Bój o ostatnią dziką rzekę w Europie

Przebudzenie smoka
Na uboczu światowych wydarzeń, niemal niezauważony, toczy się w Albanii bój o ostatnią dziką rzekę Europy.
Most we wsi Novosele w delcie Wjosy, z którego miejscowi łowią ryby.
Nick St.Oegger

Most we wsi Novosele w delcie Wjosy, z którego miejscowi łowią ryby.

Wioska na grecko-albańskim pograniczu
Nick St.Oegger

Wioska na grecko-albańskim pograniczu

Mieszkańcy wsi Kalivac, gdzie niedawno wznowiono budowę tamy, są jej zwolennikami.
Nick St.Oegger

Mieszkańcy wsi Kalivac, gdzie niedawno wznowiono budowę tamy, są jej zwolennikami.

Wieś Kuta – być może skazana na zalanie, jeśli tama powstanie.
Nick St.Oegger

Wieś Kuta – być może skazana na zalanie, jeśli tama powstanie.

Praca przy tamie w pobliżu wsi Kalivac
Nick St.Oegger

Praca przy tamie w pobliżu wsi Kalivac

Naukowcy badający Wjosę w okolicach planowanej tamy Pocem.
Nick St.Oegger

Naukowcy badający Wjosę w okolicach planowanej tamy Pocem.

Dom jednego z rybaków w delcie Wjosy, wybudowany obok dwóch bunkrów
Nick St.Oegger

Dom jednego z rybaków w delcie Wjosy, wybudowany obok dwóch bunkrów

Trzydziestu naukowców z Albanii, Austrii, Niemiec i Słowenii otoczył tłum dziennikarzy, aktywistów i mieszkańców pobliskich wiosek. Wszyscy zebrali się na żwirowej wyspie na samym środku rzeki. Wokół łagodne pasma zielonych gór i dziewicza przyroda. – Odkryliśmy, że żyje tu wiele gatunków roślin i zwierząt, w szczególności owadów, które w Europie już dawno wyginęły – opowiadają przejęci naukowcy.

To spotkanie odbyło się w 2017 r. w pobliżu wioski Kuta na południu Albanii, na rzece Wjosie. Od swych źródeł w Grecji aż po ujście do Morza Adriatyckiego płynie ona swobodnie przez 270 km, bez jakiejkolwiek ludzkiej ingerencji, podobnie jak wszystkie jej dopływy. To czyni ją unikatem na skalę Europy. Jest ostatnią dziką siecią rzeczną na kontynencie, a zarazem najmniej zbadaną. Dlatego międzynarodowa grupa naukowców rozpoczęła w Albanii trzyletni program badań nad Wjosą.

Problem w tym, że może być już za późno. Bo również władze w Tiranie mają wobec rzeki ambitne plany: zamierzają wybudować na niej osiem tam, a na jej dopływach – aż 23.

To kolejna odsłona szału inwestowania w energię odnawialną, który ogarnął bałkańskie rządy; zapału nieco wybiórczego, bo sprowadzającego się do budowy elektrowni wodnych finansowanych z pożyczek europejskich banków. Skalę zainteresowania tego typu projektami ujawnił premier Albanii Edi Rama, całkiem niedawno żaląc się „Guardianowi”, że kiedy tylko we wrześniu 2013 r. objął urząd, rozdzwoniły się telefony: „Przez pierwsze sześć miesięcy na stanowisku codziennie otrzymywałem co najmniej jedną ofertę, z Albanii, państw Europy Zachodniej lub Ameryki, o treści »Jesteśmy zainteresowani rozwojem sieci elektrowni wodnych w Albanii«”.

Nowy premier dał się przekonać inwestorom. W maju 2016 r. dwie tureckie firmy dostały koncesję na budowę na Wjosie blisko 25-metrowej tamy Poçem, w okolicy wsi Kuta, gdzie w następnym roku naukowcy zorganizowali konferencję prasową. – Wjosa jest siedliskiem wielu zagrożonych i bliskich zagrożenia gatunków, m.in. węgorza i wydry europejskiej. Budowa tamy to dla nich wyrok. Poçem zmieni całą morfologię i reżim rzeczny: zasilenie, stan wód, przepływy – alarmowali naukowcy. Według nich realizacja projektu oznacza kres istnienia ostatniej dzikiej rzeki w Europie.

Dwie twarze Albanii

Albania rzadko pojawia się w nagłówkach światowych mediów. Wciąż postrzegana jest przez pryzmat piętna, jakie na kraju odcisnęły 40-letnie rządy komunistycznego dyktatora Envera Hodży. Jednak skojarzenia z bunkrami, mafią narkotykową i osiołkami jako dominującą formą transportu są co najmniej stereotypowe.

Bunkry lawinowo są zmieniane w muzea. W słynnym miasteczku Lazarat, które przez długie lata żyło niemal wyłącznie z uprawy marihuany, po narkotykach nie ma już śladu. Kocie łby i brukowane drogi wypiera asfalt, a do stolicy prowadzi kilkupasmowa autostrada, wzdłuż której stoją dumne symbole dostatku – zwieńczone blankami domy, przypominające miniaturowe zamki. Sama zaś Tirana to barwne, dynamicznie rozwijające się miasto. Edi Rama, który przed objęciem urzędu premiera przez 11 lat był burmistrzem stolicy, nakazał pomalować szare bloki mieszkalne w geometryczne wzory o jaskrawych kolorach. Teraz jak grzyby po deszczu wyrastają wśród nich kasyna oraz modne kawiarnie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną