Świat

Morderstwo prezydenta Haiti. Kraj pogrąża się w chaosie

Prezydent Haiti Jovenel Moïse został zamordowany we własnym domu. Prezydent Haiti Jovenel Moïse został zamordowany we własnym domu. EAST NEWS
Według najnowszych doniesień Jovenel Moïse został zamordowany w nocy z wtorku na środę we własnej rezydencji; w ataku ucierpiała też jego żona. Wydarzenia te nakręciły na Haiti spiralę przemocy.

O szczegółach zamachu na razie wiadomo niewiele. Jako pierwsza informację o śmierci Moïse przekazała agencja Associated Press, powołując się na anonimowych urzędników prezydenckiej administracji. Doniesienia potwierdził premier Haiti Claude Joseph.

Niepopularny Jovenel Moïse

Moïse, który tracił poparcie, a w ostatnich tygodniach też realną kontrolę nad krajem, zdaniem opozycji już w lutym powinien był opuścić urząd. Mijało wtedy pięć lat od ostatnich wyborów, a więc, zgodnie z haitańską konstytucją, kadencja głowy państwa dobiegała końca. Moïse za realny początek swojej władzy uznawał jednak powtórkę głosowania z 2017 r., bo przy poprzednim widział nieprawidłowości.

Nie wiadomo jeszcze, kto stoi za zamachem – Joseph i inni politycy potępiający atak sugerują, że mógł być inspirowany z zagranicy. Przeprowadziła go zbrojna bojówka, być może kilkunastoosobowa, która wdarła się do rezydencji koło 1 w nocy 7 lipca. Moïse zginął na miejscu, a jego żona Martine odniosła poważne rany i jest w stanie ciężkim. Według premiera kontrolę nad krajem sprawują teraz siły zbrojne i policja.

Niewykluczone, że Moïse zginął z rąk krajowych przeciwników. Haiti jest od dekad pogrążone w chaosie, o stabilności nie ma mowy, a nieżyjący już prezydent doczekał się gigantycznej listy wrogów przy stosunkowo niewielkim gronie zwłaszcza zagranicznych popleczników.

Wojny gangów na Haiti

Eskalacja przemocy na tle politycznym wisiała w Port-au-Prince w powietrzu. Według ONZ tylko od początku czerwca tzw. wewnętrznie przesiedlonych, a więc mieszkańców, którzy musieli uciekać z domów z powodu zagrożenia przemocą, ale pozostali w granicach miasta, przybyło w stolicy aż 10 tys. Łącznie kwalifikuje się do tej grupy 14 tys. osób. Najczęściej opuszczają miejsca zamieszkania w obawie przed gangami, specjalizującymi się w handlu ludźmi, w tym dziećmi.

Przez ostatnie sześć tygodni w wyniku walk gangów z siłami porządkowymi, ale też między sobą, śmierć poniosło co najmniej 50 osób, a Lekarze Bez Granic sądzą, że realnie nawet kilkakrotnie więcej. Przedstawiciele organizacji alarmują, że eskalacja przemocy utrudnia przekazywanie zaopatrzenia medycznego i prowadzenie działalności pomocowej. Paczki z darami są dla gangów często atrakcyjnym i dość łatwym łupem, a służby mundurowe nie mają zasobów, by chronić konwoje.

Czytaj też: Pandemia? Gangi wzięły sprawy w swoje ręce

Moïse mógł się spodziewać zamachu również dlatego, że taką groźbę sformułował w ubiegłym tygodniu Jimmy Cherizier, nieformalny lider haitańskiego świata przestępczego. Były oficer policji, który na drugą stronę przeszedł kilka lat temu, przewodniczy tzw. grupie G9, zrzeszającej dziewięć największych gangów kraju. Cherizier jest znany w regionie, ma wpływy w USA, gdzie w niemałej diasporze kontroluje handel narkotykami. Między innymi z tego względu (oraz koordynowania przez niego masakry z La Saline w 2018 r., kiedy po walkach gangów w dzielnicy Port-au-Prince zginęło ponad 70 osób) Biały Dom objął go sankcjami i zakazem wjazdu.

Jimmy Cherizier tydzień temu opublikował oświadczenie, wypowiadając wojnę politycznym i biznesowym elitom. Moïse, który uchodził za prezydenta bogatych i przyczynił się do oligarchizacji Haiti, mógł być jego celem, chociaż Cherizier powtarzał, że polityków nienawidzi jednakowo – jak scena długa i szeroka.

Czytaj też: Słodka czekolada na gorzką rzeczywistość w Haiti

Haiti, kraj prawie upadły

Zamordowany prezydent podpadł też rywalom, bo przed planowanymi na ten rok wyborami próbował jeszcze zmienić konstytucję. Jego mandat już był daleki od demokratycznego – w 2019 r. nie przeprowadził głosowania do parlamentu, więc od ponad dwóch lat rządzi niemal jak dyktator, posługując się dekretami. Dwa z nich szczególnie zaniepokoiły społeczność międzynarodową, bo ograniczały prawo sądów do analizowania jego decyzji. Stworzył też agencję wywiadowczą, której szefowie odpowiadali tylko przed nim.

Reformy konstytucyjne miały jeszcze bardziej skonsolidować władzę w rękach prezydenta – głos w tej sprawie zabrał zarówno Waszyngton, jak i Bruksela. Joe Biden przestrzegał przed odchodzeniem od demokracji i nawoływał do jak najszybszego rozpisania nowych wyborów. Z kolei Unia Europejska już w czerwcu zapowiedziała, że nie przyśle swoich obserwatorów, skoro miejscowa komisja wyborcza nie zapewnia transparencji ani uczciwości.

Do tego dochodzi kryzys gospodarczy i humanitarny, z którym Haiti boryka się od katastrofalnego trzęsienia ziemi z 2010 r. Sytuację pogorszył w 2016 r. huragan Matthew. Infrastruktura drogowa, energetyczna i sanitarna wyspy nie została w całości odbudowana. Tysiące osób wpadło w biedę, a pandemia koronawirusa tylko pogłębiła nierówności materialne i związane z dostępem do usług publicznych. Swoje zrobiła też klasa polityczna, w której najwięcej jest nominatów zamordowanego prezydenta. Problemem jest zwłaszcza korupcja, której szczytem był skandal Petrocaribe z 2019 r. Haiti, na mocy umowy zawartej jeszcze z Hugo Chavezem, dostawało od Wenezueli ropę naftową w nierynkowych, zaniżonych cenach, płacąc tylko 60 proc. – resztę rozłożono na 25 lat, praktycznie bez oprocentowania. Zaoszczędzone środki miały pójść na politykę socjalną, ale z budżetu zniknęły 4 mld dol. Upublicznienie korupcji wywołało ogromną, trwającą kilka tygodni falę protestów. Doszło też do buntu w jednym z więzień i ucieczki 78 osadzonych.

Jovenel Moïse nie był prezydentem ani dobrym, ani specjalnie przywiązanym do idei demokracji. Miał jednak silne poparcie elit, kontrolował też państwowe instytucje. Dlatego to morderstwo wywoła zapewne kolejną falę przemocy, a Haiti może się przerodzić nawet w państwo upadłe. Choć cierpi od lat, możliwe, że najgorsze dopiero przed nim.

Czytaj też: Jak zaszczepić najbiedniejsze rejony świata?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Los bezpłodnych katolików: niech Bóg decyduje

Wierzą w Boga, dlatego nie decydują się na potępiane przez Kościół in vitro i inseminację. Niepłodni po katolicku.

Elżbieta Turlej
24.01.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną