Od 50 lat w Szwecji wszyscy mówią do siebie na „ty”

Ja i ty
Szwedzi obchodzą właśnie okrągłą rocznicę swojej rewolucji społecznej. Dokładnie pół wieku temu przeszli na „ty”.
Głowa Kościoła Szwedzkiego abp Antje Jackelen i król Karol XVI Gustaw z królową Sylwią. Nawet do nich zwraca się dziś w Szwecji po imieniu.
Leif R. Jansson/Forum

Głowa Kościoła Szwedzkiego abp Antje Jackelen i król Karol XVI Gustaw z królową Sylwią. Nawet do nich zwraca się dziś w Szwecji po imieniu.

Szwedzkie społeczeństwo stało się jeszcze bardziej równe i demokratyczne, przyznają językoznawcy.
courtyardpix/PantherMedia

Szwedzkie społeczeństwo stało się jeszcze bardziej równe i demokratyczne, przyznają językoznawcy.

audio

AudioPolityka Tomasz Walat - Ja i ty

Rewolucja dojrzewała już wcześniej. Szwedzcy dziennikarze byli już na „ty” np. ze sportowcami. Ale prawdziwym sygnałem na miarę wystrzału z „Aurory” stało się przemówienie nowego dyrektora generalnego Urzędu Zdrowia (ministerstwa zdrowia) Brora Rexeda do swoich podwładnych. „Mówcie mi Bror – powiedział ten dystyngowany urzędnik przed 50 laty. – Ja też będę się do was zwracał na »ty«”. Miało to tym większe znaczenie, że imię Bror po szwedzku znaczy „brat”. Szwedzi byli wtedy mocno zmęczeni panującą tytułomanią. Nie wystarczały „pan” czy „pani”, trzeba było jeszcze do tego dodać przysługujący danej osobie tytuł. „Panie dyrektorze generalny Rexed” – słyszał więc za każdym razem Bror. Poirytowany tym wywołał więc nieco przypadkiem językowo-społeczną rewolucję.

„Czy matce się dobrze spało?”

Wcześniej nawet polecenia wydawane pracownikom były niezwykle formalne: „Czy starszy księgowy Svensson pamięta, że ma sprawdzić stan naszego konta w banku?” (wtedy nie było internetu). Poważny problem pojawiał się wtedy, gdy nie można było ustalić, jak należałoby się do kogoś zwracać. Błąd najczęściej prowadził do obrazy: faux pas popełniało się, np. nie odnotowując w porę, że ktoś nie jest już młodszym, lecz awansował na starszego inspektora. Bojownik duńskiego ruchu oporu opowiadał mi przed laty, że kiedy udało mu się podczas wojny uciec do Szwecji, ludzie, którzy mu w tym pomogli, zaczęli do niego mówić „panie dywersancie kolejowy Jensen”, powtarzając stale tę frazę. Bo Jensen miał na sumieniu kilka wysadzonych w powietrze niemieckich transportów.

Nazwisko było obowiązkowym członem tego typu uprzejmości. Tylko na wsi lub w stosunku do osób znacznie młodszych pozwalano sobie na imiona, inne niż „ty” zaimki lub formy bezosobowe w stylu „niech wejdzie i siądzie sobie gdzieś w kącie”, „kiedy on zamierza przystąpić do żniw?” albo „czy Brigitta nie miałaby ochoty na ciastko?”. Używało się też zaimka „wy”, zwłaszcza wobec osób o niższym statusie. Także do członków rodziny należało się zwracać z pełną rewerencją: „Czy matce się dobrze spało?”.

Dziś niektórzy młodzi Szwedzi, kiedy dowiadują się, jak dawniej mówiło się do osób starszych, starają się czasem wyrażać swój szacunek, posługując się w kontaktach z nimi zaimkiem „wy”. Ale wówczas narażają się na replikę w stylu: „Co to, czy ja już jestem taka stara, czy chcesz mnie świadomie obrazić?”.

Do kardynała też na „ty”

Rewolucja, którą w Szwecji zapoczątkował w 1967 r. „brat” Rexed, rozszerzała się niemal bez oporu. Dwa lata później młody jeszcze wówczas premier Olof Palme zaproponował dziennikarzom na konferencji prasowej, żeby mówili mu po imieniu. Wkrótce taka forma zaczęła panować w szwedzkim Kościele, jeszcze wtedy państwowym. Dziś tytuły używane są tylko w podniosłych lub ceremonialnych okolicznościach. „Panie Marszałku” zaczynają przemówienie w parlamencie posłowie. „Wasza Wysokość” mówi się do Karola XVI Gustawa. Ale to są wyjątki. Dziennikarze „tykają” dziś nawet króla, robiąc z nim wywiady.

W jednym z niedawnych felietonów były redaktor „Dużego Formatu” Mariusz Szczygieł zreferował rozmowę z czeską pisarką, proponującą mu przetłumaczenie na polski jej książki wywiadu rzeki z czeskim księdzem. „Zwracacie się z księdzem do siebie na »ty«. Nie kryłem zdumienia” – pisze Szczygieł. Otóż zdumiałby się dopiero w Szwecji. Niedawno uczestniczyłem w spotkaniu dziennikarzy zagranicznych z głową Kościoła Szwedzkiego arcybiskupką Antje Jackelen. Koledzy poprosili, żebym na wstępie zapytał, jak mamy ją tytułować. „Możecie mi mówić po imieniu”, odpowiedziała.

Gdy papież Franciszek mianował pierwszego w historii Szwecji katolickiego kardynała Andersa Arboreliusa, zadzwoniłem do Kristiny Heller, odpowiedzialnej w szwedzkim Kościele katolickim za kontakty z mediami. Zapytałem, czy zgodnie z panującymi zwyczajami mogę się do niego zwracać na „ty”. „Kardynał jest osobą skromną, można go spotkać w metrze, na konsystorz zamierza wybrać się tanimi liniami lotniczymi odpowiedziała. Chce, żeby go traktować jak wszystkich Szwedów”.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną