Impas przełamany. Wielka Brytania dogadała się z Unią w sprawie brexitu
Rząd May i Bruksela zaliczyły „plus dodatni”. Co wynika ze wstępnego porozumienia?
Theresa May, premier Wielkiej Brytanii, i Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej
Etienne Ansotte/Unia Europejska

Theresa May, premier Wielkiej Brytanii, i Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej

Jest wstępne porozumienie, kończące pierwszy etap negocjacji rozwodowych Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. To dobra wiadomość dla obu stron, bo jeszcze na początku mijającego tygodnia rozmowy utknęły w martwym punkcie. A w piątek w Brukseli obie strony ogłosiły sukces: możemy przejść do drugiej fazy rokowań.

Ta druga faza też będzie spacerkiem po różach. Ostrzegł przed tym wyraźnie szef Rady Europejskiej. I słusznie, bo głównym tematem drugiej rundy ma być sprawa wymiany handlowej i współpracy ekonomicznej między Unią a Królestwem. Żywotna dla obu stron.

Tusk kurtuazyjnie zaznaczył, że sukces negocjacyjny jest sukcesem pani premier Theresy May. To prawda, lecz od samej pochwały trudna sytuacja polityczna szefowej brytyjskiego rządu się nie poprawi.

Co wynika z porozumienia w sprawie brexitu?

Jest ona pod rosnącą presją różnych frakcji we własnej partii, parlamentarnej opozycji i samej Brukseli. Zmaga się z radykałami, którzy chcą wyjść z UE jak najszybciej i za każdą cenę. Tymczasem czas ucieka – Wielka Brytania ma wystąpić oficjalnie z UE w marcu 2019 roku – a w polityce europejskiej dzieje się wiele. Ustalenia kończące pierwszy etap rozmów rozwodowych będzie w przyszłym tygodniu zatwierdzać Rada Europejska.

Co z tego praktycznie wynika? Wstępne porozumienie przewiduje, że prawa obywateli UK w UE i państw unijnych w Wielkiej Brytanii będą zagwarantowane przez obie strony. Że Londyn wywiąże się ze swych zobowiązań względem wspólnej kasy UE, ale nie będzie musiał wpłacić do niej jednorazowo astronomicznej kwoty kilkudziesięciu miliardów euro, lecz spłata zostanie rozłożona. Londyn poprosił o dwuletni okres przejściowy, na co Tusk odpowiedział, że owszem, ale w tym czasie Brytania będzie musiał nadal respektować prawo europejskie, włącznie z nowym.

Że nie będzie tzw. twardej granicy, z punktami kontrolnymi, między Republiką Irlandii a należącą do Zjednoczonego Królestwa Irlandią Północną, a jednocześnie Irlandia Północna wyjdzie z UE na takich samych zasadach jak cała Wielka Brytania.

To na tym tle doszło kilka dni do impasu w rozmowach. Liderka północnoirlandzkiej partii DUP Arlene Foster odrzuciła wstępny tekst porozumienia, bo obawiała się, że de facto Irlandia Północna zostanie wydana na pastwę irlandzkich nacjonalistów dążących do zjednoczenia całej Irlandii.

Premier May nie mogła Foster zignorować, bo jest zdana politycznie na dziesiątkę deputowanych DUP w parlamencie brytyjskim: bez ich poparcia nie przejdą ustawy proponowane przez rząd, gdyż konserwatyści premier May nie mają potrzebnej do tego większości. Ale na razie i rząd May, i Bruksela zaliczyły „plus dodatni” w ciężkiej kwestii brexitu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną