Świat

Prezydent z ekranu

Komik na prezydenta?

Kadr z serialu „Sługa narodu”, w którym Zełenski (w środku) gra prezydenta Ukrainy. Kadr z serialu „Sługa narodu”, w którym Zełenski (w środku) gra prezydenta Ukrainy. materiały prasowe
Komik Wołodymyr Zełenski jest już prezydentem Ukrainy, w serialu komediowym. Teraz chce zostać prawdziwym. I obecnie jest drugi w sondażach.
Zełenski ma duże szanse w wyborach, ponieważ już jako prezydent się sprawdził. Na razie w roli filmowej, ale może w przyszłości... Kadr z serialu „Sługa narodu”.Jarosław Burdowicin/Wikipedia Zełenski ma duże szanse w wyborach, ponieważ już jako prezydent się sprawdził. Na razie w roli filmowej, ale może w przyszłości... Kadr z serialu „Sługa narodu”.

Artykuł w wersji audio

Swoją decyzję ogłosił na kilka chwil przed wybiciem północy, w sylwestra 2018 r., w jednym z najpopularniejszych ukraińskich kanałów telewizyjnych 1+1, ostatecznie rozwiewając wątpliwości, które narastały od miesięcy.

W sondażach był uwzględniany od dawna, ale jak na rasowego aktora i gwiazdę przystało, umiejętnie tworzył zainteresowanie swoją osobą, budował napięcie i zwroty akcji. Np. ogłosił swoje kandydowanie w skeczu, aby zostawić widzów z wątpliwościami: czy on tak na poważnie? Teraz już wiadomo, że tak. Znają go wszyscy, jest absolutnie rozpoznawalny i ma silną pozycję. Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (z grudnia ub.r.) na Julię Tymoszenko w marcowych wyborach prezydenckich chciałoby zagłosować 11,9 proc., na Zełenskiego – 8,2 proc., na obecnego prezydenta Petra Poroszenkę – ledwie 6,5 proc., a na Jurija Bojko (kandydata z kręgu Janukowycza) niewiele mniej – 6,2 proc. Wśród wyborców zdeklarowanych i zdecydowanych głosować notowania Zełenskiego sięgają 15 proc.

Kampania Zełenskiego zaczęła się dawno temu, choć sam mógł wtedy nie wiedzieć, że się zaczyna naprawdę. Jesienią 2015 r., w przededniu wyborów samorządowych, w Kijowie pojawiły się namioty. Komik widniał na ulotkach i na plakatach, z których krzyczało hasło: „Żeby prosty nauczyciel mógł żyć jak prezydent, a prezydent jak nauczyciel”. Okazało się, że to zapowiedź serialu komediowego „Sługa narodu”, który trafił na ekrany dwa lata po pomarańczowej rewolucji.

W serialu Zełenski wciela się w postać nauczyciela historii Gołoborodki, nieco gapowatego, naiwnego, ale do bólu szczerego i szlachetnego. W wyniku komicznych zbiegów okoliczności pewnego ranka okazuje się, że został prezydentem Ukrainy. Mieszkający z rodzicami mężczyzna rozpoczyna swoją rewolucję. Wyszedł z ludu, rozumie go. Brak doświadczenia jest jego głównym atutem. Sam musi złamać opór potężnych oligarchów i bezdusznych urzędników, z czasem coraz lepiej orientuje się w realiach polityki, rośnie jego pewność siebie i charyzma. Wprowadza w życie ludowe postulaty: niech posłowie do pracy jeżdżą na rowerach, a okazały parlament przekażą dzieciom, niech zniknie korupcja (pozwala brać łapówki, ale trzeba je przekazać do państwowej kasy) i skurczy się biurokracja.

Dzięki „Słudze narodu” rozczarowani rzeczywistością Ukraińcy mogli zasiąść wieczorem przy telewizorach i przez chwilę wraz z Gołoborodką pobyć w rzeczywistości alternatywnej, w utopii. Gdzie Ukraina jest krajem sprawiedliwym i coraz bardziej zamożnym. Nic dziwnego, że serial bił rekordy popularności. A poza wszystkim jest rzeczywiście dobrze zrobiony. Prawa do niego kupiły stacje w różnych zakątkach świata, nawet Netflix.

Zełenski przez dwa długie sezony serialu oswajał Ukraińców z myślą, że mógłby zostać prezydentem, przedstawiał z ekranu swój program – co i jak chciałby jako głowa państwa zrobić. Zełenski stworzył Gołoborodkę, a teraz obiecuje, że sam mógłby się stać Gołoborodką. Wystarczy, że Ukraińcy go o to poproszą. To, co zrobił Zełenski, to absolutnie pionierska i bodaj najlepsza kampania w dziejach demokracji przedstawicielskiej.

Potrzeba nowych twarzy

Ukraińcy domagają się dziś nowych twarzy w polityce (taką potrzebę deklaruje dwie trzecie respondentów), stare im zbrzydły i się opatrzyły. Popularność Zełenskiego jest odpowiedzią na tę potrzebę. Ukraińcy są rozgoryczeni, bo rewolucja rozbudziła nadzieje, a politycy je zawiedli. Wówczas to właśnie obecny prezydent był postrzegany jako powiew świeżości w polityce, zwyciężał pod hasłem „Żyć na nowo” (choć tak naprawdę w polityce był obecny od lat). Życie na nowo nie bardzo się udaje, ludzie rozczarowali się rządami Poroszenki, poparcie dla głowy państwa spada. Dziś 82 proc. obywateli uważa, że sprawy w kraju zmierzają w złym kierunku (badania KMIS z grudnia ub.r.). Na Ukrainie po 2014 r. nie doszło do realnej wymiany elit, a spośród ludzi, którzy na fali rewolucji weszli do polityki, nie wyłonili się liderzy mogący pokierować krajem.

Ukraina przypomina dziś pod wieloma względami Rzeczpospolitą z drugiej połowy XVIII w. Państwo o ogromnym potencjale, ale opanowane przez egoistycznych magnatów, dysfunkcyjne, o słabych instytucjach. Niedawno dokonał się umowny rozbiór Ukrainy – przeprowadzony rękami jednego sąsiada. Dziś kraj – podobnie jak Rzeczpospolita przed II rozbiorem – powoli się reformuje, ale czas pokaże, czy starczy zapału, aby uchronić się przed pogrążeniem w chaosie. Szczególnie że wszystko wskazuje, iż w stosunkach międzynarodowych nastaje epoka znacznie mniej korzystna dla państw pokroju Ukrainy.

Za Zełenskim przemawia też to, że nie jest politykiem. Politycy budzą powszechne rozczarowanie. Zaufanie do kluczowych instytucji jest katastrofalnie niskie. Poparcie dla komika może być tak naprawdę głosem oddanym na wariant, który zniknął z ukraińskich kart wyborczych kilka lat temu – do tego czasu można było zagłosować „przeciwko wszystkim”. Wasyl Gumieniuk, ekscentryczny kandydat w wyborach prezydenckich w 2010 r., przed pierwszą turą obiecał m.in., że jako prezydent wytatuuje sobie Ukrainę na brzuchu i w ten sposób każdego dnia kraj będzie rosnąć. Ogłosił też, że nie będzie rozklejać plakatów ze swoim wizerunkiem, bo zadba, aby zrobiła to za niego milicja. Dostał 0,16 proc. głosów, ale twierdził, że awansował do drugiej tury wraz z Tymoszenko i Janukowyczem i znajdzie się na kartach do głosowania. Jego nazwisko rzeczywiście tam było, gdyż zdążył zmienić je na... Wasyl Protiwsich, czyli „Przeciwko wszystkim”.

Zełenski wezwał swoich zwolenników (na facebookowym profilu serialu, który wykorzystuje do prowadzenia kampanii), aby przyłączyli się do niego, ale postawił jeden warunek – że nigdy wcześniej nie angażowali się w politykę. I w takim duchu komik zaczął prowadzić swoją kampanię, kwestionując współczesną politykę w jej istocie. Ogłosił, że program chce stworzyć, że chce go stworzyć razem z wyborcami. Zaapelował, aby każdy jego zwolennik napisał mu o pięciu głównych problemach trawiących kraj, a on na tej podstawie skonstruuje program. A więc najpierw zwolennicy, później program. Czyli zwolennicy kandydata, a nie jego poglądów.

O tych ostatnich zresztą wiadomo niewiele. Młody komik (ma dziś 41 lat) wpisuje się w główny nurt, ale daleko mu do wizerunku ukraińskiego nacjonalisty. Występował na scenie przed protestującymi podczas pomarańczowej rewolucji, wspierał ukraińskich żołnierzy na froncie, opowiada się za prozachodnim kursem Kijowa. Jednocześnie na ogół wypowiada się po rosyjsku, a jego receptą na zakończenie konfliktu donbaskiego jest rozmowa z Putinem. W jednym z nielicznych wywiadów zapowiedział: „Jestem gotów dogadać się choćby z diabłem, byleby tam już nikt nie zginął”. Podejście dość naiwne bądź populistyczne, gdyż dziś dogadanie się z Moskwą musi oznaczać utratę części suwerenności przez Kijów oraz prawdopodobnie protesty społeczne, w tym weteranów (są ich już setki tysięcy).

Nad Dnieprem jednak blisko połowa respondentów (44 proc.) nie wie, na kogo głosować 31 marca, nie chce brać udziału w wyborach, chce oddać nieważny głos lub odmawia odpowiedzi. Taka masa ludzi może przechylić szalę zwycięstwa w jedną bądź drugą stronę, w zależności od tego, co wydarzy się na Ukrainie w najbliższych kilkudziesięciu dniach.

Wkrótce też będzie widać, jak na notowania komika wpłyną niedawne doniesienia o biznesach, które ten ma w Rosji. Dziennikarze Radia Swoboda ustalili, że Zełenski posiada firmę zarejestrowaną na Cyprze, która z kolei stworzyła trzy przedsiębiorstwa działające w Rosji i przynoszące spory dochód – na domiar wszystkiego miały się one ubiegać o środki z rosyjskiego budżetu. Na Ukrainie to stygmat.

Młodzi, niepewni

Nigdy jeszcze na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi nie było tu tak trudno określić, kto ma szanse trafić do drugiej tury. Eksperci przeprowadzają symulacje pojedynków w drugiej turze aż pięciu kandydatów. W symulacjach z listopada 2018 r. Zełenski łatwo wygrałby z Poroszenką (28 proc. do 15 spośród zdecydowanych, którzy by zagłosowali) i tylko nieznacznie ustąpiłby Tymoszenko (23 proc. do 26). Pomaga mu to, że posiada bardzo niski elektorat negatywny – sześć razy niższy niż Poroszenko, ponad trzy niż Tymoszenko, bo jest w polityce debiutantem i nie zdążył niczym rozczarować.

Wśród polityków, na których ankietowani na pewno nie oddadzą głosu, jest dopiero na ósmym miejscu. W analizie Ośrodka Studiów Wschodnich Tadeusz Iwański podkreśla jednak, że komikowi w zwycięstwie przeszkodzić może kilka okoliczności: popiera go wielu młodych, a ci często w dzień wyborów nie idą do urn; Ukraińcy wybiorą w drugiej turze osobę, która będzie również dowódcą armii, a niedoświadczony komik z taką funkcją się nie kojarzy.

Tak naprawdę nie wiemy nawet, czemu kandyduje i kto za nim stoi. Na Ukrainie w kontekście Zełenskiego wciąż mówi się o jednym z najbogatszych ukraińskich oligarchów Ihorze Kołomojskim. To do niego należy kanał telewizyjny, który emituje „Sługę narodu”, i to tu Zełenski ogłosił swój start w wyborach. Kołomojski jest skonfliktowany z Poroszenką, który po pomarańczowej rewolucji próbował go zniszczyć, ale z czasem uznał, że koszty byłyby za wysokie. Teraz Kołomojski pomaga Tymoszenko i Zełenskiemu, aby nie dopuścić do reelekcji rywala. Coraz częściej podnoszone są pytania, w jakim stopniu Zełenski jest marionetką w cudzych rękach. Pojawiają się też spekulacje, że komik startuje, aby osłabić innych nieogranych kandydatów, którzy celowaliby w podobny elektorat. Jego wygrana oznaczałaby najpewniej znaczne wzmocnienie Kołomojskiego i przetasowanie wśród oligarchów.

A może Zełenski uwierzył, że naprawdę jest Gołoborodką? Może marcowe wybory mają posłużyć mu jako trampolina przed zaplanowanymi na jesień wyborami do parlamentu? Jego partia to także fenomen. Została nazwana tak jak serial – Sługa Narodu – i choć na dobre nie rozpoczęła działalności, może liczyć na drugie najwyższe poparcie w kraju. Badania pokazują, że największy odsetek zwolenników ugrupowania głosowałby na nie, kierując się... sympatią do Zełenskiego. Sługa Narodu ustępuje tylko Batkiwszczynie Julii Tymoszenko, a notowania Tymoszenko/Zełenskiego praktycznie nakładają się na notowania ich ugrupowań. Komik może liczyć, że jeśli Julia zostanie głową państwa, to pół roku, które minie do elekcji do Rady Najwyższej, wystarczy, aby Ukraińcy wystawili jej rachunek i poparli jego. Być może nie prowadzi on dziś więc kampanii przed wyborami prezydenckimi, ale parlamentarnymi. Być może po raz kolejny oswaja Ukraińców ze swoim wizerunkiem.

Z trailera trzeciego sezonu „Sługi narodu” wyłania się Ukraina, którą stworzył Wasyl Gołoborodko. W Donbasie panuje pokój, reżyser Ołeh Sencow prezentuje swój nowy film, Kijów znowu kontroluje Krym, a w tamtejszym Symferopolu Ukraińcy organizować będą igrzyska olimpijskie. Piękna wizja. Zełenski grający Gołoborodkę lub Gołoborodko grający Zełenskiego dokona tego w najnowszej części serialu, która na ekrany ma trafić w marcu – tuż przed wyborami.

***

Autor jest dziennikarzem, zajmuje się Europą Wschodnią. W ub.r. w Wydawnictwie Czarne ukazała się jego książka „Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną