Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Tamil ma dość herbaty

Gorzki smak herbaty

Tradycyjne tamilskie przyjęcie towarzyszące prowadzonej przez kapłana ceremonii przejścia dziewczyny do społeczności dorosłych. Tradycyjne tamilskie przyjęcie towarzyszące prowadzonej przez kapłana ceremonii przejścia dziewczyny do społeczności dorosłych. Tomasz Augustyniak
Odkąd 150 lat temu na kolonialnym Cejlonie zaczęto sadzić herbaciane krzewy, przy ich uprawie pracują sprowadzone z Indii tamilskie rodziny. Coraz więcej pracowników, którzy od pokoleń pracują na plantacjach, ucieka z nich do miast.
Każdy gość daje dziewczynie swoje błogosławieństwo i zostawia skromny prezent.Tomasz Augustyniak Każdy gość daje dziewczynie swoje błogosławieństwo i zostawia skromny prezent.

Lakśika po raz pierwszy założy dziś sari. I to nie jedno, bo zgodnie ze starym tamilskim zwyczajem podczas ceremonii będzie musiała zmienić strój kilka razy. Pozwoli posmarować sobie twarz pastą z liści neem i polewać się wodą z kurkumą, a później czeka ją cierpliwe pozowanie do dziesiątek pamiątkowych fotografii. Każdy z gości da jej swoje błogosławieństwo i zostawi skromny prezent.

Jedwabne sari, które dostała, wolno założyć tylko dojrzałej kobiecie, a Lakśika właśnie się nią stała. Zaraz po pierwszej miesiączce Tamilowie organizują swoim córkom huczne przyjęcia, takie jak to, które lada chwila się zacznie. Dawniej po takim przyjęciu dziewczyna byłaby gotowa do małżeństwa. W dzisiejszych czasach oznacza ono tylko przerwę w zwykłych zajęciach.

Ceremonia

Dziś niedziela i życie na plantacji koło miasteczka Haputale płynie innym rytmem niż na co dzień. Młodsze dzieci bawią się w chowanego pod małą hinduską świątynią. Starsi chłopcy idą na boisko pograć w krykieta. Kobiety robią w domach generalne porządki, a w niektórych już się roi od gości – w odwiedziny przyjechały rodziny z Kolombo i krewni pracujący tam na budowach.

Dom, w którym 15-letnia Lakśika mieszka z rodziną swojego wujka, stoi na skraju osiedla. Jest duży jak na tutejsze standardy: ma trzy pokoje. Mimo to, żeby ugościć wszystkich chętnych, i tak trzeba rozpiąć kawałek brezentu chroniący przed deszczem, a część plastikowych krzeseł wystawić na zewnątrz.

Krewni Lakśiki należą do szczęściarzy: chociaż nie posiadają na własność ani kawałka ziemi, to wuj dzierżawi ją, a dom postawił z pomocą sąsiadów. Poza rachunkiem za prąd nie ma żadnych dokumentów potwierdzających prawa do nieruchomości, ale jest w lepszej sytuacji niż ci, którzy sto metrów dalej mieszkają w długich, pamiętających kolonialne czasy barakach.

Polityka 10.2018 (3151) z dnia 06.03.2018; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Tamil ma dość herbaty"
Reklama