„Już dwa lata temu rozpocząłem w partii projekt »szykujemy się do rządu«” – deklaruje naczelny Pirat śródlądowych Czech. Od miesięcy próbuje podważyć swój wizerunek młodzieńczego rebelianta, luzaka i jajcarza. Stąd marsowe miny, poważne deklaracje i sążniste analizy, które wygłasza w mediach. Ma to mu dodać prestiżu, powagi i głosów w czeskich wyborach parlamentarnych, które odbędą się już 8 i 9 października.
41-letni Ivan Bartosz ewidentnie chce zostać mężem stanu. I ma na to szanse, bo jest dziś głównym konkurentem politycznym potężnego premiera Andreja Babisza. Nie bez powodu tygodniki opinii przynajmniej od wiosny zastanawiają się, jak będą wyglądały Czechy pod rządami premiera Bartosza. A eksperci z zapartym tchem śledzą sondaże, w których jego Partia Piratów raz prowadzi, raz zajmuje drugie miejsce – zaraz za ugrupowaniem ANO Babisza.
Krajowy klimat
Bartosz polityczną gwiazdą został poniekąd przez Babisza. Czeski premier, a jednocześnie jeden z najbogatszych ludzi w kraju, kieruje państwem w atmosferze podejrzeń o korupcję na wielką skalę. Najbardziej znana była sprawa jego centrum konferencyjnego „Bocianie gniazdo” – śledczy dowiedli, że firma Babisza wyłudziła na remont tego ośrodka dotacje z Unii Europejskiej. Sprawa wlokła się kilka lat, ale w końcu prokuratura ją umorzyła, choć żadnych wątpliwości nie rozwiała.
Klimat, jaki panuje w kraju, najlepiej ilustruje przypadek jednego z kluczowych świadków w sprawie: dorosły syn Babisza z pierwszego małżeństwa powtarza, że na polecenie ojca kilka lat temu został uprowadzony i wywieziony na okupowany przez Rosjan Krym. Tej sprawy również do końca nie wyjaśniono.
Babisz swoich wyborców przekonuje, że kieruje państwem tak jak swoją firmą.