Świat

Mniej kadzidła

Grecja robi pierwszy krok do rozdziału Kościoła od państwa

Meteory, grecki masyw skał z kompleksem klasztorów na szczytach. Meteory, grecki masyw skał z kompleksem klasztorów na szczytach. Paul Williams/Funkystock / BEW
Grecja jest ostatnim krajem Europy, w którym święci się ministrów, a religia w szkole jest obowiązkowa. Premier Aleksis Tsipras próbuje to zmienić, ale może nie zdążyć.
Greccy duchowni podczas ceremonii zaprzysiężenia rządu Aleksisa Tsiprasa.Ayhan Mehmet/Anadolu Agency/Getty Images Greccy duchowni podczas ceremonii zaprzysiężenia rządu Aleksisa Tsiprasa.

Jest wrzesień 2015 r. Po przyśpieszonych wyborach i trwającej niecały miesiąc przerwie w rządzeniu radykalnie lewicowa Syriza premiera Aleksisa Tsiprasa wraca do władzy. W Pałacu Prezydenckim w Atenach trwa dość tradycyjna uroczystość. Z jednym jednak elementem wyróżniającym się, nieobecnym nawet w najbardziej religijnych krajach Starego Kontynentu. W sali znajduje się duży zabytkowy stół, na którym leżą ewangeliarz, krucyfiks w stylu bizantyjskim, ikona, płonące świece i duże naczynie z wodą święconą.

Po świeckim zaprzysiężeniu rozpoczyna się nabożeństwo odprawiane przez arcybiskupa Aten, głównego hierarchę greckiego prawosławia. Zanosi w formie litanii modlitwy za świat, kraj, jego mieszkańców i władze państwowe. Następnie członkowie rządu składają przysięgę przy Piśmie Świętym i zostają pobłogosławieni za pomocą specjalnego kropidła, wykonanego ze splecionych w bukiet łodyg i zielonych liści.

Większość ministrów z Syrizy, łącznie z premierem Tsiprasem, nie przysięga na Biblię. Jednak na końcu wszyscy podchodzą do hierarchy, który kropi ich wodą święconą.

Mijają ponad trzy lata. Jest listopad 2018 r. Premier Tsipras i arcybiskup Aten Hieronim ogłaszają, że państwo kończy z wypłacaniem pensji 10 tys. prawosławnych duchownych, którzy dostawali ok. 2 tys. euro miesięcznie. W przyszłości ma powstać specjalny fundusz na wypłaty dla księży, tylko w niewielkim stopniu finansowany przez państwo. Pada również zapowiedź zakończenia sporu o majątek Cerkwi, która jest jednym z największych właścicieli ziemi w kraju. Zagraniczni kredytorzy od lat namawiają Greków do przejęcia tych gruntów i ich spieniężenia.

Zdaniem premiera pozbycie się 10 tys. etatów przyniesie budżetowi państwa ok. 200 mln euro oszczędności rocznie. Liczby to jedno, ale bardziej zwraca uwagę narracja Tsiprasa podczas negocjacji. Premier bez szczególnej dyplomacji podkreśla, że rozmowy stanowią pierwszy krok do przeprowadzenia rozdziału Kościoła od państwa. I przyznaje, że „Cerkiew jest już na tyle dojrzała i odpowiedzialna, że poradzi sobie z nowym ułożeniem relacji z władzami”. Hieronim przyjmuje te słowa ze spokojem i powagą.

W imię Trójcy Świętej

Tu warto jeszcze raz cofnąć się w czasie. Jest czerwiec 1975 r. Niedawno upadł rządzący od siedmiu lat reżim czarnych pułkowników. Później Grecy w referendum zadecydowali o likwidacji monarchii i utworzeniu republiki. Kraj dryfuje na szerszej fali demokratycznych przemian w krajach śródziemnomorskich, obok portugalskiej rewolucji goździków i niemal równolegle z początkiem demontażu rządów gen. Franco w Hiszpanii. We wszystkich tych państwach religia była istotną częścią porządku społecznego, stanowiąc wręcz jeden z filarów władzy.

Greckie prawosławie, mimo że za czasów junty miało status wyznania państwowego, a jednym z haseł czarnych pułkowników było: „Grecja, armia, porządek, wiara”, upadek reżimu przyjęło z dużym spokojem. Nawet ze sporą dozą sympatii. Ukoronowaniem zmian politycznych była nowa grecka konstytucja, uchwalona już przez demokratyczny parlament, w którym dominowała centroprawica.

Obowiązująca do dziś ustawa zasadnicza rozpoczyna się wezwaniem Trójcy Świętej, a już w 3. artykule przyznaje: „Dominującą religią w Grecji jest religia Wschodnioprawosławnego Kościoła Chrystusowego (...)”. Kolejny ustęp artykułu uznaje, że „tekst Pisma Świętego pozostaje niezmienny. Oficjalne tłumaczenie Pisma Świętego na jakikolwiek inny język, bez uprzedniej zgody Kościoła Autokefalicznego Grecji oraz Wielkiego Kościoła Chrystusowego w Konstantynopolu, jest zabronione”. W dalszych rozdziałach konstytucji pojawiają się m.in. zasady przebywania obcokrajowców na autonomicznym terytorium „republiki mnichów” na półwyspie Athos i wskazują, że „osiedlanie innowierców i schizmatyków na tym terytorium jest zabronione”.

W Grecji, podobnie jak w Polsce, do dominującego wyznania należy formalnie blisko 90 proc. obywateli. Tamtejsza Cerkiew posiada również zbliżony do Kościoła katolickiego w Polsce status kustosza i nośnika tradycji narodowej, strażnika etosu niepodległości i suwerenności oraz wychowawcy moralnego narodu.

W takich krajach jak Hiszpania czy Włochy nowoczesna tożsamość narodowa rodziła się w kontrze do Kościoła katolickiego. W Grecji – odwrotnie: chrześcijaństwo było przez wieki spoiwem łączącym naród poddany muzułmańskiemu panowaniu. A dostojnicy kościelni, podobnie jak prymasi lub biskupi katoliccy w Polsce, pełnili rolę interrexów. Nie tylko zresztą w przenośni – znany z heroicznej postawy podczas okupacji hitlerowskiej arcybiskup Damaskin pełnił pod koniec wojny funkcję regenta greckiego tronu.

Nie gdzie indziej, tylko w peloponeskim klasztorze Agia Lawra, po całonocnym nabożeństwie i liturgii 25 marca 1821 r. metropolita Germanos rozwinął na dziedzińcu grecki sztandar z krzyżem oraz ikoną, dając sygnał do rozpoczęcia powstania narodowego przeciwko Turkom. W odbudowanym po zniszczeniach z czasów II wojny światowej monasterze główna chorągiew powstańcza przechowywana jest zresztą po dziś dzień i cieszy się statusem relikwii narodowej, do której zjeżdżają wycieczki szkolne.

W czasie krwawej wojny domowej (1946–49) Cerkwi udało się zachować pozycję arbitra, wzywającego do pokoju i pojednania. Pomimo że członkom lewicowej partyzantki ELAS było zazwyczaj daleko do religijności, znaleźli oni w wielu klasztorach schronienie i pomoc, a obecność kapelanów wojskowych nie była zarezerwowana tylko dla oddziałów prawicowych. Dość powiedzieć, że po rozstrzelaniu w podateńskim więzieniu w 1952 r. słynnego bojownika ELAS Nikosa Belojanisa, jeden z biskupów w Atenach wyraził podziw dla jego postawy moralnej i wiary we własne przekonania, mimo że Belojanis był ateistą.

Wszystko to pozwoliło greckiej Cerkwi uniknąć opinii instytucji systemowej, o co był oskarżany Kościół katolicki w Hiszpanii lub Portugalii. Powrót do demokracji nie wiązał się więc ze szczególną eksplozją antyklerykalizmu i chęcią budowy laickiego państwa.

Nawet wieloletni socjalistyczny premier Andreas Papandreu, w burzliwym życiu prywatnym daleki od chrześcijańskiej świętości, starał się nie prowokować spięć z Kościołem. Gdy w końcu zdecydował się na spór o majątek Cerkwi, stracił na tym w sondażach i ostatecznie musiał ustąpić. Za jego rządów zalegalizowano też w Grecji aborcję, co jednak nie spotkało się ze szczególnym oporem hierarchii i dużej części wiernych.

Wydawało się wówczas, że grecki Kościół wycofał się na pozycje obronne i oprócz konfliktu o majątek, pogodził się, że traci wpływ na społeczeństwo. Mogło o tym świadczyć stopniowe wyludnianie się, a nawet porzucanie klasztorów. Ten trend odwrócił się dopiero w ostatnich dwóch dekadach, a dzisiaj niektóre monastery przeżywają prawdziwy szturm adeptów.

Z ouzo i papierosem

Czarne, cylindryczne nakrycia głowy duchownych, zwane kamiławkami, wciąż są częścią greckiego krajobrazu. Księży w sutannach spotyka się w słynnych kafenionach, często przy kieliszku ouzo i z papierosem. Wiele rodzin, szczególnie w mniejszych miejscowościach, ma zaprzyjaźnionych duchownych, którzy regularnie wpadają z wizytą duszpasterską i na miejscu spowiadają domowników.

W cerkwiach bywa naprawdę tłoczno, a szczególną popularnością cieszą się relikwie świętych i ikony. Z drugiej strony znaczna część wiernych nie jest w stanie wytrzymać do końca trwających w nieskończoność nabożeństw. Według sondażu Gallupa wiarę w Boga deklaruje jednak wciąż blisko 77 proc. Greków, co czyni ten kraj jednym z bardziej religijnych społeczeństw Europy.

To jednak nie przekłada się wprost na poglądy polityczne. Grecka lewicowość, dość rozpowszechniona w społeczeństwie, potrafi doskonale współgrać z religijnością. Wynika to z faktu, że – szczególnie w porównaniu z krajami naszego regionu – lewicowość ta wyraża się wciąż i przede wszystkim w sferze ekonomicznej. Podziały widać również w kwestii przyjmowania uchodźców – są duchowni i hierarchowie, którzy krytykują ten proces, ale większość biskupów dość dobrze współpracuje z państwem w działaniach charytatywnych i stara się marginalizować głosy skrajne.

Nawet liderzy lewicowej Syrizy, choć przed dojściem do władzy kipieli radykalizmem gospodarczym, w kwestiach religijnych początkowo byli ostrożni. Domagali się uregulowania spraw majątkowych Cerkwi, ale nie zapowiadali budowy świeckiego państwa. Tsipras podkreślał jedynie, że nie czuje się związany z prawosławiem i jako autorytet chrześcijański bardziej odpowiada mu socjalny papież Franciszek niż greccy biskupi. Niemniej, już pod koniec pierwszego roku rządów zdecydował się na kroki, których nie podjął żaden jego poprzednik.

Pierwszym była zmiana ustawy o związkach cywilnych. Nowe prawo pozwoliło na związki partnerskie pomiędzy osobami tej samej płci, choć bez używania terminu „małżeństwo”. Rząd Syrizy zaproponował również ograniczenie symboliki chrześcijańskiej w sferze publicznej. W pakiecie znalazło się uchylenie wciąż obowiązującego przepisu pozwalającego na konfiskaty gazet, druków oraz na zakaz emisji programów znieważających chrześcijaństwo oraz inne wyznania.

Parlament poparł wszystkie te zmiany tuż przed Bożym Narodzeniem. „Za” byli nawet konserwatyści. „Przeciw” zagłosowali jedynie... komuniści, którzy uznali te zmiany za odwracanie uwagi społeczeństwa od problemów kryzysu gospodarczego.

Grecki zapateryzm?

Kościół zareagował szybko. Znany z radykalnych wypowiedzi, uznawany za jednego z najbardziej tradycjonalistycznych hierarchów, metropolita Pireusu Serafin stwierdził, że parlamentarna większość sprzeniewierzyła się zarówno nauczaniu chrześcijańskiemu, jak i historii swojego narodu. Duchowny oskarżył premiera Tsiprasa, że jest bezwolnym narzędziem w ręku „antyboskich i antyludzkich sił globalnych”. Jeszcze bardziej zdecydowanie przemówił metropolita Larysy, Ignacy, który stwierdził, że greccy politycy „idą za smrodem, który ciągnie się z tzw. cywilizowanych krajów”.

Rok później rząd Tsiprasa podjął próbę ograniczenia zajęć religii w szkołach publicznych. Ministerstwo edukacji zaproponowało również, aby stopniowo zmieniać nazwę przedmiotu z „religia” na „zagadnienia etyczne i związane z religiami”. Do tej pory Grecja należała do nielicznych krajów UE, w których lekcje religii są dla uczniów obowiązkowe. Na ten ruch rządu zareagował metropolita Kalawryty i Ajalei Ambroży, który był uważany za zwolennika lewicowych reform gospodarczych Syrizy. Jak sam przyznał, gorzko się zawiódł, widząc, że Tsipras chce zniszczyć greckie chrześcijaństwo.

Premierowi dostało się również za to, że jako człowiek niewierzący uczestniczy w oficjalnych uroczystościach cerkiewnych, robiąc sobie przy tym selfie. „Być może nasi biskupi powinni wrócić do nauczania świętego Ambrożego, biskupa mediolańskiego, który miał odwagę nie wpuścić do świątyni bezbożnego cesarza Teodozjusza Wielkiego” – podsumował metropolita. Tego lata, gdy Grecy zakończyli walkę z plagą pożarów, ten sam biskup stwierdził, że kataklizm stanowił „karę Bożą za to, że krajem rządzi ateista”. Od tej opinii odcięli się co prawda inni hierarchowie, ale premiera musiało zaboleć, bo zapowiedział przyspieszenie laicyzacji państwa.

Nie wiadomo tylko, czy zdąży. W sondażach opozycyjna centroprawica ma nawet kilkanaście punktów procentowych przewagi nad Syrizą. Aleksis Tsipras może więc stracić władzę po przyszłorocznych wyborach. Nie wydaje się też, aby kolizyjny kurs wobec Kościoła cieszył się wyjątkowym poparciem greckiego społeczeństwa, które wciąż nie uporało się ze skutkami niedawnego kryzysu ekonomicznego.

Przyszłoroczne wybory pokażą więc, czy próba laicyzacji państwa była tylko przejściowym eksperymentem, czy też Grecja pójdzie drogą Irlandii, Malty i Hiszpanii.

***

Autor jest filozofem i publicystą specjalizującym się w historii politycznej Europy Środkowo-Wschodniej i problematyce religijnej. Stale współpracuje z Nową Konfederacją i Laboratorium Więzi.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Inteligencja emocjonalna w życiu zawodowym

Jakie pożytki niesie bycie emocjonalnie inteligentnym pracownikiem i szefem.

Grzegorz Gustaw
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną