„Polityka” prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Sens Izraela

Izrael sparaliżowany po reformie sądowej. Oto człowiek, który był mózgiem tej operacji

Jedynym, co chroni obywateli przed samowolą rządu, jest sąd najwyższy. To dlatego plany „reformy” wywołały największe protesty w historii Izraela. Jedynym, co chroni obywateli przed samowolą rządu, jest sąd najwyższy. To dlatego plany „reformy” wywołały największe protesty w historii Izraela. Atef Safadi/EPA / PAP
Mosze Koppel, matematyk z Nowego Jorku, 11 lat temu postanowił, że naprawi system polityczny Izraela. To on zainspirował reformę sądów, która dziś dzieli i paraliżuje kraj.
Mosze KoppelFacebook Mosze Koppel

„Stałem się postacią powszechnie znienawidzoną, co jest o tyle zaskakujące, że zawsze unikałem rozgłosu – lubi żartować prof. Mosze Koppel. – Pocieszam się tylko tym, że mam rację. Nasi sędziowie, zamiast orzekać, co jest zgodne z prawem, uzurpują sobie prawo do decydowania, co jest sensowne, a co bezsensowne… To absurd!”.

Zaczynał od matematyki. Obronił doktorat na prestiżowym Courant Institute w Nowym Jorku, a potem prowadził badania w Instytucie Studiów Zaawansowanych w Princeton, gdzie pracowali m.in. Albert Einstein i Robert Oppenheimer. W latach 80. osiedlił się w Izraelu i wykładał informatykę na uniwersytecie Bar-Ilana. W ostatniej dekadzie swoje rozliczne talenty wykorzystuje przede wszystkim w polityce. I również na tym polu osiąga niepodważalne sukcesy. Bodaj największy w zeszłym tygodniu, kiedy w Knesecie przegłosowano ustawę osłabiającą sąd najwyższy.

Kohelet Forum, konserwatywny think tank stworzony przez Koppela, zabiegał o to od lat. A przecież to nie koniec! Głosowanie z 24 lipca to tylko pierwszy akt „reformy sądownictwa”, którą forsuje – na przekór setkom tysięcy demonstrantów na ulicach – obecny rząd Izraela stworzony przez ortodoksów, skrajnie prawicowych osadników i religijnych syjonistów.

Wróg prawicy

Izraelska prawica od zawsze narzeka na sąd najwyższy. Partie religijne boksują się z nim o specjalny status ultraortodoksów. Mężczyźni z odłamu haredi nie pracują i nie służą w wojsku, tylko modlą się, studiują święte księgi i płodzą dużo dzieci. Wywołuje to irytację pozostałych Izraelczyków, którzy muszą służyć w armii, a z ich podatków idą pieniądze na dotacje dla haredich. Sąd najwyższy dwukrotnie obalił ustawy, które gwarantowały haredim utrzymanie statusu „darmozjadów” po wsze czasy (obecnie nadal nie służą w wojsku, ale na mocy „tymczasowej” decyzji ministra obrony przedłużanej co roku).

Polityka 32.2023 (3425) z dnia 01.08.2023; Świat; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Sens Izraela"
Reklama