Senegal: tu żyje się polityką i futbolem

Deszcz gwiazd
Senegal, z którym Polska zmierzy się w pierwszym mundialowym meczu, nie pasuje do stereotypu afrykańskiego państwa: jest wolny od przemocy, a przed autokracją bronią obywateli raperzy.
Dakar – Senegalczycy od małego zafascynowani są futbolem. Gdy nie ma boiska, gra się chociaż tak...
Liu Yu/Xinhua/Photoshot/EAST NEWS

Dakar – Senegalczycy od małego zafascynowani są futbolem. Gdy nie ma boiska, gra się chociaż tak...

Reprezentacja Senegalu w piłce nożnej.
Eric Vidal/Reuters/Forum

Reprezentacja Senegalu w piłce nożnej.

audio

AudioPolityka Maciej Okraszewski - Deszcz gwiazd

Choć dla afrykańskiego państwa to dopiero drugi mundial w historii, biało-czerwoni nie powinni lekceważyć mniej doświadczonych przeciwników. Gdy Senegalczycy debiutowali na mistrzostwach świata w 2002 r., już w pierwszym spotkaniu pokonali broniących tytułu Francuzów i przeszli do ćwierćfinału.

Ich aktualna drużyna nie ustępuje tej sprzed 16 lat, a jej podporą jest rewelacyjny Sadio Mané, o którym trener Aliou Cissé (w 2002 r. kapitan reprezentacji) mówi w wywiadach, że „jest darem od Boga”. Choć skrzydłowy Liverpoolu zmagał się z kontuzjami, w zakończonym sezonie strzelił dla klubu 18 goli, w tym ich jedyny w finale tegorocznej Ligi Mistrzów (wygranej jednak przez Real Madryt).

Przez znawców Mané jest często nazywany nowym El Hadji Dioufem, napastnikiem grającym w reprezentacji z 2002 r. Sam Mané podaje go zresztą za swój wzór, co jest trochę dziwnym wyborem, bo obecna gwiazda Liverpoolu jest skromnym, dobrym chłopcem uwielbianym przez kibiców, tymczasem jego poprzednik pozostawił po sobie złe wspomnienia w klubie, między innymi ze względu na opinię chuligana z przerośniętym ego.

Być może z tego powodu Diouf, od dwóch lat na sportowej emeryturze, ogłosił, że w przyszłym roku wystartuje w wyborach prezydenckich – zainspirowany innym byłym piłkarzem George’em Weah, który w styczniu został przywódcą Liberii. Jego zmagania na tym nowym polu mogą się okazać ciekawsze niż na murawie. Bo chociaż Senegal jest jednym z niewielu afrykańskich krajów, gdzie nigdy nie doszło do udanego zamachu stanu, to akurat polityka wzbudza tu równie gorące emocje, co futbol.

Rapowa rewolucja

W Dakarze, stolicy Senegalu, w pobliżu najdalej na zachód wysuniętego kawałka Afryki, wznosi się pomnik Afrykańskiego Odrodzenia. 49-metrowy posąg jest największą tego typu konstrukcją na kontynencie. Choć powstał dopiero na początku tej dekady, to z wyglądu przypomina dobrze znane w Europie Wschodniej dzieła realnego socjalizmu. Nie bez powodu: za budowę pomnika była odpowiedzialna firma z Korei Północnej.

Wykorzystanie do jego wzniesienia pracy robotników przymusowych z komunistycznej dyktatury wzbudziło sporo kontrowersji. U wybrzeży Dakaru przez dwa stulecia mieściła się jedna z największych afrykańskich central handlu niewolnikami, dziś wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ale jeszcze większe oburzenie wywołały związane z pomnikiem finanse: ówczesny prezydent Abdoulaye Wade wydał na jego budowę równowartość 27 mln dol. z budżetu, a potem zażądał trzeciej części zysków z biletów turystycznych, rzekomo ze względu na... własność intelektualną projektu.

Los Wade jest symbolem tego, jak bardzo Senegal różni się od stereotypowego afrykańskiego państwa, w którym autokraci robią, co chcą, bez większego sprzeciwu społeczeństwa. Przed nim Senegal – niepodległy od 1960 r. – miał tylko dwóch prezydentów. Obaj rządzili po 20 lat, ale stopniowo liberalizowali system i dobrowolnie oddawali władzę. Wade, bardzo długo lider opozycji, w 2000 r. wygrał w pełni demokratyczne wybory. Sam jednak nie zamierzał trzymać się tych zasad.

Oficjalnym doradcą, a później ministrem w rządzie zrobił własnego syna, któremu powierzył rozbudowę infrastruktury. Młodszy Wade miał przy tej okazji rozwinąć także sieć korupcyjną, nazwiska jego najbliższych współpracowników po latach pojawiły się w aferze Panama papers. Prezydent miał go ponoć szykować na swojego następcę, ale wcześniej postanowił zostać na stanowisku tak długo, jak to możliwe. Najpierw, przy okazji likwidacji senatu, niby skrócił kadencję z siedmiu do pięciu lat, ale potem znów ją wydłużył i stwierdził, że dzięki tym zmianom nie obowiązuje go limit kadencji.

Wade był przygotowany na opór ze strony opozycji – ale już nie raperów. Senegal to wylęgarnia muzycznych talentów, jak Orchestra Baobab, Baaba Maal czy prawdziwy król miejscowej sceny Youssou N’Dour, który zresztą chciał startować przeciwko Wade w wyborach prezydenckich, ale został zdyskwalifikowany. To jednak Senegalczycy cieszący się międzynarodową sławą, w ich ojczyźnie – gdzie ponad połowa obywateli ma mniej niż 25 lat – na ulicach miast króluje hip-hop.

Wokaliści wywodzący się z tego stylu założyli organizację Y’en a Marre (w wolnym tłumaczeniu: Dość Tego), która współorganizowała masowe protesty przeciw łamaniu demokracji przez prezydenta. To m.in. dzięki tej mobilizacji tłumów w 2012 r. Wade przegrał wybory nawet we własnym okręgu. A dwa lata później ruch wzorowany na Y’en a Marre przyczynił się również do obalenia prezydenta Blaise Compaoré, do tamtej pory prawie trzy dekady rządzącego Burkina Faso.

Powrót starca

Obecny przywódca Senegalu Macky Sall może się pochwalić pewnymi sukcesami. Wzrost gospodarczy nie spada poniżej 6 proc., do kraju płyną inwestycje zagraniczne. Dwie trzecie jego mieszkańców ma już stały dostęp do elektryczności (co jest jednym z lepszych wyników na kontynencie). A dzieci poniżej piątego roku życia zostały objęte darmową opieką zdrowotną.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną