Świat

Generał Wolters zbuduje Fort Trump?

Generał lotnictwa Tod Wolters przejął wachtę na najważniejszym posterunku w Europie. Generał lotnictwa Tod Wolters przejął wachtę na najważniejszym posterunku w Europie. vsrž. Gatis Indrēvics, Latvijas armija / Flickr CC by 2.0
Generał lotnictwa Tod Wolters przejął wachtę na najważniejszym posterunku w Europie. Za jego kadencji Amerykanie zwiększą obecność swoich wojsk w Polsce.

NATO od piątku ma nowego dowódcę. Kadencję Naczelnego Dowódcy Sojuszniczego w Europie (SACEUR) gen. Tod Wolters zaczynał w chwili, gdy w Polsce trwała defilada pod hasłem „Silni w sojuszach”. Uroczystość w sztabie SHAPE w belgijskim miasteczku Mons była dużo skromniejsza niż ta w Warszawie, ale w rzeczywistości dla polskiego bezpieczeństwa ważniejsza. Nadzór nad militarnym bezpieczeństwem Europy Wolters przejął z rąk gen. Curtisa Scaparrottiego. Kiedy kończył krótkie przemówienie, odwrócił się do poprzednika, mówiąc: „Vigilance endures” (Czujność trwa). W godle dowództwa jest podobne hasło, po łacinie: vigilia pretium libertatis – czujność jest ceną wolności. Gen. Wolters będzie czuwał przez następne trzy lata.

NATO nie może dać się zaskoczyć

Jego poprzednik, generał wojsk lądowych Curtis Scaparrotti, przekazał sojuszniczy posterunek w stanie podwyższonej gotowości. Liczba i skala ćwiczeń, patroli morskich i powietrznych, przebudowa i powiększanie dowództw, jakie uruchomiono za jego kadencji, nie mają precedensu od zakończenia zimnej wojny. Wzrasta aktywność wojsk USA w Europie, a sojusznicy – mimo problemów z obiecanymi wydatkami – w dużym stopniu dzielą między siebie obowiązki wspólnej obrony.

Za czasów Scaparrottiego do Europy wróciły amerykańskie czołgi, na Bałtyk i Morze Czarne regularnie zaglądają sojusznicze okręty, a obszar Obwodu Kaliningradzkiego i Krymu jest praktycznie stale monitorowany z powietrza przez samoloty i bezzałogowce. Na wschodniej flance rozmieszczone zostały wielonarodowe bataliony, a na lotniskach dyżurują gotowe do lotu myśliwce. W ciągu trzech lat dokonała się rewolucja czujności. NATO nie chce i nie może dać się zaskoczyć.

Nowy przywódca sojuszu

Wolters to już trzeci głównodowodzący sojuszu od czasu rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie, która zmieniła Europę i NATO. Szok dla bezpieczeństwa przyszedł za czasów gen. Philipa Breedlove′a, również lotnika. To on musiał odpowiedzieć jako pierwszy na akt wojny w bezpośrednim sąsiedztwie terytorium, za którego integralność odpowiada.

Breedlove ciągle nie opowiedział nikomu w szczegółach, jak wyglądały te wiosenne dni 2014 r., kiedy z pomocą zwiadu satelitarnego, lotniczego i zapewne korzystając z siatek wywiadowczych w terenie, obserwował zaskakującą inwazję zielonych ludzików i śledził trasy dziwnych konwojów na Ukrainę.

Od dyplomatów można usłyszeć historię, jak któregoś dnia wszedł na posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej, wypowiadając tylko trzy słowa: „Już po Krymie” (Crimea is taken), po czym wśród zgromadzonych ambasadorów państw NATO zapaść miała grobowa cisza. Ale Breedlove w ciągu paru dni podjął decyzje, które w zasadzie stały się podstawą tego, co dokonało się w kolejnych latach – posłał amerykańskich żołnierzy pod granicę Rosji. Wtedy był to bardziej sygnał polityczny, później obudowany realnymi wojskowymi zdolnościami, sojuszniczą filozofią i pieniędzmi. Gen. Wolters stoi właśnie przed kolejnym etapem adaptacji NATO połączonej z obecnością wojsk USA na wschodniej flance, w tym w Polsce.

W tym miejscu trzeba przypomnieć, że SACEUR nosi na głowie jeszcze jeden „kapelusz”. Poza rolą najważniejszego żołnierza w sojuszu (formalnie ten tytuł należy się szefowi komitetu wojskowego NATO) jest europejskim dowódcą regionalnym sił zbrojnych USA. A raczej na odwrót – to stanowisko głównodowodzącego NATO jest tożsame ze stanowiskiem dowódcy EUCOM, jednego z sześciu amerykańskich dowództw obszarowych odpowiedzialnego formalnie za Europę, a faktycznie za „pół świata”.

Jerzy Baczyński: NATO, godzina zero

Rzecznik interesów USA

Z europejskiej perspektywy najważniejsze jest to, że ów dowódca ma w swoim obszarze odpowiedzialności Rosję i patrzy na nią z perspektywy kolektywnej obrony i odstraszania NATO, jak też interesów USA. Dlatego jak mało które stanowisko wojskowe jest to rola de facto polityczna, a amerykańsko-natowski dowódca może być porównywany do najważniejszego ambasadora USA w Europie.

W drugą stronę działa zaś jako rzecznik interesów sojuszu w Waszyngtonie i reprezentant konsensusu, nie zawsze w 100 proc. odpowiadającego wizji urzędującego głównodowodzącego, czyli prezydenta USA.

W czasie kongresowych wysłuchań doby Donalda Trumpa gen. Scaparrotti taką właśnie rolę odgrywał. Umiejętność manewrowania wyniesiona z walk powietrznych na pewno się przyda, choć akurat gen. Wolters latał potężnym, lecz mało zwinnym F-15 i cele atakował z dystansu.

Czytaj także: Polska droga do NATO i kadr, który zniknął

Gen. Wolters urodził się w NATO

Gen. Wolters tak naprawdę urodził się w NATO. Pochodzi z wojskowej rodziny, jego ojciec był pilotem myśliwców F-102 (awansował nawet na generała) i stacjonował w amerykańskiej bazie w Bitburgu w Niemczech. Baza była w użyciu przez 40 lat zimnej wojny, zamknięto ją w 1994 r.

Ale młody porucznik Tod zdążył powrócić tam na swoim F-15 w latach 80. W kolejnych dekadach brał udział w operacjach lotniczych w wojnach w Iraku i Afganistanie, ma na karku 40 lat doświadczenia wojskowego i pełnił funkcje sztabowe pozwalające mu obyć się z politykami – zawsze na szczycie łańcucha kierowania.

Ostatnie lata służby spędził w Niemczech – w Ramstein jako dowódca sił powietrznych w Europie i topowe w Afryce, a jednocześnie jako szef sojuszniczego centrum doktryn sił powietrznych w Kalkar. W tej ostatniej roli gen. Wolters koordynował proces wdrażania w Europie nowego typu samolotu – F-35, który w różnych wersjach zamówiło i zaczyna użytkować kilka krajów NATO: Wielka Brytania, Włochy, Norwegia, Holandia, Dania, Belgia. Jako dowódca amerykańskiego lotnictwa w Europie zatwierdzał niezapowiadane misje myśliwców przewagi powietrznej piątej generacji F-22 Raptor i w porozumieniu z dowództwem strategicznym koordynował ćwiczebne misje bombowców na wschodniej flance sojuszu. Rosyjskie propagandowe media wystawiają mu jak najgorszą opinię, co chyba jest nie najgorszą rekomendacją.

Jak generał widzi rolę Polski w NATO

Zanim Tod Wolters objął stanowisko, które najprawdopodobniej zwieńczy jego wojskową karierę (ma 59 lat), przed senacką komisją do spraw sił zbrojnych obszernie przedstawiał swoją ocenę sytuacji bezpieczeństwa w Europie. Na 36 stronach odpowiadał na pisemne pytania senatorów, był również przepytywany ustnie. Każde takie wysłuchanie to kopalnia wiedzy o zamiarach i podejściu Amerykanów do NATO oraz współpracy wojskowej z krajami Europy, a przede wszystkim o tym, co sami chcą mieć do dyspozycji „w teatrze działań”.

Generał został wprost zapytany, jak ocenia znaczenie Polski dla NATO i co Amerykanie powinni zrobić, by wzmocnić odstraszanie Rosji z polskiego terytorium. Wolters odparł, że pozycja Polski – graniczącej z Obwodem Kaliningradzkim, Białorusią i Litwą – jest absolutnie kluczowa. Przypomniał, że stacjonuje już u nas amerykański kontyngent w ramach sił NATO oraz rotacyjna brygada pancerna.

Wzmocnienie odstraszania jego zdaniem należy realizować poprzez logistykę, środki rozpoznania i łączności, polepszenie zdolności rażenia i połączenie radarowych sieci obrony powietrznej i antyrakietowej. O dodatkowych dużych jednostkach w tym kontekście nie wspomniał, ale jest jasne, że gdy mowa o rażeniu, chodzić może o dywizjon artylerii rakietowej, gdy o rozpoznaniu – o pododdział wykonujący np. misje bezzałogowców, a gdy o logistyce – to w grę wchodzą dodatkowe jednostki zabezpieczenia i zaopatrzenia wojsk. Wizja wielkiego Fortu Trumpa się z tego nie wyłania, ale też od dłuższego czasu o niczym takim mowy nie ma. Chodzi raczej o danie lepszych narzędzi wojskom już stacjonującym w Polsce, ewentualnie o zapewnienie szybkiego przerzutu dodatkowych.

Czytaj także: Myślenie o niewyobrażalnym. NATO bez USA

Zadania dla nowego dowódcy

Ale oczywiście to nie Polska dominuje wśród wyzwań generała. Nazwa naszego kraju pojawia się w kongresowym zapisie 10 razy – słowo Rosja ponad sto. Wszystko w kontekście tego, co robi Putin, ale także tego, jak reaguje Trump – poprzez jego wizję globalnej rywalizacji (i konfliktu) mocarstw, zapisaną w doktrynie bezpieczeństwa USA.

Gen. Wolters ma tę strategię realizować przede wszystkim przez odzyskanie konwencjonalnej przewagi nad Rosją dzięki wysiłkom Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Dlatego Wolters widzi potrzebę wzmocnienia podległych mu sił w środki rozpoznania, walki morskiej i podwodnej, systemy antyrakietowe, odnowienie zapasów kluczowej amunicji, więcej misji samolotów piątej generacji, inwestycje w broń hipersoniczną i cyberobronę.

Za najważniejsze luki uznał niewystarczającą liczbę okrętów do wykrywania i zwalczania rosyjskich okrętów podwodnych, brak samolotów piątej generacji i artylerii dalekiego zasięgu (rakietowej). Jeśli chodzi o zagrożenia ze strony Rosji, za najważniejsze uznał aktywność okrętów podwodnych i zapowiedzi wprowadzenia na uzbrojenie pocisków hipersonicznych. Odzyskiwanie inicjatywy i przewagi ma nie tylko dotyczyć kwestii ściśle wojskowych, generał jest wyczulony na innego rodzaju rosyjskie wpływy – i zamierza je aktywnie zwalczać. Wolters zapewnił senatorów, że chce być gotowy na wojnę z Rosją – po to, by jej uniknąć.

Żeby było to możliwe, gen. Wolters musi walczyć przede wszystkim o pieniądze, ludzi i uwagę decydentów. Jak każdy dowódca tej rangi najważniejszą batalię toczy co roku w Kongresie – o budżet. Już widać, że nie ma łatwo. W planie na rok finansowy 2020 Biały Dom zredukował – choć nieznacznie – finansowanie europejskiej inicjatywy odstraszania, czyli funduszu na obecność dodatkowych wojsk USA w Europie i ćwiczenia. Wolters przyznał, że ma z tym problem, a zmniejszone finansowanie opóźni planowane przedsięwzięcia. Podobnie obcięcie inwestycji wojskowych w Europie przez Pentagon, któremu Donald Trump zlecił poszukiwanie funduszy na budowę granicznego muru. Jako lotnika niepokoi go też opóźnienie programu doposażania europejskich lotnisk w sprzęt zabezpieczający amerykańskie siły powietrzne na wypadek konfliktu.

Mimo tych przyziemnych problemów dało się wyczuć, że Kongres to reduta NATO na arenie politycznej walki w USA. Płynące jakiś czas temu z Białego Domu plotki o możliwym wycofaniu się Ameryki jeszcze wzmocniły transatlantycki sojusz Kapitolu ze Stuttgartem (bo tam rezyduje EUCOM) i Mons. Jednak w chwili gdy Wolters objął stanowisko, do tego „domowego” frontu walki o pieniądze doszedł front w NATO. Wymóg przeznaczania 2 proc. PKB na obronność to nadal niespełniony cel i pierwszoplanowy obszar sporu Trumpa z Europą. Gdy rozmowa będzie dotyczyć wydatków, gen. Wolters nie będzie dobrym wujkiem z Ameryki. Nawet jeśli trzeba będzie się pokłócić – mimo trwających w różnej formie cały rok obchodów 70-lecia sojuszu.

Wolters przejdzie do historii

Czujny dyżur Woltersa na posterunkach w Mons i Stuttgarcie upłynie więc na wzmacnianiu siły i gotowości wojsk USA w Europie i całego NATO – głównie pod kątem starcia z Rosją, w zgodzie z doktryną siłowej dominacji Trumpa. Dlatego to, co widzieliśmy przez ostatnie trzy lata, było zaledwie preludium, a można mieć pewność, że zobaczymy więcej – wojska, technologii militarnej, szybkości przemieszczania, niekonwencjonalnych i klasycznych form pokazywania siły.

Już wiadomo, że w 2020 r. Stany Zjednoczone przeprowadzą niespotykane do tej pory podwójne ćwiczenia Defender – jednocześnie na Pacyfiku i w Europie. Część europejska ma być zgrana z ćwiczeniami na wschodniej flance, w tym z polską Anakondą. Na razie nieoficjalnie mówi się o tym, że Defender będzie nieco przypominał zimnowojenny Reforger, czyli przerzut dużej liczby wojska do Europy w trybie alarmowym. Liczby zapewne będą mniejsze, ale szybkość może być większa, a sposób przeprowadzenia tego wzmocnienia zdolności – zaskakujący.

Niewykluczone, że część przebazowanych sił i sprzętu zostanie na dłużej, może na stałe. Dopiero od 2021 r. plany wzmacniania amerykańskiej obecności w Polsce mają szansę być zapisane w budżecie Pentagonu – w budżecie 2020 nie ma o tym wzmianki. Ale cokolwiek ma się zdarzyć, zdarzy się za kadencji Woltersa. Jeśli się rzeczywiście zdarzy, jego nazwisko przejdzie do historii.

Czytaj także: Jakie będą dwie nasze następne dekady w NATO?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Piotr Woźniak-Starak: na przekór

Mógł pójść na łatwiznę i odcinać kupony od dobrego pochodzenia. Ale wolał inaczej. W bohaterach filmów, które zdążył wyprodukować, bliscy widzą dziś jego samego.

Mariusz Sepioło
30.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną