Wybory we Francji: zdecydują niezdecydowani i pogoda
W niedzielę 22 kwietnia Francuzi pójdą do urn wyborczych. Nie ma szans, by w pierwszej turze wyborów prezydenckich wyłoniony został nowy prezydent republiki. Będzie konieczna druga.

W pierwszej turze Francuzi lubią głosować z fantazją. Dlatego przykładowo każdy z 4 kandydatów komunistycznych liczy na 2-5 proc. głosów. Podobnie zresztą jak kilku innych - walczących o prawo do tradycyjnych polowań, o zwiększenie liczby imigrantów (według kandydata José Bové jest ich tu ciągle za mało) czy domagających się zakazu obecności organizmów transgenicznych na terenie Francji. Ponieważ tacy kandydaci odbiorą sporo głosów głównym rywalom, przetasowania sceny politycznej mogą być zaskakujące.

Dobiegająca końca kampania wyborcza była wyjątkowo długa i jałowa. Ton narzucił Jean-Marie Le Pen, wódz nacjonalistycznego Frontu Narodowego. Eksploatowane przez niego tematy zostały podjęte przez pozostałych 11 kandydatów. Dyskusja dotyczyła problemów imigracji, specyfiki narodowej Francuzów, patriotyzmu, roli tradycyjnych wartości, zagrożeń ze strony obcych. Przykładowo polityka zagraniczna i wewnątrzunijna Francji wylądowała nie tyle na marginesie wyborczym, co wręcz na marginesie marginesu.

Le Pen jest z siebie dumny, gdyż okazuje się, że miał rację podrzucając Francuzom te właśnie tematy do dyskusji. Pomimo takiego wkładu w kampanię nie ma on jednak szans, by zastąpić w Pałacu Elizejskim swego największego wroga Jacquesa Chiraca. Jeśli jakimś cudem przejdzie do drugiej tury, Francuzi staną murem za każdym innym kandydatem, tak jak stanęli 5 lat temu za Chiraciem. Poza gronem własnych zwolenników Le Pen budzi po prostu grozę.

Ponieważ przed wyborami zanotowano rekordową liczbę zapisów nowych elektorów (taka jest procedura) wśród młodych wyborców, to można spodziewać się większej niż zwykle frekwencji wyborczej. Chyba że zapowiada na niedzielę piękna pogoda wygna ich na majówkę. W takim wypadku wzrosną szanse Le Pena na dobry wynik. Jego żelazny elektorat (14-16 proc. Francuzów) pójdzie do urn, by wesprzeć wodza w deszczu czy słocie. Wyniki są niepewne również dlatego, iż na dwa dni przed wyborami wyjątkowo wielu Francuzów ciągle waha się, na kogo oddać głos.

Faworytem pierwszej tury jest konserwatysta Nicolas Sarkozy. Jego potencjalną przeciwniczką w drugiej turze powinna być według sondaży socjalistka Ségolène Royal. Jednak z powodu wspomnianej wyżej francuskiej specyfiki w pierwszej turze może wydarzyć kilka cudów nad urną. Do drugiej tury może przejść zarówno centrysta François Bayrou, jak i sam Le Pen (oczywiście nie obaj jednocześnie, ale każdy z nich wraz z Sarkozym). Wszystkie sondaże wskazują, że Bayrou pokonałby wówczas konserwatystę. Skupiłby bowiem znaczną część lewicy, nie odstraszając umiarkowanej prawicy. Pojedynek Sarkozy-Royal będzie trudniejszy do wygrania przez socjalistkę. Ale i to jest możliwe pod warunkiem, że umiejętnie przejmie ona głosy wyborców Bayrou. Jeśli Le Pen nie znajdzie się w drugiej turre, to chyba cały jego elektorat bez wahania zagłosuje na najbliższego mu ideowo Sarkozy’ego. W zależności od liczby zdobytych w pierwszej turze głosów, tak przez Bayrou, jak i przez Le Pena, jeden z nich może w drugiej turze decydować o wyborze Royal lub Sarkozy'ego.

Takie scenariusze wynikają z sondaży. W rzeczywistości zaś zadecydują niezdecydowani wyborcy, których opinii nie udało się poznać statystykom, a także pogoda. Niedzielne głosowanie może więc przekształcić się w serię bardzo ciekawych pojedynków wyborczych.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną