Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Religia dla każdego

W Niemczech są wspólne lekcje religii dla chrześcijan i muzułmanów. Jak to możliwe?

Hamburska szkoła im. Helmuta Schmidta. Hamburska szkoła im. Helmuta Schmidta. Laif / Forum
W hamburskiej szkole im. Helmuta Schmidta są lekcje „religii dla wszystkich”. Wspólne zajęcia dla chrześcijan, muzułmanów i alawitów.
„Poznaję judaizm” – strona z niemieckiego podręcznika szkolnego do religii islamskiej „Razem ruszamy w drogę”.Archiwum „Poznaję judaizm” – strona z niemieckiego podręcznika szkolnego do religii islamskiej „Razem ruszamy w drogę”.

W klasie na stołach zwój z torą, krzyż, wizerunek Buddy, trąba szofar, menora, różaniec obok muzułmańskiej subhy – modlitewnego sznurka. Jest też arabska kaligrafia – Allah. Na lekcji klas dziewiątych krąg uczniów i uczennic. Dwie trzecie z rodzin muzułmańskich. Niektóre dziewczyny w podziurawionych dżinsach, inne w sukniach po kostki i chustach na głowie.

Religia to nie matematyczne równanie – zaczyna nauczyciel. Tu nie chodzi o właściwy wynik, lecz o własne zdanie. Gdy Andreas Gloy pokazuje kupioną w sklepie z akcesoriami budowlanymi matę: nad futbolowym logo napis „Moim Bogiem jest piłka nożna”, ktoś się oburza: imię Boga to nie szmata przed sedesem… I gdy ktoś inny oponuje, że sprzedawca chce zarobić, a niewierzącemu to nie przeszkadza, poprzednik upiera się: mnie to przeszkadza. Po czym nauczyciel wskazuje na inny napis: art. 1 konstytucji – o godności człowieka i wolności słowa. Wyrywa się kolejny uczeń: to sprzeczność, bo obrażany chciałby, by były jakieś granice wolności słowa. Ktoś cytuje Koran, surę 6:109: „Nie obrażaj tych, do których oni zwracają się poza Allahem, aby oni z powodu urazy nie obrażali w swej ignorancji Allaha”. Zaskoczenie: To naprawdę Koran?

Tolerancji trzeba wymagać od wyznawców wszystkich religii, także agnostyków, podsumowuje Gloy. Nie można twierdzić, że chrześcijaństwo lub islam to jedyna droga. Na następnej lekcji omawiany będzie związek konstytucji z dekalogiem.

Andreas Gloy lekcje zaczyna od sytuacji codziennych, by w rozmowie dojść do kwestii zasadniczych: w co można wierzyć i czego się trzymać? Co w skrajnych sytuacjach dodaje człowiekowi siły? W tym gimnazjum uczniowie nie poznają wyłącznie własnej religii, lecz religijny język protestantów, katolików, muzułmanów, buddystów, religii żydowskiej.

Hamburski program powstał w 2012 r., mając wsparcie instytutu pedagogiczno-teologicznego oraz Kościoła ewangelickiego i organizacji muzułmańskich. Pozyskano pedagogów autoryzowanych przez państwo i stowarzyszenia wyznaniowe. Żadna partia nie zgłaszała zastrzeżeń, choć Kościół katolicki zachowywał dystans. Rada szkolna, z proboszczem luterańskiego Kościoła Północnego, przeanalizowała zgodność programu z konstytucją, której art. 7 stwierdza, że nauczanie religii musi być zgodne z zasadami wspólnot wyznaniowych. Hamburskie kuratorium nie miało wątpliwości.

A jednak, mimo że program opracowano w porozumieniu z chrześcijańskimi, muzułmańskimi i żydowskimi związkami wyznaniowymi, „Hamburger Abendblatt” bił na alarm: „Religii chrześcijańskiej uczą muzułmanie”. Z kolei Stowarzyszenie Ośrodków Kultury Islamskiej (VIKZ) proponowało, by włączać „moduły specyficzne” – niech najpierw muzułmanin tłumaczy żywot Proroka, a chrześcijanin Jezusa, by potem uczniowie wspólnie je porównywali. Przy tym panowała zgoda, że religii dla wszystkich nie powinien nauczać pastor, rabin czy imam, lecz nauczyciele świeccy, wykształceni przez państwo i zaakceptowani przez związki wyznaniowe. Dziś ten program jest dopuszczony we wszystkich szkołach hamburskich.

Wrastanie w życie

Hamburg to nie wyjątek. Pedagogicznym eksperymentom sprzyja to, że w Niemczech nie istnieje federalne ministerstwo oświaty. Każdy land ma własny porządek. Bardziej konserwatywny w katolickiej Bawarii, bardziej liberalny na protestanckiej północy. Są też landy – Berlin i Brema – w których nauczanie religii nie jest obowiązkowe. A jest jeszcze była NRD ze swym mentalnym autorytaryzmem i pustymi kościołami.

Ale także w katolickich twierdzach na zachodzie czas na zmiany, bo rośnie procent uczniów bezwyznaniowych i muzułmanów. Od jesieni w podstawówkach i gimnazjach Nadrenii-Westfalii katolicy i ewangelicy będą mogli mieć wspólne lekcje religii, prowadzone na przemian przez nauczycieli katolickich i protestanckich. Takie porozumienie zawarły w 500-lecie reformacji cztery biskupstwa katolickie i trzy ewangelickie Kościoły krajowe. Powściągliwy jest już tylko arcybiskup Kolonii, bo tutaj jedna trzecia uczniów to katolicy, a katolickie szkoły prywatne są oblegane przez rodziców bezwyznaniowych, a nawet zamożniejszych muzułmanów, ponieważ cieszą się świetną renomą.

Niemniej już w 1975 r. biskupi na synodzie w Würzburgu wyraźnie stwierdzili, że celem szkolnego nauczania religii nie jest pozyskanie dla Kościoła, ponieważ wielu uczniów pochodzi z rodzin niereligijnych i powinni się uczyć podejmowania na własną rękę decyzji w kwestiach wyznaniowych i światopoglądowych. Kościół może tylko bezinteresownie pomagać wrastać w życie.

To szersza tendencja. W Grecji w 2009 r. rząd konserwatywny, mimo protestów Kościoła prawosławnego, zniósł obowiązkowe lekcje religii. W formalnie katolickim Luksemburgu lekcje religii są zastępowane lekcjami etyki. A sondaż wiedeńskiego „Standardu” w katolickiej Austrii pokazał, że 45 proc. ankietowanych jest przeciwnych wprowadzaniu religii do przedszkoli i tylko 24 proc. spodziewa się od Kościoła katolickiego właściwych odpowiedzi na wyzwania epoki.

W Niemczech, gdzie nawet narodowo-konserwatywna Pegida nie wzywa do „zwalczania islamu”, szkoły muszą wchodzić w dialog między wyznaniami. A na pytanie, jaka jest różnica między szkolnym nauczaniem religii i etyki a kościelną katechezą, „Süddeutsche Zeitung” odpowiada: szkoła daje zewnętrzne spojrzenie na religie. Natomiast Kościół – wewnętrzny wgląd w chrześcijaństwo, pogłębiając religijne wychowanie. „Nauczanie kościelne i szkolne uzupełniają się, ale nie są tożsame”, stwierdza monachijska gazeta. Do konfirmacji ucznia poza szkołą przygotowuje pastor lub pastorka, choć jednym z warunków jest uczęszczanie na szkolne lekcje religii. Te jednak muszą uwzględniać wieloetniczność, z rosnącym procentem muzułmanów, dla których także trzeba przygotować programy i podręczniki.

W zdecentralizowanym systemie szkolnictwa wyspecjalizowane wydawnictwa – Cornelsen, Kösel, Klett, Militzke – oferują mnóstwo konkurencyjnych podręczników religii i etyki, z których szkoły dobierają sobie odpowiednie zestawy.

W stronę euroislamu

Już rzut oka na podręczniki katolickie, ewangelickie, islamskie i etyki dla pierwszych klas podstawówek pokazuje wyraźne wspólne linie pedagogiczne. To nie klasyczna katecheza oparta na nauce modlitw i czynności liturgicznych, lecz religijna (a w podręcznikach etyki – moralna) interpretacja codziennych sytuacji dziecka – nauka poznania najpierw siebie, potem drugiego oraz wspólnoty i świata dookoła. Przy czym religijny punkt widzenia nakłada się na oświeceniowy. I od pierwszej klasy omawia się – także w podręczniku dla muzułmanów – również inne wyznania abrahamowe.

Oczywiście jest różnica w nasyceniu świecką codziennością podręcznika „Etyki dla klasy 1 i 2” oraz podręcznika „Razem ruszamy w drogę. Islamskie nauczanie religii dla klas 1 i 2”, bardziej nastawionego na ilustrację rodziny muzułmańskiej i obyczajów islamu. Jednak oba podobnie kładą nacisk na racjonalne, dialogowe rozwiązywanie konfliktów. I oba wyraźnie wskazują na podobieństwa między synagogą, kościołem i meczetem, na wspólne korzenie Starego i Nowego Testamentu oraz Koranu. Ostatni rozdział islamskiego podręcznika jest zatytułowany: „Czego się mogę nauczyć od innych religii”. Zaś trzeci rozdział podręcznika etyki dla pierwszoklasistów „U nas i gdzie indziej” (pierwszy to „Ja to ja”, drugi „Żyć razem z innymi”) to katalog żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich świąt religijnych. I jest jeszcze czwarty: „My w świecie” – o środowisku naturalnym, o chwalebnej i niszczycielskiej ingerencji człowieka w naturę.

Muzułmańskie lekcje religii są dla niemieckich szkół wyzwaniem. Wprawdzie na niemieckich uniwersytetach – jak obecnie w Berlinie – powstają świeckie katedry teologii i pedagogiki islamskiej, ale środowisko muzułmańskie jest skłócone, a meczety zatrudniają imamów z różnych ośrodków zagranicznych, także radykalnych islamistów, słabo znających Niemcy lub wcale. Jednak są też meczety liberalne, i to z kobietami w roli imamów, jak znienawidzona przez ortodoksów i zagrożona fatwą berlińska prawniczka Seyran Ateş. Spór między muzułmanami naśladuje niekiedy formy europejskiej reformacji, gdy muzułmański teolog Abdel-Hakim Ourghi w 500. rocznicę wystąpienia Lutra przybijał do drzwi berlińskiego meczetu Dar-Assalam 40 tez na rzecz oświeconej reformy islamu. Traf chciał, że niemal w tym samym czasie nasz Różaniec do Granic bronił Polski przed inwazją islamu.

Szkoły potrzebują muzułmańskich nauczycieli religii z europejskim wykształceniem uniwersyteckim. Ale obsadzanie niebawem już sześciu katedr teologii i pedagogiki islamskiej budzi spory i nie wiadomo, kto weźmie górę: konserwatyści czy reformatorzy. Katedry finansuje państwo niemieckie, Centralna Rada Muzułmańska wspiera przedsięwzięcie, ale sceptyczna jest kontrolowana przez Ankarę wpływowa religijna unia turecko-islamska (Ditib), obawiająca się „akademizacji” wiary i utraty władzy. Muzułmanie od dawna chcieli być przez państwo niemieckie traktowani na równi z katolikami i protestantami, ale – przy podziale na szyitów i sunnitów, konserwatystów i radykałów, mistyków i liberałów – nie są w stanie wyłonić swego miarodajnego przedstawicielstwa. Zainicjowana w 2006 r. przez pierwszy rząd Angeli Merkel Konferencja Islamska skończyła się kłótniami. W każdym razie Uniwersytet Humboldta w wypadku wzmocnienia reformatorskich meczetów zastrzega sobie także prawo do zmiany muzułmańskich doradców. Próby zaszczepienia euroislamu sięgają więc już szkół i uczelni.

Różnica w otwartości

Zarazem trwa permanentny spór o kształt i sens szkolnych lekcji religii. W 500-lecie reformacji 163 teologów uniwersyteckich kręciło nosem na łączenie lekcji katolickich i protestanckich. A hamburska „Die Zeit” zestawiała pro- i contra lekcjom „reli”.

Dość przenoszenia religii na 7 rano albo popołudnie, gadania o byle czym, narkotykach, seksie i okultyzmie. W dzisiejszym świecie religia jest kluczem do zrozumienia historii i kultury – argumentowano „pro”. Politolodzy już teraz XXI w. nazywają stuleciem Boga. Poza tym każdy kiedyś zadaje sobie pytanie: skąd przychodzę i dokąd idę? Co było i będzie po obu końcach tego tunelu.

I „contra”: szkoły są miejscem nauki krytycznego myślenia i samostanowienia, natomiast niepodobna sprawdzić prawd objawionych. Owszem, religia jest częścią kultury, ale wcale nie musi się sprowadzać do wyznaniowych lekcji. Lekcje etyki są bardziej przydatne do rozwijania zdolności dyskutowania o wartościach w różnorodnym świecie.

Podręczniki religii i etyki starają się łączyć oba te spojrzenia. Wyznaniowe mają dla tych samych roczników podobną strukturę. Najpierw odnoszą się do świata wewnętrznego ucznia, potem do jego codzienności i wreszcie do wyznaniowej lub świeckiej interpretacji postępowania w świecie zewnętrznym. Zarówno w ewangelickim podręczniku dla klas 3. i 4. „Powinniśmy być razem”, jak i w islamskim „Razem ruszamy w drogę” jest ta sama przypowieść o Józefie i jego braciach, tyle że dla protestantów w szczegółowej wersji biblijnej, a dla muzułmanów w skróconej koranicznej. W ewangelickim podręczniku dla dziesięciolatków są teksty biblijne, ale jest też fragment o umieraniu z powieści Astrid Lindgren i wiersz o Januszu Korczaku.

Równoległy podręcznik etyki (obok prezentacji początków filozofii i archeologii) skrótowo prezentuje zasady religii żydowskiej, chrześcijańskiej i islamu. Większy nacisk kładzie na ekologiczne i społeczne problemy współczesnego świata. Ale jest też wyraźna różnica w otwartości podręczników islamskich, chrześcijańskich i bezwyznaniowych na świat zewnętrzny. W podręcznikach dla klas 3. i 4. najmniej informacji o świecie zewnętrznym, skłaniających do analiz i ocen moralnych, jest w podręcznikach religii islamskiej, najwięcej – w świeckich podręcznikach etyki.

Tu dziesięciolatek w rozdziale „Odkrywam siebie” dowiaduje się np. o wadach i zaletach szkół koedukacyjnych i oddzielnych dla dziewcząt i chłopców, o odmiennych marzeniach i decyzjach życiowych. Styka się z Arystotelesem i Diogenesem oraz ze sposobami rozwiązywania konfliktów między przyjaciółmi. W drugim rozdziale „Odkrywam nas” zapoznaje się ze sprawiedliwością i niesprawiedliwością, szczęściem i nieszczęściem, a także prawami dziecka, ale i – równolegle do przekazu religijnego – z moralnym nakazem opieki nad słabymi i chorymi oraz z nieuchronnością śmierci.

W trzeciej części „Odkrywamy naszą historię” poznaje zarys religii Księgi – żydowskiej, chrześcijańskiej, islamu – oraz znaczenie Jerozolimy, Lutra, a także biografie Friedricha Wolfa i Benjamina Idriza. Ciekawe połączenie. Wolf był niemieckim Żydem, znanym pisarzem, i w czasie III Rzeszy emigrantem w Moskwie (a potem ambasadorem NRD w PRL – ale to już poza podręcznikiem). Natomiast Idriz urodził się w Macedonii i jako imam gminy islamskiej w Monachium założył atakowane przez ortodoksów Centrum na rzecz Islamu w Europie. Ciekawe zestawienie. I dobry materiał do lekcji Andreasa Gloya.

W ciągu minionych 30 lat niemieckie podręczniki religii przeszły kolejną ewolucję. W 1987 r. – gdy POLITYKA po raz pierwszy je omówiła – nie było mowy o religii dla wszystkich i podręcznikach dla muzułmanów. Ale już wtedy budziły u nas zdziwienie. Ówczesna TVP urządziła nawet dyskusję przed kamerami z biskupem odpowiedzialnym za katechizację. Gdy padła uwaga, że niemiecki katolicki podręcznik przedstawia dogmaty jako dylematy, powstała konsternacja – to nie może być katolicki! Załagodziła Halina Bortnowska z „Tygodnika Powszechnego” – to podręcznik rzeczywiście zaaprobowany przez niemiecką konferencję biskupów.

Już wtedy trudno było polskiemu Kościołowi przyjąć, że nauczanie religii w szkole to nie to samo co katechizacja w kościele. Dziś byłoby jeszcze trudniej...

Polityka 13.2018 (3154) z dnia 27.03.2018; Świat; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Religia dla każdego"
Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną