Sprawa Walusia ciągle dzieli RPA

Wyklęty z RPA
Prawdopodobnie jeszcze w maju, po 25 latach za kratkami, wolność odzyska Janusz Waluś. Od popełnionego przez niego morderstwa Afryka Południowa bardzo się zmieniła. Niekoniecznie na lepsze.
Związkowcy protestujący podczas rocznicy zamieszek w kopalni w Marikanie
Shiraaz Mohamed/Anadolu Agency/Abaca/PAP

Związkowcy protestujący podczas rocznicy zamieszek w kopalni w Marikanie

Janusz Waluś
Juda Ngwenya/Reuters/Forum

Janusz Waluś

Ostatni żołnierz wyklęty – tak Janusza Walusia nazywa Centrum Edukacyjne Powiśle, które 5 maja zamierzało zorganizować dla niego wielką manifestację poparcia. Wiec w ostatniej chwili odwołano, a ten rzekomy ośrodek edukacyjny to w rzeczywistości skrajnie prawicowa organizacja, której założyciel na prywatnym profilu pozuje z butelką wina Hitlerwein ozdobionej podobizną führera. Waluś to zwykły morderca odsiadujący karę więzienia za najgłośniejsze zabójstwo polityczne w historii Republiki Południowej Afryki.

Urodzony w Zakopanem syn prywaciarza, wyemigrował z rodziną w 1981 r. za chlebem do RPA, gdzie wcześniej osiadł jego brat. Ten ostatni żył jednak własnym życiem, a zniechęcona nowym miejscem żona Janusza po kilku latach wróciła do ojczyzny, zabierając ze sobą córkę. Osamotniony Waluś znalazł więc nowe towarzystwo: lokalnych białych ekstremistów, sprzeciwiających się rozmontowywaniu rasistowskiego apartheidu. To z ich inspiracji w Wielką Sobotę 1993 r. zastrzelił wracającego ze świątecznych zakupów Chrisa Haniego.

Śmierć drugiego najpopularniejszego czarnego polityka po Nelsonie Mandeli miała doprowadzić do zamieszek i zerwania procesu demokratyzacji. Stało się jednak odwrotnie, morderstwo przyśpieszyło zorganizowanie pierwszych wolnych wyborów, w których władzę zdobył jeszcze niedawno nielegalny Afrykański Kongres Narodowy, a schwytany Waluś dostał karę śmierci, zamienioną potem na dożywocie.

W zeszłym roku, po wielu wcześniejszych prośbach o warunkowe zwolnienie, sąd w Pretorii orzekł, że Polak może wyjść na wolność – ministerstwo sprawiedliwości złożyło jednak apelację i skutecznie zablokowało jego wypuszczenie. O sprawie pisały gazety na całym świecie i był to jedyny raz od procesu, kiedy Walusiem zainteresował się ktokolwiek więcej niż skrajna prawica. Bo w ćwierć wieku od popełnionego przez niego morderstwa RPA bardzo się zmieniło. Niestety, niekoniecznie na lepsze.

Nadal podzieleni

W połowie kwietnia prezydent RPA Jacob Zuma obchodził swoje 75. urodziny, tańcząc w rytm tradycyjnej muzyki zuluskiej na zamkniętym wiecu politycznym w Soweto – czarnym miasteczku satelickim Johannesburga, kiedyś stanowiącym epicentrum walki o prawa obywatelskie. Przez cały dzień trzymał się jednak z daleka od swojej oficjalnej siedziby w Pretorii. Zgromadzony pod nią 30-tys. tłum domagał się jego dymisji – była to największa demonstracja od upadku rasistowskiego reżimu. W następnym tygodniu podobne manifestacje przetoczyły się także przez inne miasta, a symboliczne noże w plecy zaczęli Zumie wbijać jego niedawni sojusznicy.

Wybuch wściekłości spowodowała niezapowiedziana i przeprowadzona pod osłoną nocy rekonstrukcja rządu – Zuma pozbawił urzędu dziewięciu ministrów oraz ich sześciu zastępców. Społeczne emocje rozpaliło przede wszystkim zdymisjonowanie ministra finansów. Pravin Gordhan był hamulcowym jego rozbuchanych pomysłów gospodarczych: nie godził się na pompowanie pieniędzy w państwowe linie lotnicze, elektrownie, porty, koleje i program budowy nowych reaktorów atomowych, na co naciskał Zuma.

Kierowany przez niego Afrykański Kongres Narodowy rządzi krajem nieprzerwanie od upadku apartheidu, ale w tym czasie życie przeciętnego wyborcy tylko się pogorszyło. Powiększyły się zamieszkiwane przez czarną biedotę przedmieścia, oczekiwana długość życia spadła z 61 do 52 lat, co czwarty mieszkaniec kraju jest dziś bez pracy, a nierówności dochodów należą do najwyższych na świecie.

To zamordowany przez Walusia Hani przekonywał, że podziały rasowe nie znikną, jeżeli wcześniej nie wyeliminuje się pokrywających się z nimi podziałów klasowych. I chociaż w ciągu dwóch dekad do klasy średniej i wyższej awansowało wielu czarnoskórych, to biali wciąż zarabiają średnio pięć razy więcej niż czarni, a przeciętny górnik (kopalnie to jeden z fundamentów lokalnej gospodarki) musiałby pracować 400 lat na roczną pensję dyrektora swojej kopalni. W 2012 r. doprowadziło to do krwawych zamieszek w Marikanie, 100 km na północ od Johannesburga, gdzie policja zabiła 34 protestujących i raniła kolejnych 70.

Zaledwie kilka tygodni wcześniej Kongres świętował swoje stulecie w ekskluzywnym klubie golfowym, w czasie apartheidu niedostępnym dla czarnych. Do niedawna działacze AKN nie musieli się przejmować własną skutecznością, bo wiedzieli, że ich ugrupowanie jest jedynym faktycznie reprezentującym większość obywateli RPA i po prostu nie ma z kim przegrać. To już przeszłość.

Z jednej strony partia rządowa jest podgryzana przez Bojowników o Wolność Gospodarczą – to silnie lewicowe ugrupowanie dowodzone przez charyzmatycznego Juliusa Malemę, dawniej szefa młodzieżówki Kongresu. Z drugiej Kongresowi coraz więcej wyborców podbiera Sojusz Demokratyczny, jeszcze niedawno uważany za reprezentanta interesów białej mniejszości, dziś pod przewodnictwem czarnoskórego Mmusiego Maimane coraz atrakcyjniejszy dla rozczarowanych dotychczasowymi rządami. W zeszłorocznych wyborach lokalnych opozycja przejęła władzę między innymi w Johannesburgu, Pretorii i Port Elizabeth, uznawanym za bastion Kongresu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną