Radykalna młodzież i liberalny zachód kraju. Francja pełna podziałów wybiera prezydenta
Tak zaciętej rywalizacji wyborczej Francja nie doświadczyła od początku V Republiki, czyli od 1958 r.
Według ekspertów frekwencja w głosowaniu wyniesie około 80 proc.
Brad Fickeisen/Unsplash

Według ekspertów frekwencja w głosowaniu wyniesie około 80 proc.

Francuzi od rana głosują w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Na przejście do drugiej rundy głosowania szanse ma czworo kandydatów – od nacjonalistki Marine Le Pen po byłego komunistę Jean-Luca Mélenchona. Tak zaciętej rywalizacji wyborczej Francja nie doświadczyła od początku V Republiki, czyli od 1958 r.

Liberał, nacjonalistka, oszust lub komunista

Jeszcze w październiku ubiegłego roku murowanym faworytem do zwycięstwa w wyborach był mer Bordeaux Alain Juppé. W listopadzie jednak niespodziewanie przegrał prawybory w konserwatywnej Partii Republikańskiej z byłym szefem rządu François Fillonem. Były premier przez kolejne dwa miesiące brylował w sondażach. W badaniach przed pierwszą turą co prawda nieznacznie ustępował liderce Frontu Narodowego Le Pen, ale już w ankietach mierzących szanse kandydatów w bezpośrednim starciu deklasował nacjonalistkę.

Reputację Fillona zszargała styczniowa afera upubliczniona przez satyryczny tygodnik „Le Canard Enchainé”. Dziennikarze periodyku ujawnili dowody na to, że republikanin przez lata zdefraudował ponad milion euro, zatrudniając członków rodziny na fikcyjnych etatach we własnym biurze parlamentarnym.

Na spadku popularności Fillona najbardziej skorzystał były minister gospodarki, liberał Emmanuel Macron, który w wyborach startuje bez poparcia żadnej z głównych partii. To właśnie on do pierwszej tury głosowania przystąpi w roli faworyta, może być też pewny pokonania Le Pen w drugiej rundzie głosowania, o ile oboje się do niej zakwalifikują. Ich plany pokrzyżować chcą odbudowujący swoje poparcie Fillon i Mélenchon, który przyciąga wyborców świetnymi występami w debatach telewizyjnych. Różnice między głównymi kandydatami mieszczą się w granicy błędu statystycznego, a o wyniku wyborów zadecydują szczegóły.

Twardy elektorat Le Pen

Jeżeli wierzyć wynikom sondaży z ostatniego roku, najpewniejsza swojego miejsca w drugiej turze wyborów powinna być Le Pen. Co prawda rzadko zdarzało jej się przekroczyć 30 proc. poparcia, ale z drugiej strony – przez ostatnie 12 miesięcy nigdy nie popierała jej mniej niż jedna piąta wszystkich wyborców.

Tezy tej broni też Dominique Reynié z paryskiego Instytutu Nauk Politycznych. Według niego nacjonalistka ma największy twardy elektorat ze wszystkich kandydatów, a odsetek jej najbardziej zdeterminowanych wyborców szacuje właśnie na 20 proc. dorosłych Francuzów. Reynié jednocześnie zauważa, że najciężej przewidzieć wynik wyborczy Macrona. Liberał dopiero niecały rok temu rozpoczął samodzielną karierę polityczną, nie dorobił się jeszcze przywiązanych wyborców i jest najbardziej narażony na wahania poparcia.

Liberalne Bordeaux, nacjonalistyczne Marsylia i Lille

W całej Europie populiści uzyskują najwyższe poparcie w biedniejszych, charakteryzujących się wysokim poziomem bezrobocia regionach swoich krajów. Będący w niezadowalającej sytuacji materialnej mieszkańcy tych terenów często za swoje niepowodzenia obwiniają tradycyjne partie polityczne, które będąc przez lata u władzy, nie wpłynęły na poprawę sytuacji gospodarczej tych terenów.

Na tej niechęci najwięcej zyskuje Le Pen. Prowadzi też w zamożnej Prowansji, ale tutaj akurat nacjonalistka zawdzięcza je szeroko rozbudowanym strukturom Frontu Narodowego w regionie. Jej partia ma swoje korzenie właśnie na południu kraju, w miastach, do których przez dekady przybywało najwięcej migrantów z byłych kolonii francuskich.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną