Świat

Spartanin

Daniel Krzetinsky – nowy właściciel Radia Zet

Daniel Krzetinsky dużo kupuje w całej Europie i na razie dobrze na tym wychodzi. Daniel Krzetinsky dużo kupuje w całej Europie i na razie dobrze na tym wychodzi. EAST NEWS
Czech Daniel Krzetinsky, który właśnie kupuje Radio ZET, to piekielnie inteligentny biznesmen, racjonalny jak komputer. I tylko czasem zachowuje się jak obrażony nastolatek.
Ostatnio Krzetinsky bardzo zainteresował się mediami. Także polskimi.Robert Zlatohlavek/CTK/PAP Ostatnio Krzetinsky bardzo zainteresował się mediami. Także polskimi.

Tego, że czeski miliarder kupił w Polsce kilka rozgłośni radiowych, w tym Radio ZET, w Czechach nikt nie zauważył. Krzetinsky zdążył przyzwyczaić rodaków do tego, że robi interesy za granicą. I to na dużo większą skalę, na rynkach znacznie potężniejszych niż polski. W tym przypadku Krzetinsky po prostu poszedł w ślady innych bogatych Czechów. Połączenie wielkiego biznesu z mediami to ostatnio modna kombinacja u naszych południowych sąsiadów.

Najbardziej znany jest przypadek obecnego premiera kraju Andreja Babisza, który w 2013 r. kupił spółkę medialną MAFRA (z m.in. dwoma dziennikami), a teraz ma jeszcze telewizję, radio i portale internetowe. Zakupy Babisza rozkręcały się wraz z jego wejściem do polityki. Z tego powodu dziennikarze ochrzcili go czeskim Berlusconim i uznali nie tyle za biznesmena, co oligarchę w stylu krajów byłego ZSRR: nie całkiem jasne pochodzenie majątku, związki z dawnym systemem, kokosy robione na styku publicznego i prywatnego.

– Krzetinsky oligarchą nie jest – uważa redaktor naczelny renomowanego tygodnika „Respekt” Erik Tabery. – To mocny gracz w biznesie. Media skupuje dla pieniędzy, ale też jako rodzaj bezpiecznika. Krzetinsky, urodzony w 1975 r., na oligarchę jest po prostu za młody. Wywodzi się z elit drugiego największego miasta w kraju, Brna. Matka jest byłą sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ojciec – profesorem informatyki. W Brnie skończył prawo i szybko zajął się biznesem. Poszedł do pracy do potężnej słowackiej grupy finansowej J&T. Karierę zrobił błyskawicznie.

Pan na elektrowniach

„Pragmatyk, ekstremalna inteligencja, charakter buldoga” – piszą o nim czescy dziennikarze. „W życiu nie spotkałem w biznesie człowieka, którego by można z nim porównać, jeśli chodzi o zaangażowanie, parcie na bramkę” – mówił w jednym z wywiadów jego współpracownik z J&T Michal Sznobr. „W sekundę potrafi problem zrozumieć, przeanalizować, wyciągnąć wnioski i wymyślić rozwiązanie, którego realizacji potem wymaga z żelazną konsekwencją” – relacjonował inny.

Zajmował się skupowaniem udziałów w sektorze, z którym jest wciąż najmocniej kojarzony – energetyce. Zbierał dla swojej grupy kapitałowej udziały w elektrowniach i robił to na tyle sprawnie, że po czterech latach w J&T został partnerem, co dawało mu udział w zyskach oraz zaczątek własnego imperium. W 2009 r. powstał – z jego walnym udziałem – Energeticky a prumyslovy holding (EPH), w którym na początku posiadał jedną piątą akcji.

Głównym konkurentem na czeskim rynku był dla EPH państwowy kolos CzEZ – firma, która w latach 90. rządziła w tamtejszej gospodarce i miała ogromne wpływy polityczne. Traktowano ją nieco podobnie jak kiedyś Brytyjczycy BP. Co jest dobre dla CzEZ, to jest dobre dla Czech – uważali kolejni premierzy. I Krzetinskiemu udało się tego giganta przeskoczyć. Dziś posiada elektrownie i udziały w firmach energetycznych na Słowacji, w Bułgarii czy na Węgrzech, ale też na Zachodzie, we Włoszech, RFN, Francji, Szwecji czy Wielkiej Brytanii.

Sposób, w jaki tę firmę budował, pokazuje jego dwie dominujące cechy: nie boi się pływać pod prąd i mocno wierzy we własne analizy. W 2014 r. na Zachodzie trwała wyprzedaż klasycznych elektrowni, bo biznesu przyszłości upatrywać zaczęto w odnawialnych, ekologicznych źródłach energii. Krzetinsky wie, że to prawda, i sam w swoim portfolio ma takie inwestycje. Tym niemniej wie też, że minie jeszcze sporo lat, zanim ten sektor zdominuje europejską energetykę. Krótko mówiąc: klasyczne, węglowe elektrownie jeszcze długo będą niezbędne.

Dlatego skupował je po całej Unii w czasie, kiedy traciły na wartości, i dobrze na tym wyszedł. Pytano np.: po co mu upadająca elektrownia węglowa w Wielkiej Brytanii? Odpowiadał, że to rodzaj biletu wstępu na tamtejszy rynek. I wyraźnie wie, o czym mówi: kiedy w marcu tego roku wszyscy najważniejsi ludzie w kraju na Hradzie uczestniczyli w inauguracji drugiej kadencji prezydenckiej Miloša Zemana, Krzetinsky siedział na Downing Street 10 w Londynie, gdzie na zaproszenie Theresy May grupa najbardziej wpływowych biznesmenów debatowała o przyszłości Wielkiej Brytanii po brexicie.

Sukces finansowy zdyskontował na przełomie 2016 i 2017 r.: spłacił swoich partnerów i przejął większość udziałów w EPH, który teraz jest siódmym największym producentem energii elektrycznej w Europie. Sam Krzetinsky twierdzi, że transakcja ma mu umożliwić dalszą ekspansję. Dziennikarze spekulują, że cel jest inny: chodzi o to, aby tę firmę, zlepioną na kredyt z dziesiątek mniejszych, już w całości korzystnie sprzedać i wyjść z tego biznesu z miliardami w gotówce.

Od „Blesku” do „Elle”

Jednocześnie Krzetinsky zaczął inwestować w dziedziny, które zapewniają mu znacznie większą popularność niż lukratywna, ale nudna energetyka. W 2013 r., kilka miesięcy po Babiszu, wszedł na rynek mediów. A jeszcze wcześniej, bo w 2005 r., kupił Spartę Praga – utytułowany, stołeczny klub piłkarski. To właśnie te przedsięwzięcia sprawiają, że często trafia na pierwsze strony gazet.

Nie ma jednak celebryckich skłonności. Mało wiadomo o jego życiu prywatnym. Był przez lata związany z prawniczką z banku centralnego, ale rok temu rozstał się z nią i związał z młodszą o 20 lat Anną Kellnerową. To sportsmenka, mistrzyni Czech w jeździe konnej z przeszkodami, oraz – co chyba ciekawsze – córka Petra Kellnera, potentata finansowego jeszcze bogatszego od Krzetinskiego, którego majątek wycenia się na 10–11 mld dol. I z którym Krzetinsky wcześniej zrobił niejeden interes.

Krzetinsky mediami się wcześniej nie interesował i fakt, że razem z innym biznesmenem kupił czeską gałąź wielkiego wydawnictwa Ringier-Axel Springer był sporym zaskoczeniem. Stał się wtedy współwłaścicielem dwóch największych bulwarówek „Blesk” i „Aha”, dziennika „Sport” czy wpływowego, choć mocno ekscentrycznego tygodnika „Reflex”, kilku portali informacyjnych oraz drukarni i sporej liczby pism i pisemek typu „Świat Motocykli”.

Nic nie słychać o tym, aby próbował te media wykorzystywać w jakikolwiek sposób, np. w biznesie czy polityce, tak jak jego konkurent, premier Babisz. Jedyny przypadek, kiedy doszło do próby nacisku na redakcję „Blesku”, dotyczył pewnego showmana, znanego głównie z reality show. Oburzył go tekst o rzekomych breweriach jego nastoletnich synów, poskarżył się więc swojemu znajomemu Krzetinskiemu. Potem, rozgoryczony brakiem reakcji, ujawnił na Facebooku swoją esemesową korespondencję z potentatem. Krzetinsky wypadł w niej bez zarzutu: odpisał rozkapryszonemu gwiazdorowi, żeby go nie wkurzał, bo ma zebranie. Ale faktem jest, że tekst potem znikł ze stron internetowych „Blesku”.

Na europejski rynek medialny – a pośrednio też polski – Krzetinsky wszedł dzięki zakupowi francuskiej firmy Legardere. Przejmując jej udziały za 73 mln euro, stał się właścicielem m.in. bardzo popularnych i ważnych czeskich stacji radiowych Europa 2 i Frekvence 1, ale też kilku ważnych tytułów we Francji. Największą uwagę wzbudzają dwa ikoniczne: „Elle” i „Marianne”. Francuzi, dowiedziawszy się, że trafiają w ręce kompletnie nieznanego biznesmena z Europy Wschodniej, wpadli w panikę. Krzetinsky udzielił wywiadu, w którym uspokajał, że uszanuje ich unikalność.

Przy tej okazji oświadczył, że kupuje media z poczucia obowiązku obywatelskiego. „Osiągnąłem w już w biznesie pozycję, która pozwala mi na finansową niezależność – wywodził. – Kryzys tradycyjnych mediów, media społecznościowe i szerzenie się fałszywych newsów spowodowały w Europie gwałtowny wzrost siły populistów, grozi to poważnym kryzysem społecznym. Zainteresowałem się rynkiem mediów, aby tym trendom przeciwdziałać”. Wcześniej, kupując czeskie media, podobnych deklaracji nie składał i twierdził, że chodzi tylko o pieniądze.

Korupcja w walizce

Trudno ustalić cokolwiek więcej, bo Krzetinsky niechętnie kontaktuje się z dziennikarzami od czasu dziwacznego skandalu, który pokazał zupełnie inną twarz tego racjonalnego człowieka. Otóż w 2012 r. potężna Sparta Krzetinskiego przegrała mistrzostwo kraju w decydującym meczu z niedużą, a waleczną Viktorią Pilzno. Zadecydował rzut karny, który zdaniem spartan został podyktowany niesprawiedliwie. Na drugi dzień Krzetinsky dał się sfotografować z czarną walizką przed wejściem do gabinetu prezesa czeskiego związku piłkarskiego. W walizce – jak zapewniał – były niezbite dowody na korupcję. Prezes po zapoznaniu się z nimi oznajmił, że jest zdruzgotany, i przekazał sprawę policji.

I na tym rzecz się skończyła, bo policjanci, przesłuchawszy kogo trzeba, oznajmili, że Krzetinsky nie dostarczył im nic! Żadnych dowodów, tropów, tylko własne teorie i podejrzenia, które same w sobie są może i zajmujące, ale na pewno nie wskazują na ślad złamania prawa. Rzecz poszła w niepamięć, Krzetinsky się ośmieszył i odtąd dziennikarzy najchętniej ignoruje.

Ponoć kiedy chodzi o piłkę nożną, ten człowiek-komputer traci rozum i zaczyna się kierować wyłącznie emocjami. W Spartę zainwestował już dziesiątki milionów, choć nadal bez rezultatów w Lidze Mistrzów. Rok temu przywiózł do Pragi nieznanego włoskiego trenera bez sukcesów na koncie, dał mu 16 mln euro na transfery (tyle na zakupy nie wydaje cała polska Ekstraklasa) i zwolnił w marcu za fatalne wyniki. – Pan Krzetinsky sam siebie uważa za wielkiego znawcę futbolu, a szczególnie taktyki piłkarskiej. I dlatego wyobraża sobie, że i klub, i drużynę będzie sobie budował sam – mówi sportowy dziennikarz Ludek Madl.

Do mediów, również tych własnych, dotychczas miał wyraźny dystans. Nie był skłonny do ręcznego sterowania. Ale pojawiają się spekulacje, że traktuje je jako zabezpieczenie na czarną godzinę. Krzetinsky zdaje sobie sprawę z ich wpływów. I nie zawaha się ich wykorzystać, jeśli zagrożone będą jego podstawowe interesy.

Polityka 19.2018 (3159) z dnia 08.05.2018; Świat; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Spartanin"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak pozostać sobą po spektakularnym sukcesie bądź porażce

Jak sobie poradzić z porażką, ale też sukcesem.

Grzegorz Gustaw
08.08.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną