Cały proceder przygranicznej turystyki medycznej wygląda niemal jak schemat piramidy finansowej. Firmy farmaceutyczne otwierają laboratoria blisko granicy, ale jeszcze na terenie USA. Mogą więc korzystać z dużo mniej restrykcyjnych przepisów dotyczących prowadzenia działalności badawczej i medycznej, a przede wszystkim regulujących relacje dawcy z odbiorcą.
Zgodnie z prawem USA pojedynczy dawca może oddać osocze aż 104 razy rocznie. To limit znacznie większy niż w większości krajów rozwiniętych, gdzie górny pułap określa się na maksymalnie kilka–kilkanaście razy. Dla porównania: polskie centra krwiodawstwa radzą oddawać osocze nie wcześniej niż cztery tygodnie po poprzedniej wizycie w laboratorium.
40 dol. za osocze przy granicy USA
Oddanie osocza odbywa się oczywiście za wynagrodzeniem. Reporterzy ProPublica ustalili, że średnie honorarium za pojedyncze oddanie osocza przez pochodzącego z Meksyku dawcę wynosiło 40–50 dol. Łatwo policzyć, że zjawiając się w laboratorium dwa razy w tygodniu, dało się zarobić nawet 400 dol. miesięcznie. Mowa o obszarach przygranicznych, ubogich – taki zarobek to więc często dwu– i trzykrotność średniej pensji.
Dawcy mogli też liczyć na bonusy – tak jak w piramidzie finansowej. Za polecenie firmy i przyprowadzenie znajomego, który stawał się dawcą, spółki płaciły dodatkowo. Im więcej rekomendacji, tym wyższa premia.