğan krótkowzrocznie rozniecił nacjonalistyczne emocje, które już kilkakrotnie w powojennej Turcji wylewały się na ulice i prowadziły do tragedii.

Turecki nacjonalizm zrodzony na początku XX w., głównie ze strachu przed Zachodem, to nie jest żadna pseudoideologia jak neoosmanizm Erdoğana i AKP, który poza barokową fasadą zawsze był do bólu pragmatyczny. Turecki nacjonalizm w wersji Szarych Wilków to ideologia wprost czerpiąca z nazizmu, odwołująca się do teorii ras. Dziś wraca do powszechnego obiegu za pośrednictwem niewinnego gestu wilczej głowy. Jutro może się okazać uzasadnieniem dla mordów na mniejszościach etnicznych.

Akşener odcina się od tych radykalnych nurtów w swoim środowisku. Jej bliscy współpracownicy sugerują nawet, że po referendum zamierza założyć centroprawicową partię. „Wszyscy mówią o Erdoğanie. A co, jeśli to ja będę następnym prezydentem?” – mówiła niedawno w wywiadzie dla CNN Turk. Akşener jest politycznie oburęczna. Odwołuje się do poczucia jedności narodowej, niewinności, kobiecości. Ale przywołuje też wilki, bo tylko w ten sposób może sobie zapewnić odpowiednie poparcie. Problem w tym, że w historii Republiki Tureckiej nikomu jeszcze tych wilków nie udało się udomowić.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną