Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Rumuńskie związki

Rumunia nie pozwala na związki jednopłciowe

Liviu Dragnea Liviu Dragnea Partidul Social Democrat / Wikipedia

Rumuńska władza próbuje manipulować uwagą obywateli.

„Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny” – Rumuni przez weekend głosowali w referendum nad tym, czy taki zapis powinien znaleźć się w konstytucji. Aż 90 proc. odpowiedziało, że „tak”. Referendum jest jednak niewiążące, bo zagłosowało ledwo ponad 20 proc. uprawnionych przy 30-procentowym progu ważności. Rumunia – obok Polski – jest jednym z sześciu krajów Unii, które nie pozwalają na związki jednopłciowe. Ale zwolennicy referendum twierdzili, że ta norma jest za słaba: że trzeba ją zamienić w dosłowny zakaz i utrwalić w formie ważniejszej od ustawy.

Opozycja twierdzi, że głosowanie miało na celu jedynie odciągnięcie uwagi Rumunów od spraw znacznie poważniejszych. Na początku października podczas debaty w europarlamencie Bukareszt został ostro skrytykowany za serię tzw. reform sądownictwa i postawiony w jednym szeregu z... Polską i Węgrami. Najpierw socjaldemokratyczny rząd zdemontował przepisy antykorupcyjne, potem podporządkował sobie prokuraturę, a teraz zabiera się za niezależność sędziów. W sierpniu wywołało to masowe demonstracje, ale w ostatnich tygodniach rząd robił wszystko, aby skierować emocje na spór o małżeństwa, w czym wydatnie pomogła mu miejscowa Cerkiew.

Liviu Dragnea, lider socjaldemokratów i wielki zwolennik zmian w konstytucji, powiedział przed referendum, że Rumuni zadecydują w nim, czy chcą żyć w państwie prawdziwie chrześcijańskim, czy w państwie, o którym decydują inni. Sam jest skazany za oszustwa wyborcze i nie może pełnić funkcji premiera. Ale teraz, po tym jak zreformował już wymiar sprawiedliwości, rusza jego proces apelacyjny.

Polityka 41.2018 (3181) z dnia 09.10.2018; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Rumuńskie związki"
Reklama