Prezydent Macron prywatyzuje Francję

Srebra i konfitury
Emmanuel Macron odważył się ogłosić plan prywatyzacji. Znów narazi się na atak, że nie jest „ani lewicowy, ani prawicowy”, jak obiecywał, a stał się prezydentem bogatych.
Lotnisko Charles'a de Gaulle'a w Paryżu też ma zostać sprywatyzowane.
Getty Images

Lotnisko Charles'a de Gaulle'a w Paryżu też ma zostać sprywatyzowane.

Prywatyzacji głośno przeciwstawia się Jean-Luc Mélenchon, lider partii Francja Niepokorna.
Tyseria/Polityka

Prywatyzacji głośno przeciwstawia się Jean-Luc Mélenchon, lider partii Francja Niepokorna.

Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego twierdzi, że sprzedając lotniska, państwo pozbawia się kontroli nad „pierwszą granicą” Francji.
Jeremy-Gunter-Heinz Jahnick/Wikipedia

Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego twierdzi, że sprzedając lotniska, państwo pozbawia się kontroli nad „pierwszą granicą” Francji.

audio

AudioPolityka Marek Ostrowski - Srebra i konfitury

Czy to wielki powrót prywatyzacji we Francji? Rząd dał zielone światło projektowi ustawy Pacte. W nazwie ustawy o prywatyzacji nie ma oczywiście mowy; Pacte to skrót od planu działania na rzecz wzrostu i przekształcenia przedsiębiorstw. Chodzi jednak, przynajmniej na początek, o sprzedaż części udziałów państwowych w trzech wielkich firmach, z których każda interesuje miliony Francuzów. Najpierw ADP, dwa wielkie lotniska paryskie de Gaulle’a i Orly, w których państwo ma nieco ponad 50 proc. udziałów. Potem grupa energetyczna Engie, dostawca gazu i prądu. Obie firmy są notowane na giełdzie, wartość udziałów państwa wynosi dziś 17 mld euro. Cała trzecia firma warta jest tylko 3 mld euro, lecz to Française de jeux, państwowy monopol loteryjny i gier hazardowych, w które gra więcej niż połowa Francuzów i które państwu przynoszą regularne zyski.

Rząd tłumaczy, że kierowanie przedsiębiorstwami na rynku powinno należeć do akcjonariuszy, a nie państwa, bo akcjonariusze mają do tego większe kompetencje. Macron, dawny bankier, a dzisiejszy polityk liberalny, hołduje zasadzie, że państwo, wielki strateg, powinno kontrolować jedynie przedsiębiorstwa dotykające suwerenności narodowej: obronę, energię nuklearną i wielkie sieci publiczne, jak koleje i pocztę.

Poza tym ekonomiści rządowi podkreślają, że ta prywatyzacja ma charakter nie ideologiczny, lecz finansowy. Uzyskane pieniądze mają wesprzeć osobny fundusz innowacyjności w ramach Bpifrance, publicznego banku inwestycyjnego, co było jedną z głównych obietnic wyborczych Macrona.

Choć z ogłoszeniem projektu ustawy Pacte czekano na najlepszy moment, to taki nie nadszedł. Po pierwsze, nie przebrzmiały jeszcze echa największej tegorocznej zmiany w budżecie, to jest modyfikacji podatku solidarnościowego od wielkich majątków (ISF). Chodzi tu o wyjątkowy w Europie podatek, płacony dotąd przez 351 tys. rodzin, których majątek przekraczał 1,3 mln euro. Podatek zmienił nazwę na IFI i dziś dotyczy tylko nieruchomości. Majątek ruchomy, zwłaszcza akcje i obligacje, ale też jachty, konie, samoloty i sztaby złota, został z tego podatku wyłączony, oficjalnie dlatego, by część zasobów bogatych rodzin skierować do gospodarki, na finansowanie przedsiębiorstw.

Ale wielu ekonomistów publicznie powątpiewało, czy zmiana przyniesie taki efekt. W mediach mówiono po prostu, że to prezent dla milionerów, i pojawiły się pytania, czy Macron nie jest aby „prezydentem bogatych” i o ich pieniądze się przede wszystkim troszczy.

Bitwa o szyny. Zaczynają się wakacje i ten nieprzyjemny temat powinien zanikać. Ale wakacje z zapowiedzianą prywatyzacją się łączą, bo Francuzi nie zapomnieli nieudanej prywatyzacji autostrad z 2006 r. Długoterminowe umowy z inwestorami prywatnymi zostały tak nieszczęśliwie pomyślane, że skłaniają do stałego wzrostu opłat za przejazd. I Francuzi wytykają przykłady: pod Paryżem w tunelu koło Wersalu na A86 płaci się 10 euro za 10 km. Raport Trybunału Obrachunkowego, odpowiednika naszej NIK, zwraca uwagę, że – pomijając sektor bankowy – prowadzenie autostrad we Francji daje większy zysk niż jakakolwiek inna działalność. Autostrady, typowe przedsięwzięcie publiczne, stały się maszynką do robienia pieniędzy. Doszło do tego, że w sprawie autostrad pojawiło się w mediach określenie „historyczny błąd prywatyzacji”.

Ponadto teraz nęka Francuzów problem jednej ze świętych krów, których dotknąć bał się dotąd każdy rząd. Chodzi o SNCF, koleje państwowe. Francuzi nie przestają o tym mówić, gdyż od początku kwietnia trwa pełzający strajk kolejarzy. Pociągi wprawdzie chodzą, strajk obejmuje tylko jedną trzecią składów, teraz nawet mniej, ale utrudnienia irytują, trzeba ciągle śledzić, które pociągi odwołano. Strajk miał być zawieszony na wakacje, ale część związków zawodowych się wyłamała i niepewność pozostaje. Kolejarze protestują przeciw przekształceniu SNCF w spółkę akcyjną, wystawieniu kolei na konkurencję z zagranicą, żądają utrzymania norm pracy i zatrudnienia.

Francuzi nie bardzo dziś wiedzą, co o tym myśleć. Z jednej strony koleje SNCF, odpowiednik dawnych nierozczłonkowanych PKP, uważane są za jedno z trzech najbardziej użytecznych przedsiębiorstw w kraju. Poza tym we Francji ciągle istnieje pewien mit kolei; pierwszy wielki powojenny film „Bitwa o szyny” sławił kolejarzy jako forpocztę francuskiego ruchu oporu, a współcześnie Francja może się szczycić pociągami TGV, najszybszymi w Europie. Z drugiej strony kolejarze mają przywileje, zagwarantowane zatrudnienie do emerytury, coroczne podwyżki płac i obsady pociągów liczniejsze niż u konkurencji. W efekcie SNCF tonie w długach, radzi sobie gorzej niż koleje niemieckie czy włoskie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną