Świat

Angela Merkel kontra wirusowe rozbicie landowe

Kanclerz Angela Merkel na spotkaniu z przedstawicielami landów Kanclerz Angela Merkel na spotkaniu z przedstawicielami landów Reuters / Forum
Niemcy wkraczają w drugą falę epidemii później niż ich sąsiedzi, ale Angela Merkel bije na alarm. Jednak przekonać premierów wszystkich 16 landów do wspólnej strategii nie jest łatwo.

Osiem godzin trwało wczorajsze spotkanie kanclerz Angeli Merkel z przywódcami wszystkich krajów związkowych, którzy mimo pandemii przyjechali osobiście do Berlina. Gdy kończyła się pierwsza fala, federalne Niemcy zdecydowały, że kluczowe decyzje będą odtąd podejmować premierzy poszczególnych landów. Jednak szybko okazało się, jak wiele chaosu powoduje ta strategia. Podczas gdy jedne regiony chętniej wprowadzają obostrzenia, inne wolą z nimi czekać, a jeszcze inne uważają część ograniczeń za bezsensowne. Dopiero niedawno udało się ustalić wspólne zasady noszenia maseczek w sklepach i transporcie zbiorowym, ale wysokość mandatów dla nieposłusznych pozostała różna – od 50 do ponad 200 euro.

Czytaj też: Co będzie dalej z pandemią? Słuchajmy modeli!

Merkel grozi kolejnym lockdownem

Także w wielu innych tematach nie ma ogólnonarodowej zgody, a chociaż Niemcy wciąż mogą pochwalić się jak na Europę niezłymi danymi epidemicznymi, liczba zakażeń w ostatnich dniach także tam zaczęła szybko rosnąć. Dzisiaj przybyło ponad 6 tys. chorych – takiego dobowego wyniku nie zanotowano nigdy, nawet na wiosnę, chociaż teraz wykonuje się więcej testów (ponad milion tygodniowo). Wciąż rezerwy systemu ochrony zdrowia są duże, wciąż liczba zgonów z powodu koronawirusa pozostaje na niskim poziomie (wczoraj zmarły 33 osoby), ale naukowcy ostrzegają, a kanclerz Merkel podziela ich zaniepokojenie. Wczoraj próbowała przekonać wszystkich premierów do wspólnej strategii i groziła, że jeśli się to nie uda, kraj czeka kolejny lockdown.

Merkel odniosła połowiczny sukces. W miastach i powiatach po przekroczeniu wskaźnika 35 zakażeń na 100 tys. mieszkańców w ciągu siedmiu dni ma zostać rozszerzony obowiązek noszenia maseczek na część przestrzeni publicznej, a liczba osób mogących spotykać się i razem świętować zostanie ograniczona. W takich strefach restauracje będą zamykane o godz. 23, co już obowiązuje na przykład w Berlinie i Frankfurcie. To ograniczenia istotne, ale dużo łagodniejsze niż np. we Francji i według Merkel – nie dość odważne. Pani kanclerz nie udało się także wypracować z premierami wspólnej strategii dotyczącej ograniczeń przy podróżowaniu po Niemczech.

Czytaj także: Drugi lockdown na Wyspach coraz bardziej realny?

Testy obowiązkowe w niektórych landach

W tej chwili część landów wymaga od osób przyjeżdżających z powiatów o dużej liczbie zakażeń negatywnego wyniku testu na obecność koronawirusa. Kto go nie ma, nie może zameldować się w hotelu, co zepsuło plany urlopowe wielu Niemców podczas trwających właśnie jesiennych ferii szkolnych. Jednak niektóre kraje związkowe takich obostrzeń nie wprowadziły. Zatem np. Berlińczyk przenocuje bez problemu w Północnej Nadrenii-Westfalii, ale do nadmorskiej Meklemburgii na nocleg może jechać dopiero po zrobieniu testu. Chyba że najpierw uda się na dwutygodniową kwarantannę. Oczywiście linia podziału nie jest przypadkowa – landy z większą liczbą zakażeń taką wewnątrzniemiecką szachownicę dla podróżujących ostro krytykują, a te mniej dotknięte przez pandemię obostrzeń bronią.

Czytaj też: W styczniu 2021 r. może być 2,5 miliona ofiar wirusa

Tymczasem na Niemcy uważnie patrzy reszta Europy, bo podczas pierwszej fali pandemii kraj był często stawiany za wzór reakcji na koronawirusa – nie wprowadził tak ostrych ograniczeń jak Włochy, Francja czy Hiszpania, a równocześnie miał dużo mniej ofiar śmiertelnych od tych krajów mimo większej liczby ludności. Teraz też przyrost zakażeń, chociaż wyraźny, jest tam znacznie wolniejszy, ale inaczej niż na wiosnę landy nie chcą już oddać pełni władzy Angeli Merkel i każdy premier uważa, że akurat on jest w stanie znaleźć złoty środek między chronieniem gospodarki a chronieniem zdrowia oraz życia najbardziej zagrożonych. Jedno jest pewne – jeśli kogoś w Europie stać na drugi lockdown, to jest to nasz zachodni sąsiad. Rząd już zapowiedział, że pomoc dla gospodarki zostanie przedłużona. Zgodnie z wcześniej przyjęta zasadą: wydamy tyle pieniędzy, ile będzie potrzeba.

Czytaj także: Czeski stan wyjątkowy: walka z wirusem i z czasem

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną