Mimo protestów w Chinach trwa festiwal psiego mięsa. Przerażający sposób świętowania
Trudno sobie wyobrazić, że coś takiego istnieje. Święto to polega na zadawaniu koszmarnych cierpień psom. Aż do śmierci.
Tak naprawdę tylko sprzeciw w samych Chinach może mieć znaczenie.
Tomoaki INABA/Flickr CC by 2.0

Tak naprawdę tylko sprzeciw w samych Chinach może mieć znaczenie.

Pies jest istotą towarzyszącą człowiekowi od wieków. Nie tylko w pracy czy obronie, także w przyjemnościach.
總統府/Flickr CC by 2.0

Pies jest istotą towarzyszącą człowiekowi od wieków. Nie tylko w pracy czy obronie, także w przyjemnościach.

Święto psiego mięsa. Trudno sobie wyobrazić, że coś takiego istnieje. Święto to polega na zadawaniu koszmarnych cierpień psom. Aż do śmierci. Żywe zwierzęta obija się pałkami do czasu, aż mięso odejdzie od kości i pies umrze w męczarniach. Potem smaży się mięso w głębokim oleju i zjada ze smakiem. To w Chinach, w Yulin. Takie święto i świętowanie odbywa się corocznie i właśnie trwa. Cały tydzień.

Świętowanie w Chinach łączy się z zadawaniem bólu bezbronnym

To przerażający sposób świętowania. Zwykle święto łączy się z radością, czynieniem dobra, życzliwością dla ludzi i świata przyrody. W święto lasu nie wycina się drzew (zachowanie ministra Szyszki to niechlubny wyjątek, pasujący do chińskich obyczajów), w święto morza nie zatruwa się wody, w Dniu Dziecka nie okłada się dzieci pasem. Ale w Chinach jest przeciwnie. Świętowanie łączy się z zadawaniem bólu bezbronnym psom. Skrępowanym, żeby nie mogły uciec ani się obronić. Kilkadziesiąt tysięcy psów zabija się w ten sposób, ku uciesze uczestników „świętowania”.

Pies jest istotą towarzyszącą człowiekowi od wieków. Nie tylko w pracy czy obronie, także w przyjemnościach. Pies to przyjaciel. I już sam fakt jedzenia jego mięsa budzi sprzeciw. A pozyskiwanie tego mięsa w sposób tak okrutny budzi sprzeciw bezwarunkowy.

Jak się okazuje, zaczyna budzić sprzeciw także w Chinach. Wolontariusze, aczkolwiek nieliczni, próbują, starają się – z narażeniem własnej wolności – uwalniać psy z transportów na tortury. Warto to dostrzec, bo każdy sprzeciw jest ważny, warto o tym mówić głośno, bo tak naprawdę tylko sprzeciw w samych Chinach może mieć znaczenie. Tym, że protesty odbywają się w innych krajach, Chińczycy zdają się dziś przejmować najmniej.

Tradycja najważniejsza?

Tradycja, tak, tradycja jest najważniejsza. Jak zjadanie sproszkowanego rogu nosorożca, które daje nieograniczoną potencję. Jak mordowanie tygrysów, żeby zdobyć ich pazury. Z taką tradycją trudno walczyć. Ale można, czego niedawno dowiodła prezydent Singapuru, wydając dekret bezwzględnie zakazujący zabijania psów i spożywania psiego mięsa pod karą bezwzględnego więzienia i dużej grzywny.

Przeciwko okrucieństwu wobec chińskich psów protestuje także wiele osób w polskich miastach. Wielkie uznanie i wielkie dzięki. Bo dopóki bestialstwo będzie się spotykać z obojętnością, dopóty pozostanie tak, jak jest. Chiny mają coraz więcej interesów w naszej części świata. Może warto okazywać sprzeciw wobec takiego „świętowania”, mimo biznesowych korzyści? A może po prostu bojkotować chińskie gadżety, te pieski i kotki, które masowo zalewają nasze rynki?

Czy to jest naiwność w czystej formie? Pewnie tak, ale czy wiele działań, które wydawały się naiwnością, po jakimś okresie nie odniosły sukcesu? Najgorzej jest nie robić nic i żyć w przekonaniu, że nic się nie da zrobić.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną