Świat

Jak się głosuje z koronawirusem (poza Polską)

Wybory parlamentarne w Chorwacji odbyły się 5 lipca. Wybory parlamentarne w Chorwacji odbyły się 5 lipca. Marko Djurica / Reuters / Forum
Nie tylko Polska przeprowadza wybory w trakcie pandemii. Głosują m.in. mieszkańcy Chorwacji, Mongolii i Dominikany – w maseczkach i rękawiczkach i z jasnym politycznym przekazem.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich nad Wisłą była zarazem pierwszym ogólnokrajowym głosowaniem w Unii Europejskiej od wybuchu pandemii Covid-19. Na kolejne nie trzeba było długo czekać. Już tydzień później, kiedy Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda przygotowywali się do dogrywki, nowy parlament wybierali Chorwaci. Wybory nie były wydarzeniem od dawna planowanym, a tylko przesuniętym w czasie z powodu zarazy. Premier Andrej Plenković rozpisał je w maju, przedwcześnie kończąc kadencję i szukając szansy na powiększenie stanu posiadania jego centroprawicowej partii Chorwackiej Unii Demokratycznej (HDZ).

Chorwaci poszli do urn. Ryzykownie?

Decyzja o przyspieszeniu wyborów była komentowana jako ryzykowna, a zagraniczna prasa nazywała ją „zagraniem hazardowym” – co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, Plenković i HDZ nie mieli wcale pewności, że uda im się zdobyć więcej mandatów niż poprzednio, a w sondażach zaczął zyskiwać główny rywal: Partia Socjaldemokratyczna. Co więcej, narastały obawy o frekwencję i bezpieczeństwo. Końcówka czerwca i początek lipca przyniosły bowiem w Chorwacji nową falę zachorowań na Covid-19. Liczba nowych przypadków zbliżała się do stu dziennie, osiągając poziomy jak w szczycie pandemii na przełomie marca i kwietnia.

Ostatecznie posunięcie opłaciło się na obu frontach, przynajmniej na razie. Politycznie Plenković zyskał, partia odnotowała najlepszy wynik od dekady – 37,26 proc. poparcia, co przełożyło się na 66 mandatów w 151-osobowym parlamencie, pięć więcej niż w poprzedniej kadencji. Większości to nie dało, ale umocniło HDZ jako najsilniejsze ugrupowanie w kraju. Znalezienie koalicjanta też nie powinno być większym problemem.

Zagadką pozostaje ewentualny wpływ wyborów na sytuację pandemiczną. Znaczącego wzrostu zachorowań jeszcze nie widać. Władzy udało się przeprowadzić głosowanie bezpiecznie. Pandemia może jednak wrócić z opóźnieniem.

Jeśli tak by się stało, Plenković znalazłby się w niewygodnym położeniu. Wybory rozpisał bowiem właśnie z powodu pandemii. Liczył, że sukcesy rządu w walce z koronawirusem odegrają rolę kampanijnego paliwa. Zaryzykował, bo wierzył, że skuteczne zarządzanie kryzysowe przekona wyborców do zwiększenia jego mandatu. Gdyby więc głosowanie doprowadziło do znacznego wzrostu zachorowań, zaufanie społeczeństwa do jego partii mogłoby się rozpłynąć.

Czytaj też: Wybory podczas pandemii. Jak bezpiecznie oddać głos?

Mongolia – obywatele docenili rządzących

Za umocnieniem rządzącej opcji politycznej głosowali też mieszkańcy Mongolii. Wybory 24 czerwca wygrała Partia Ludowa, zdobywając 62 z 76 mandatów. O wysokim poparciu w dużej mierze zadecydowała – podobnie jak w Chorwacji – sytuacja pandemiczna. Według oficjalnych statystyk od wybuchu zarazy w Mongolii stwierdzono 220 przypadków koronawirusa, a liczba ofiar śmiertelnych wynosi zero. Brzmi imponująco, zwłaszcza jak na kraj, który dzieli długą na 4630 km granicę z Chinami.

Władze w Ułan Bator szybko wprowadziły restrykcje, już w styczniu zamknęły granice z Państwem Środka. Podobnie było w czasie głosowania. Mimo relatywnie niskich statystyk wybory odbyły się z zachowaniem reżimu sanitarnego. Wyborcy musieli mieć na ustach maseczki, a przed wejściem do lokalu mierzono im temperaturę – osoby z podwyższonym odczytem odsyłano do domu. Obowiązkowe było też zachowanie dystansu co najmniej dwóch metrów.

Oczywiście można wątpić w prawdziwość statystyk i zakładać, że władzom brakuje po prostu zasobów, by dokładniej monitorować sytuację. Niemniej wybory potwierdzają pewną prawidłowość: jeśli w kraju panuje przekonanie, że rządzący dobrze poradzili sobie z zarazą, wyborcy chętnie wynagradzają ich przy urnach.

Czytaj też: Restrykcje i dystansowanie społeczne uratowały miliony ludzi?

Wirus pogrąży rządzących w Dominikanie?

Jeśli było odwrotnie, kara mogła być surowa. I tak najpewniej stało się w Dominikanie, pierwszym kraju w basenie Morza Karaibskiego, który zdecydował się przeprowadzić głosowanie w czasie pandemii. Dominikana jest najmocniej przez nią poszkodowana w regionie (38 tys. potwierdzonych przypadków). Na Covid-19 zmarło 821 osób. Początkowo wybory nowej głowy państwa zaplanowano na 17 maja, ale komisja wyborcza już w kwietniu zdecydowała o ich przełożeniu. W tej chwili, przy ponad 90 proc. policzonych głosów, wszystko wskazuje na to, że wybory zakończyły trwającą nieprzerwanie od 16 lat dominację centrolewicowej Partii Wyzwolenia Dominikany (PLD).

Startujący z ramienia opozycji Luís Abinader uzyskał 52 proc., ogłaszając się zwycięzcą już w poniedziałek. Oficjalnych wyników jeszcze nie ma, ale Gonzalo Castillo, kandydat partii rządzącej, uznał już swoją porażkę przy wyniku ledwo przekraczającym 37 proc. Pierwsze analizy jednoznacznie wskazują, że choć Dominikana zmaga się z szeregiem problemów – m.in. z kryzysem gospodarczym i przestępczością – to decydujące dla pierwszej porażki PLD od prawie dwóch dekad okazało się nieudolne zarządzanie kryzysowe w pandemii. Rząd krytykowano za brak odpowiednio szybkiej reakcji, nieumiejętność wprowadzenia lockdownu i braki w zaopatrzeniu medycznym. Jak widać, koronawirus potrafi obalić nawet najbardziej stabilne partyjne konstrukcje.

Czytaj też: Drugi lockdown. Koronawirus latem wciąż groźny

Walka z wirusem daje głosy

Covid-19 pozostaje tłem dla wyborów zaplanowanych na ten rok. W Singapurze kampania przybiera kuriozalną formę, bo kandydaci prowadzący ją w trakcie drugiej fali zachorowań na wiecach spotykają się z wyborcami bez typowych uścisków dłoni i jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Obawy o bezpieczeństwo mnożą się też w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, eksperci szacują, że do listopada sytuacja wcale może się nie poprawić.

Tam, gdzie wyborcy udali się już do urn, widać jasno, że skuteczna walka z chorobą, a przynajmniej wytworzenie takiego obrazu, działa na korzyść rządzących. Jeśli to się z kolei nie udało, elektorat wyraźnie staje po stronie opozycji.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną