Świat

Zeszli na psy

Egipt schodzi na psy. Na ulicach jest już 15 milionów bezpańskich czworonogów

Bezdomny pies w Marsa Alam. Bezdomny pies w Marsa Alam. Agnieszka Sowa / Polityka
Masowo trute, odstrzeliwane, a nawet eksportowane na mięso do Azji. Tak wygląda sytuacja bezdomnych zwierząt w Egipcie.
Co miesiąc w Marsa Alam Blue Moon organizuje akcję wyłapywania bezdomnych psów, by je zaszczepić i zachipować.Agnieszka Sowa/Polityka Co miesiąc w Marsa Alam Blue Moon organizuje akcję wyłapywania bezdomnych psów, by je zaszczepić i zachipować.

Szczeniaki urodziły się krótko po tym, jak Maja przyleciała do Marsa Alam. Początkowo nie wiedziała, ile ich jest, dopiero gdy matka wyprowadziła je z jamy, okazało się, że sześć. Identyczne, niemal jak klony, zupełnie jakby to był miot jakichś rasowców, a nie kundli. Maja, biolożka morska, domyślała się dlaczego: rodzice byli ze sobą blisko spokrewnieni. Matka była już bardzo wychudzona, więc Maja dokarmiała i ją, i szczeniaki. Wkrótce żebra pokryły się im warstewką tłuszczu, o wychudzeniu nie było już mowy, ale mimo to po trzech miesiącach nie było już żadnego z małych. Znikały pojedynczo lub parami. I nagle, po kilkunastu godzinach, martwy szczeniak, bez żadnych widocznych obrażeń, leżał na wprost wejścia do domu. Maja nie mogła zrozumieć, co się dzieje. Okazało się, że zaszywały się w jamach albo w śmietniku czy w dziurze pod fundamentami niewykończonego domu. Znajdowały je, już martwe, miejscowe dzieci i przynosiły Mai, być może dlatego, że uważały, że to jej szczeniaki.

Gdy matka szczeniąt została nagle bezdzietna, zaopiekowała się siódemką młodszych maluchów, które urodziły się pięć tygodni wcześniej. Wyglądały identycznie jak te jej, które zniknęły, tylko były jeszcze o połowę mniejsze. Już drugiego dnia przyniosła im martwą kozę.

Matka młodszego miotu zniknęła razem z ostatnim starszym szczeniakiem, ale dzieci najwyraźniej nie odnalazły jej ciała. Albo może uznały, że to nieistotne i przynosiły tylko szczeniaki, którymi dziewczyna się zajmowała. Inne dorosłe psy też znikały (a było ich w najbliższym sąsiedztwie około 20 i po kilku tygodniach w Marsa Alam, pustynnym kurorcie nad Morzem Czerwonym, Maja już je rozróżniała, choć też były do siebie bardzo podobne), ale żadnego nigdy nie widziała martwego. Do czasu historii ze szczeniakami miała nadzieję, że po prostu zmieniają rewir, co jednak było trochę dziwne, bo stada kilkunastu psów najczęściej żyły na terenie jednego kwartału z dostępem do jednego śmietnika.

Polityka 37.2023 (3430) z dnia 05.09.2023; Świat; s. 51
Oryginalny tytuł tekstu: "Zeszli na psy"
Reklama