Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

W pogoni za Polską

Kto wygra wybory parlamentarne w Czechach?

Andriej Babisz, zwany czeskim Berlusconim Andriej Babisz, zwany czeskim Berlusconim Vit Simanek/CTK / PAP
W najbliższy weekend pragmatyczni Czesi wybiorą najbardziej nieprzewidywalny parlament w swojej historii. Krajem mogą współrządzić prorosyjski oligarcha Andrej Babisz wraz z islamofobami i komunistami.
Tomio Okamura karierę zrobił kilka lat temu, atakując głównie mniejszość romską.David Sedlecky/Wikipedia Tomio Okamura karierę zrobił kilka lat temu, atakując głównie mniejszość romską.

W mediach od miesięcy trwa panika. Publicyści kreślą wizję kraju, który – podobnie jak wcześniej Węgry – stacza się w stronę Kremla. „To nie potrwa długo. Popatrzcie na Polskę: o nich też jeszcze półtora roku temu pisaliśmy, że są wzorem demokracji na wschodniej flance UE” – narzekał jeden z komentatorów.

Ale te ostrzeżenia nie robią wielkiego wrażenia na wyborcach. – Tych jego milionów nikt mu nie dał. Zarobił. A zarabiania nauczył się prowadząc firmę, a nie ślęcząc nad książkami. On wie, jak wygląda życie – tak 40-letni Vladislav, właściciel pensjonatu i gospody w Górach Orlickich, tłumaczy, dlaczego zamierza głosować na lidera partii ANO21 Andreja Babisza. Sam Vladislav jako drobny przedsiębiorca każdego dnia morduje się – jak sam mówi – wyszarpując koronę za koroną, nie licząc na niczyją pomoc, za to z asystą zawsze chętnej do przeszkadzania biurokracji.

Właśnie dlatego Babisz. O jego głównych konkurentach z partii liberalnych, socjaldemokracji czy ludowców Vladislav jest jak najgorszego zdania: oderwane od rzeczywistości darmozjady. – Całe życie zawodowe w aparacie partyjnym, stołek za stołkiem, a w końcu premier! Co taki premier umie zrobić dla zwykłych ludzi? – wyrzeka Vladislav na obecnego szefa rządu, socjaldemokratę Bohuslava Sobotkę.

Wybory parlamentarne 20–21 października wygra najpewniej partia 63-letniego milionera Babisza, zwanego czeskim Berlusconim. Regularnie zbiera w sondażach różnych agencji 25–30 proc. poparcia. Za nim w rankingach jest przepaść, następne partie w kolejce dostają najwyżej po 11 proc. albo mniej. Nie są to przy tym wcale sami przewidywalni demokraci, tylko spora grupa ekstremistów albo partii „niesystemowych”, po których za bardzo nie wiadomo, czego się spodziewać.

Polityka 42.2017 (3132) z dnia 17.10.2017; Świat; s. 44
Oryginalny tytuł tekstu: "W pogoni za Polską"
Reklama