Chińscy turyści szturmują Koreę

Obóz turystyczny
Jedźcie do Korei Północnej, bo po umowie z Ameryką zaraz pojadą tam wszyscy. Cena wycieczki: tysiąc euro plus poparcie dla reżimu.
Pjongjang, turyści z przewodniczką na tarasie widokowym Wieży Dżucze.
Christian Aslund/Getty Images

Pjongjang, turyści z przewodniczką na tarasie widokowym Wieży Dżucze.

Zagraniczni turyści zwiedzają Park Narodowy Kumgangsan.
Clay Gilliland/Wikipedia

Zagraniczni turyści zwiedzają Park Narodowy Kumgangsan.

Bilety na pociąg z nadgranicznego chińskiego miasta Dandong do Pjongjangu właśnie się wyprzedały. Rezerwując w ostatnim tygodniu czerwca, można było liczyć na miejsce po 10 lipca. Oto praktyczny wymiar tzw. doktryny condo. Eksperci zajmujący się kryzysem koreańskim nazywają tak podejście prezydenta Donalda Trumpa, zasygnalizowane na szczycie w Singapurze 12 czerwca. Trump, z zawodu deweloper, przekonywał wtedy północnokoreańskiego przywódcę Kim Dzong Una, by zamiast wojny, robić biznes. Na przykład na zagranicznych turystach.

Pociąg szturmują głównie turyści chińscy. Miejsc brak, choć kolejarze podstawiają po 15 wagonów. Pasażerowie ruszyli, bo puściła polityczna tama. Jeszcze w listopadzie władze chińskie z zasady zakazywały organizowania grupowych wyjazdów do Korei Płn., wyjątkiem objęły biura podróży z dwóch prowincji zamieszkanych przez koreańską mniejszość. Zawieszono też bezpośrednie loty między stolicami obu państw, co było wyrazem chińskiej bezradności i zniecierpliwienia krnąbrnością Kima, wymachującego rakietami i ładunkami jądrowymi.

Polacy są wszędzie

Ale teraz jest odprężenie. Chiny i Korea Płn. są znów jak mawiał Mao Zedong bliskie sobie „jak usta i zęby”. Kim, który przez pierwsze sześć lat swoich rządów w ogóle nie wyjeżdżał za granicę, w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni odwiedził przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga trzykrotnie. Wyskoczył do Singapuru, złożył wizytę w Korei Płd., w planach ma dalsze wyjazdy i kolejne szczyty, Trump obiecuje zaprosić go do Białego Domu. Sporo się pozmieniało, teraz więc to Chińczykom zależy na odkręcaniu lub przynajmniej łagodzeniu sankcji. Szukają sposobu na uzyskanie jakiegoś wpływu na Kima. Turyści mają być jednym z lewarów.

Korea Płn., wciąż kraj totalitarny, zaczyna jednak wyglądać na miejsce do spędzenia tyle atrakcyjnych, co ekskluzywnych wakacji. Na razie co roku zagląda tam zaledwie 100 tys. cudzoziemców. Kilka tysięcy z Zachodu, w tym studwustu Polaków, resztę statystyk wypełniają Chińczycy. Od jesieni zeszłego roku nie wolno wjeżdżać Amerykanom, to decyzja szefa amerykańskiej dyplomacji. Wcześniej co piąty cudzoziemski (nie licząc Chińczyków) turysta miał amerykański paszport. Efekt zakazu był widoczny w czasie kwietniowego maratonu w Pjongjangu: wystartowało 429 zagranicznych biegaczy, przed rokiem było ich ponad tysiąc.

Wyjazdy nie są na każdą kieszeń. W zależności od wielkości grupy trzeba wysupłać ok. 1,21,5 tys. euro na tydzień pobytu, przy czym Chińczycy płacą z reguły połowę. Większość wycieczek wyrusza z Pekinu, także Polakom zdarza się korzystać z usług tamtejszych biur podróży. – Jedzie pełen przekrój wiekowy, więcej mężczyzn niż kobiet. Jadą studenci, by szukać przygód w najbardziej niedostępnym rejonie świata. I starsi, zwłaszcza ci, którzy byli wszędzie, a chcą zaliczyć także to miejsce – mówi Emil Truszkowski, mieszkający w Japonii przewodnik po Korei Płn. i autor bloga pozdrozkrld.com.

Turysta w Korei Płn. może się poruszać tylko w grupie. Nie wolno zerwać się asyście przewodników, tłumaczy i kierowców. – Opiekunów nie ma tylko w pociągu między granicą a Pjongjangiem. To jedyna okazja, by zetknąć się z Koreańczykami, którzy wracają z delegacji, odwiedzin u rodzin, z zakupów, z pudłami, telewizorami, sprzętem AGD – mówi Truszkowski. I dodaje: – Zwiększa się pula miejsc, które można odwiedzać. W ofercie są miasta, przygraniczna strefa zdemilitaryzowana, ośrodki turystyczne, parki wodne, narty, surfing, kajaki, objazdy koleją, jazda rowerami, wspinaczka, nocowanie pod namiotem w górach, przelot widokowy nad Pjongjangiem, skoki spadochronowe.

Biura kuszą też wyjazdami na kursy językowe, festiwale i w porze świąt narodowych. Np. dwudniowy wypad na obchody dnia wyzwolenia spod okupacji japońskiej 15 sierpnia – 880 euro od osoby. W cenie dwa noclegi, w programie zwiedzanie stolicy, grupowe tańce i inne celebracje. – Działa to tak, że organizator zagraniczny podaje liczbę osób i detaliczny plan miejsc, do których chciałby turystów zabrać. Obsługą na miejscu zajmują się biura północnokoreańskie. Jest ich co najmniej kilka i nawet ze sobą konkurują. Teoretycznie plan powinien być realizowany, ale w praktyce występują zmiany, jakaś atrakcja wypada, zastępuje ją inna. Nie ma gwarancji, więc nie ma i reklamacji – objaśnia Truszkowski.

Sowieckie pamiątki

Klientów kusi niepodrabialna atmosfera państwa, gdzie czas się zatrzymał. Wendy Simmons, autorka książki „Moje wakacje w Korei Płn.: najśmieszniejsze/najgorsze miejsce na Ziemi”, dostrzegła rzeczywistość pozostającą poza kręgiem europejskiego i amerykańskiego oddziaływania. Kimowie odizolowali się jeszcze przed startem globalizacji, unifikującej i architekturę, i styl życia.

Dlatego polscy turyści starszej daty porównują północnokoreańską nowoczesność do osiągnięć lat 70., luksus też ma gierkowską estetykę. Natomiast północnokoreańska codzienność najstarszym Chińczykom przypomina czasy ich młodości, powojenną epokę kultu Mao i towarzyszący jej zamordyzm. Obywatele byłego ZSRR zobaczą pamiątkę sowieckiej urbanistyki, smutniejsze wersje białoruskiego Mińska i miast rosyjskich. Głęboka prowincja – dużo biedniejsza – wygląda jak Chiny, tyle że pół wieku temu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną