Tadź Mahal przedmiotem sporu hindusów i muzułmanów

Rozwód z ikoną miłości
Radykalni hindusi twierdzą, że Tadź Mahal – jako grobowiec muzułmański – nie może być symbolem Indii. I próbują mu dopisać hinduską przeszłość.
MS/Polityka

Tadź Mahal – jeden z siedmiu współczesnych cudów świata
Nimit Nigam/Getty Images

Tadź Mahal – jeden z siedmiu współczesnych cudów świata

Jogi Aditjantah, radykalny hinduski duchowny, szef rządu stanowego w Uttar Pradeś
Arvind Yadav/Hindustan Times/Getty Images

Jogi Aditjantah, radykalny hinduski duchowny, szef rządu stanowego w Uttar Pradeś

Polityka

Rząd najludniejszego indyjskiego stanu Uttar Pradeś wydał właśnie nową broszurę turystyczną. Znalazły się w niej często zupełnie nieznane świątynie hinduskie i ośrodki modlitewne. Zabrakło natomiast Tadź Mahal, jednego z siedmiu współczesnych cudów świata, wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO i odwiedzanego przez ponad 6 mln turystów rocznie.

Tadź Mahal został zbudowany blisko 400 lat temu na żądanie Śhahdźahana, władcy imperium Mogołów. Upamiętnia jego żonę Mumtaz, która zmarła w połogu, dając mu 14. potomka. Popularność budowli, otoczonej romantycznym mitem i nazywanej „łzą na policzku wieczności” czy „miłosnym poematem wykutym w kamieniu”, daje stałe zatrudnienie ok. 400 tys. ludzi, nie tylko w turystyce. Korona Pałacu (tak tłumaczy się jego nazwę) jest niemal obowiązkowym punktem oficjalnych wizyt – zdjęcia z arcydziełem architektury robią sobie szefowie państw, gwiazdy show-biznesu i drużyny sportowe.

Przedstawiciele branży turystycznej alarmują, że uwikłanie zabytku w kontrowersje polityczne zrujnuje słabnący przemysł podróżniczy. Więcej – zaszkodzi międzynarodowemu wizerunkowi Indii. A budowla ma dość innych zagrażających jej przyszłości problemów. Trujące gazy z przemysłowej Agry powodują zażółcenie alabastrowej powłoki grobowca, zanieczyszczona toksynami rzeka Jamuna podgryza jego fundamenty, a turyści wyłupują kamienie szlachetne ze zdobień.

Sprawcą zamieszania wokół Tadź Mahal jest radykalny hinduski duchowny Jogi Aditjanath, którego premier Narendra Modi wypromował na szefa rządu stanowego w Uttar Pradeś. Noszący szafranowe szaty mnich słynie z podżegania do nienawiści religijnej, tworzy armię radykałów przeprowadzających samozwańcze interwencje, np. w muzułmańskich sklepach rzeźniczych i wśród par międzywyznaniowych.

Niedawno oznajmił, że zagraniczni dygnitarze wizytujący Indie nie będą już otrzymywać na pamiątkę miniaturowych statuetek Tadź Mahal, ponieważ „nie należy on do indyjskiej kultury”. Przebił go inny działacz BJP – rządzącej krajem Indyjskiej Partii Ludowej – który nazwał grobowiec skazą na indyjskiej kulturze, a Śhahdźahana – zdrajcą.

Te słowa wywołały serię gorących debat i dyskusji o Tadź Mahal i jego miejscu w historii kraju. Wypowiedziały się dziesiątki ekspertów i polityków, emocje sięgnęły zenitu. Wydaje się zresztą, że rządzącym właśnie o to chodzi – o narastającą polaryzację postaw i poglądów.

BJP w warstwie deklaratywnej zabiega o rozwój dla wszystkich, upomina się o prawa pomijanych i dąży do budowania jedności narodowej. Faktycznie jednak jej działacze robią wiele dla wzmożenia podziałów między hindusami i muzułmanami (tych drugich jest w Indiach ponad 14 proc.), rozróżniają Indusów prawdziwych i fałszywych, czyli innego wyznania, oraz zabierają się za pisanie historii kraju od nowa.

Gdy napięcie wokół Tadź Mahal stało się już niebezpieczne, premier Modi uspokajał nastroje, serwując oczywistości. Mówił, że budowla jest częścią indyjskiej przeszłości i powodem do dumy jego mieszkańców. Aditjanath został wysłany z polubowną wizytą do Agry, ale skupił się na podkreślaniu, że olśniewające mauzoleum powstało z potu i krwi tysięcy indyjskich robotników i to im – a nie muzułmańskim władcom – należy się podziw i autorstwo budowli.

Dowody z kamienia

Według kronikarzy życia Śhahdźahana to była miłość od pierwszego wejrzenia. Syn mogolskiego władcy Dźahangira został ożeniony w wieku 15 lat i choć nie sam wybrał Mumtaz, to ona była najukochańszą z jego żon, a także przyjaciółką, doradczynią i towarzyszką, nawet w czasie walk. Gdy w 1628 r. obejmował imperium obejmujące dzisiejszy Pakistan, północne i środkowe Indie, miał już perski tytuł króla świata i renomę wspaniałego wojownika.

To Mogołowie, szczycący się bezpośrednim pokrewieństwem z Czyngis-chanem i Timurydami, zjednoczyli tereny Indii. Rządzili absolutnie, ale religii nie narzucali. Zresztą do dziś islam indyjski jest dość swobodny. Śhahdźahan zapisał się jako człowiek otwarty, podejmował przybyszów z innych kultur. Islam rozprzestrzeniał mocą autorytetu – rządy Wielkich Mogołów, trwające trzy stulecia od 1526 r., były czasem rozkwitu, niosły różnorodność i wyrafinowanie, z jakich Indie do dziś czerpią swą unikalną pozycję.

Gdy w 1631 r. Śhahdźahan wyjechał z Agry – stolicy imperium, by gasić rebelię w równinie Dekanu, 38-letnia Mumtaz przeszła ciężki poród i zmarła. Kroniki donoszą o szoku i żałobie. Śhahdźahan pościł w odosobnieniu przez ponad tydzień, przez lata nie nosił biżuterii, perfum ani wytwornych strojów – a w tych dziedzinach Mogołowie poruszali się z wielkim znawstwem i celebrą. Nagle osiwiał.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną