Nieograniczona władza dla Xi Jinpinga

Kropla wydrążyła skałę
Partia komunistyczna dała sobie spokój z kolegialnymi rządami i wróciła na znajome tory jednowładztwa. Jak się ułożyć z takimi Chinami?
Przez pięć lat dotychczasowych rządów Xi skupił w swoich rękach szefostwo szeregu instytucji, przez niego wzmocnionych lub utworzonych od podstaw.
Kevin Frayer/Getty Images

Przez pięć lat dotychczasowych rządów Xi skupił w swoich rękach szefostwo szeregu instytucji, przez niego wzmocnionych lub utworzonych od podstaw.

Donald Trump ustąpił Xi, który ogłosił się obrońcą globalizacji, wolnego handlu i walki z globalnym ociepleniem.
White House/Wikipedia

Donald Trump ustąpił Xi, który ogłosił się obrońcą globalizacji, wolnego handlu i walki z globalnym ociepleniem.

Udawany parlament podczas jedynej sesji w tym roku zmienił konstytucję. Delegaci wrzucali łososiowe kartki do czerwonych urn. Jeden z nich oddał nieważny głos. Dwóch było przeciw. Trzech się wstrzymało. 2959 opowiedziało się za zniesieniem limitu kadencji dla przewodniczącego państwa. Efekt: towarzysz Xi Jinping będzie rządził tak długo, jak zechce.

Zaskoczyła szybkość. Poprzednie nowelizacje konstytucji zajęły znacznie więcej czasu. Zmianę przygotowywano od jesieni. W ramach konsultacji zebrano 2,6 tys. ankiet, z różnych szczebli, także z innych chińskich partii, uznających przewodnictwo komunistów, tworzących z nimi front jedności i pełniących rolę pluralistycznych dekoracji. Wszyscy przepytani, a jakże, dostrzegli potrzebę zmian.

Nowe rozwiązanie zarekomendował komitet centralny partii komunistycznej. Debaty więc nie było. Jeśli nie liczyć narzekań pojedynczych inteligentów, nie doszło też do żadnych publicznych wystąpień, przy czym Chińczycy prywatnie kwękają, że nie na to umawiali się z partią. Kontrakt, w zamian za dobrobyt i bezpieczeństwo, obiecywał im jakiś, choćby iluzoryczny, wpływ na partię, możliwość ograniczonego sprzeciwu. Ale sam wynik głosowania, owe 2959:2, nakreślił pole przyszłej krytyki posunięć przywódcy.

Nasuwają się porównania do Władimira Putina, ale w odróżnieniu od niego 64-letni Xi nie przychodzi jednak z dołów społecznych, lecz z elitarnej rewolucyjnej rodziny, jego ojciec był wicepremierem. Choć Xi też ma swoje traumy. Dla Putina ta największa to rozpad ZSRR, dla Xi – rewolucja kulturalna, zesłanie na wieś, mieszkanie w jaskini i ciężka praca na roli. Putina przyniósł w teczce Borys Jelcyn, Xi został starannie wyselekcjonowany spośród młodych liderów partyjnych. Putin nie próbuje sadzić się na intelektualistę, Xi uchodzi za oczytanego. Siedząc na wsi, „Kapitał” Karola Marksa podobno przeczytał trzykrotnie.

Gra o trzon

To jednak nie objaśnia, dlaczego partia, organizacja skupiająca 90 mln członków, oddaje nieograniczoną władzę akurat Xi. Choć w oczywisty sposób miały do tego prowadzić ambicja i aspiracje pierwszego sekretarza, zwanego „przewodniczącym wszystkiego”. Przez pięć lat dotychczasowych rządów skupił w swoich rękach szefostwo szeregu instytucji, przez niego wzmocnionych lub utworzonych od podstaw.

Oficjalna wykładnia podpowiada, że nadal rządzi partia komunistyczna ze swoim komitetem centralnym, ale towarzysz Xi stał się jej trzonem. Osobiście kontroluje wszystkie filary chińskiej władzy: aparat państwowy, partyjny i wojsko. Do wzmocnienia jego pozycji miał skłaniać towarzyszy również strach. Budzi go kampania antykorupcyjna, zaordynowana osobiście przez Xi, która przetrąciła grubo ponad milion karier, w tym potencjalnych następców lub rywali.

Legitymizacja Putina bierze się m.in. z jego prawdziwej popularności, zwłaszcza na prowincji. Xi natomiast moc czerpie z pozycji komunistów, kontrolujących całość życia społecznego. Ale inaczej niż jego bezpośredni poprzednicy, dba także, by go lubiano poza partią, co zresztą zaczyna przekształcać się w narastający kult jednostki. Wychodząc mu naprzeciw, Xi miewa twarz brata łaty, przyjaciela i opiekuna ludu, „wujaszka”, który pojedzie do zabitej dechami wsi i, siedząc w kurtce przy stole, pogada z jej mieszkańcami. Pamięta mu się chyba każdy z nielicznych żartów i to, że kiedyś zjadł gotowane na parze pierożki w barze w Pekinie, za które nawet sam zapłacił, choć pachniało tam nie tylko wieprzowym tłuszczem, ale i propagandową inscenizacją.

Jednocześnie zdecydowanie karze sprzedajnych urzędników, także wpływowych dygnitarzy, zdławił wszelką krytykę prasową, zdusił przejawy społeczeństwa obywatelskiego, ale trudno powiedzieć, czy jest ponadstandardowo okrutny. Pokazuje twarz nacjonalisty i chińskiego imperialisty, ale nikt nie wie, czy jest zdolny rozpętać jakąś wojnę. Cementując władzę w 1,4-mld kraju obejmującym jedną piątą ludzkości, wciąż pozostaje enigmatycznym aparatczykiem schowanym za pulpit mównicy.

Przy okazji politycznego wywyższenia Xi parlament do preambuły konstytucji wpisał również „myśl Xi”, będącą przepisem na rozwój społeczno-polityczny kraju. Ustawa zasadnicza może i być sobie litanią pobożnych życzeń, ale jedną rzecz partia z niej przestrzega. Chodzi o ducha prawa wyłożonego we wstępie, formułowanego na podstawie tez Mao Zedonga, Deng Xiaopinga, Marksa czy Lenina. Xi został właśnie dopisany do tego panteonu herosów ruchu robotniczego.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną