Politycy wiedzą, co mówić, by pociągnąć za sobą tłumy

Populizm oświecony
Wiele wskazuje, że zamiast rywalizacji lewicy z prawicą czeka nas w Europie znacznie brutalniejsza konfrontacja nacjonalistycznego populizmu z populizmem oświeceniowym.
Paryż, zwolennicy Macrona świętują jego zwycięstwo.
Christian Hartmann/Reuters/Forum

Paryż, zwolennicy Macrona świętują jego zwycięstwo.

Oświecony populizm ma swojego klasyka, ojca założyciela, czyli Donalda Tuska, twórcę Platformy Obywatelskiej.
Radosław Nawrocki/Forum

Oświecony populizm ma swojego klasyka, ojca założyciela, czyli Donalda Tuska, twórcę Platformy Obywatelskiej.

Sławomir Sierakowski
Albert Zawada/Agencja Gazeta

Sławomir Sierakowski

Podczas prawyborów u socjalistów we Francji mówiło się, że wygra je ten, kto w nich nie uczestniczy. I tak się stało. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że główny nurt polityczny stał się w ostatnich latach niewybieralny albo inaczej mówiąc: mainstreamem stał się populizm. Macron i Le Pen tylko poszerzają listę polityków, którzy zdominowali politykę na Zachodzie, przychodząc spoza mainstreamu i na tym właśnie budując swój sukces. Bernard Sanders, Donald Trump w USA, Norbert Hofer i Alexander Van der Bellen w Austrii, do pewnego momentu także Jeremy Corbyn w brytyjskiej Partii Pracy. To czarne konie albo zwycięzcy.

Wyjątkiem nie jest nawet Mark Rutte, któremu udało się w marcu pokonać w Holandii populistę Geerda Wildersa i pozwolić odetchnąć tym, którzy przerazili się Brexitem, zwycięstwem Trumpa i porażką Mateo Renziego we Włoszech (przegrał referendum konstytucyjne i podał się do dymisji). Rutte, żeby zwyciężyć, musiał zacząć mówić językiem Wildersa, publikując przed wyborami list otwarty do Holendrów zatytułowany bez skrupułów: „Bądź normalny albo wyjedź”.

Populizm, jeśli nie wygrywa wprost z mainstreamem, to potrafi przeniknąć do środka i rękami polityków głównego nurtu realizować swoje cele. Trudno o bardziej wymowny przykład niż ten, jak Nigel Farage doprowadził do Brexitu rękami torysa Davida Camerona. Cameron zarządził referendum, żeby na wszelki wypadek uniknąć ucieczki części wyborców do Farage’a, i dżina do butelki nie dało się już zawrócić. Chwilę po głosowaniu Farage mógł sobie odejść zadowolony na emeryturę, z której obserwować będzie z satysfakcją, jak wszyscy politycy, wszystkie partie, wszystkie media i wszyscy ekonomiści przez kilka lat będą zajmować się jego populistycznym pomysłem, negocjując w nerwach wyjście z Unii Europejskiej. Farage, któremu udało się w wyborach z 2015 r. wprowadzić do parlamentu brytyjskiego raptem jednego posła na 650, zatrząsł całą Europą, a swój kraj przestawił na inne tory.

Jak walczyć z populizmem?

Populizm stał się mainstreamem? Ale przecież wszyscy skakaliśmy do góry na wiadomość, że Macron zwyciężył we Francji. Owszem, to bardzo dobra wiadomość. Ale niekoniecznie zwrot. Prawda jest taka, że Macron reprezentuje coś, co należy nazwać oświeconym populizmem. To nie musi być nic złego. Populizm historycznie był raczej lewicowy niż prawicowy. Prawica zabrała go lewicy, gdy lewica zaczęła być elitarna.

Być może najlepszym sposobem na pokonanie populistów jest odebranie im ich głównej broni, czyli po prostu właściwe wsłuchanie się w lęki, nadzieje i emocje ludzi, a nie tak jak przez ostatnie dekady – jedynie we wskaźniki, deficyty i ratingi. Być może w najbliższej przyszłości jeden populizm zwalczyć można tylko innym populizmem. Wiele wskazuje, że zamiast rywalizacji lewicy z prawicą czeka nas znacznie brutalniejsza konfrontacja nacjonalistycznego populizmu z populizmem oświeceniowym.

Macron, jak rasowy populista, też był antypartyjny, też obiecywał wszystko wszystkim i mimo niemal dziecięcej twarzy obiecywał silną Francję, prężył muskuły i zapowiadał rewolucyjne wręcz zmiany w kraju i w całej Europie. Program prezentował raczej ogólny niż szczegółowy, w porównaniu z innymi kandydatami i francuskimi standardami (program Melanchona miał 116 stron i zawierał nawet rozdział o prawie kosmicznym i Arktyce). W kampanii deklarował, że dwóch na trzech kandydatów En Marche! w czerwcowych wyborach parlamentarnych to będą debiutanci pochodzący ze społeczeństwa obywatelskiego. Po wyborze na prezydenta zapowiedział, że jeśli jego ruch będzie tworzył rząd, to ograniczy liczbę ministrów do 15 i będzie pół na pół reprezentowany przez polityków i działaczy społecznych. Nie jest to kryterium merytoryczne ani światopoglądowe, a jedynie typowo populistyczny sygnał dla wyborców, że tak jak oni jest się przeciwnikiem elity politycznej (do której się samemu należy, podobnie jak wszyscy liderzy partii populistycznych).

Macron zaproponował liberalizm ekonomiczny i państwo opiekuńcze połączone w tak zwane flexicurity, co udało się w Skandynawii. Tyle że prawie nie ma już na Zachodzie państw, które nie obiecywały wyborcom, że pójdą za przykładem Skandynawii, i żadnemu nie udało się o krok zbliżyć. Może już czas się pogodzić, że Skandynawia jest jedna i drugiej gdzie indziej nie zbudujemy.

Trzeba oddać Macronowi, że zwyciężył w wyborach, chodząc niemal przebrany we flagę Unii, której politycy raczej, jak mogą, starają się nie wspominać w kampanii. Przewrotna i bardzo odważna strategia francuskiego polityka mogła polegać na tym, że obiecując wiodącą rolę w Europie, Macron odwołał się do postimperialnych sentymentów, wciąż obecnych we francuskim społeczeństwie. To mogło być jego „Make France Great Again” w roli wielkiego reformatora Unii Europejskiej, który odmieni jej los. Tak miałby wyglądać podbój Europy przez Napoleona XXI w.

Jak widać, nie każdy populizm musi być nacjonalistyczny. Gdyby nie tylko we Francji odbić nacjonalistom populizm, można byłoby znaleźć poparcie społeczne dla dokończenia globalizacji politycznej, co w przypadku państw UE oznaczałoby dokończenie integracji europejskiej, która stanęła w pół kroku. To jest właśnie to, co obiecuje Macron.

Oświecony populizm ma swojego klasyka, ojca założyciela, czyli Donalda Tuska, twórcę Platformy Obywatelskiej. Francja to nie Polska, więc kontekst i czas są nieco inne, ale ilość podobieństw między Macronem i Tuskiem zachęca do przyjrzenia się polskiemu doświadczeniu. Tusk też wystąpił z partii głównego nurtu i założył antypartię, która miała być ruchem obywatelskim. Żeby odciąć się od klasy politycznej, odmówił nawet dotacji, z czego się wycofał, gdy przegrał pierwsze wybory. Tusk też uderzał w ton młodości, optymizmu, wyzwolenia energii Polaków. Przede wszystkim jednak zbudował składankę poglądów i ludzi wręcz kalejdoskopową i potrząsał tym kalejdoskopem, ilekroć przychodziły wybory. Gdy był pytany o program, spójność światopoglądową albo o wizję polityczną, to mówił, że jeśli ktoś ma wizje, to niech idzie do lekarza. Dobierał ludzi z prawa i lewa. I cała jego filozofia polegała na powstrzymaniu nacjonalistycznego populizmu Kaczyńskiego.

Współczesnym twórcą polityki polegającej na zarządzaniu kordonem sanitarnym jest zatem Donald Tusk. Jego francuski następca właśnie wygrał wybory we Francji ze stale rosnącym w siłę Frontem Narodowym Marine Le Pen, która przeprowadziła swoją partię do grupy wybieralnych. Przed nią jeszcze jedna bariera, identyczna jak ta, która stała do niedawna przed PiS: stworzenie sobie zdolności koalicyjnej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną