Do czego doprowadzi polityczne trzęsienie ziemi w Arabii Saudyjskiej

Rewolucje Mohammeda
Kiedy pół roku temu zaledwie 31-letni saudyjski książę Mohammed bin Salman został namaszczony na następcę saudyjskiego tronu, mówiono o nadchodzącej rewolucji, ale nikt nie spodziewał się jej tak szybko.
Książę Mohammed bin Salman pod hasłem walki z korupcją zarządził gigantyczną czystkę swoich ewentualnych przeciwników.
Bandar Algaloud/Courtesy of Saudi Royal Court/Forum

Książę Mohammed bin Salman pod hasłem walki z korupcją zarządził gigantyczną czystkę swoich ewentualnych przeciwników.

Mohammed bin Salman umościł się w kolejce do saudyjskiego tronu już dwa lata temu. Zaledwie 30-letni wówczas książę nie tylko był już zastępcą następcy, ale również ministrem obrony, szefem rady ds. gospodarki i rozwoju oraz szefem rady nadzorczej Aramco, czyli saudyjskiego giganta naftowego i największej takiej firmy na świecie pod względem dziennego wydobycia ropy.

Na drodze do tronu Mohammedowi stał już tylko starszy od niego i oczywiście znacznie bardziej doświadczony książę Mohammed bin Najef. Jednak to Mohammed bin Salman był najstarszym, ulubionym i ciągle faworyzowanym synem króla Salmana, więc gdy pół roku temu król wymusił na księciu Najefie dymisję, wiadomo było, że pełnię władzy po Salmanie przejmie Mohammed bin Salman.

Seria politycznych bomb w Arabii Saudyjskiej w ciągu zaledwie 24 godzin

Oczywistym też było, że wraz z młodym księciem przyjdzie rewolucja. Nikt jednak nie przypuszczał, że stanie się to tak szybko i w dodatku na kilku frontach naraz. Co spotyka się z aplauzem, bo część proponowanych zmian, takich jak modernizacja kraju czy dopuszczenie kobiet choćby do samodzielnego kierowania samochodem, bardzo podoba się młodym Saudyjczykom. Ale i z rosnącym niepokojem, ponieważ Mohammed bin Salman wyprowadza Arabię Saudyjską na nieznane wody, a skutki tych działań mogą być dramatyczne.

24-godzinna sekwencja politycznych bomb wybuchła w sobotnie popołudnie, kiedy przebywający akurat w Rijadzie prosaudyjski premier Libanu Saad Hariri podał się do dymisji. Przy okazji oskarżając szyicki Hezbollah i jego irańskiego sojusznika o sianie chaosu w całym regionie. A kilka godzin później do publicznej wiadomości wyciekły informacje o jemeńskiej rakiecie, która miała uderzyć w pobliżu lotniska w Rijadzie i którą wystrzelili wspierani przez Iran jemeńscy rebelianci Huti.

Państwowe telewizje jeszcze pokazywały wybuch rakiety, kiedy już zaczęły docierać wieści o nowym froncie otwartym przez młodego księcia i wojnie wypowiedzianej innym książętom, urzędnikom i biznesmenom. Bo Mohammed bin Salman pod hasłem walki z korupcją zarządził gigantyczną czystkę swoich ewentualnych przeciwników. W ciągu kilkunastu godzin do aresztu trafiło 11 książąt oraz 38 oficjeli rządowych i biznesmenów, w tym najbogatszy Saudyjczyk, książę Al Walid ibn Talal, czterech aktualnych ministrów oraz kilkunastu byłych.

Już rok temu król wyznaczył ambitnego Mohammeda bin Salmana, żeby ten zaprezentował wizję kraju za 15 lat i plan reform, jakie mają Arabię do tej wizji doprowadzić. Teraz młody następca tronu wciela tylko te plany w życie. Ale do tego, jak sam mówi, musi przeprowadzić w królestwie „niezbędne zmiany”, przygotować gospodarkę na oszczędności wynikające z taniejącej ropy i wciągnąć na rynek pracy młodych ludzi i kobiety, które mimo dobrego wykształcenia od lat są z różnych procesów wykluczone.

Przeciwnicy młodego księcia twierdzą jednak, że wizja to jedno, a przy okazji wprowadzania zapowiadanych zmian Mohammed bin Salman po prostu konsekwentnie konsoliduje swoją władzę i przejmuje kontrolę nad instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa, które tradycyjnie kontrolowane były przez inną gałąź dynastii Saudów. A mniej delikatnie mówiąc: wycina w pień każdego, kto mógłby mu po drodze przeszkodzić. I tu pada przykład księcia Mansura bin Mukrina, który w ostatnią niedzielę zginął w katastrofie samolotowej przy granicy z Jemenem. I chociaż okoliczności jego śmierci są niejasne, to przeciwnicy Mohammeda bin Salmana nie widzą w tym przypadku.

Nieprzypadkowe dla nich jest też ciągłe podgrzewanie konfliktu z szyickim Iranem i walka o posłuch i wpływy w regionie. To nikt inny jak Mohammed bin Salman w 2015 r. wplątał kraj w wojnę domową w sąsiednim Jemenie, a ostatnio przyczynił się do zerwania stosunków z Katarem i zbudował koalicję przeciwko temu państwu, ponieważ Katar miał m.in. krytykować wrogość wobec Iranu, czego następca saudyjskiego tronu nie mógł przeboleć.

Ultrakonserwatywną Arabię Saudyjską niewątpliwie czekają zmiany. Pytanie tylko, czy Mohammed bin Salman jest wystarczająco cierpliwy, żeby je z głową przeprowadzić. Czy nie pogubi się w gaszeniu wznieconych w kilku miejscach pożarów i czy będzie umiał racjonalnie wytłumaczyć swoje kolejne ruchy?

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj