Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Gigantyczne kolejki, fake newsy i niepewność. Głosowanie za granicą zdominował chaos

Głosowanie Polonii w Neapolu, 15 października 2023 r. Głosowanie Polonii w Neapolu, 15 października 2023 r. Tomasz Czarnek / Forum
Polonia jednoznacznie poparła w tych wyborach partie opozycyjne, w niektórych komisjach PiS zajął dopiero piąte miejsce, przegrywając nawet z Konfederacją. Ale z niedzielnego głosowania zapamiętamy przede wszystkim nerwy i organizacyjny bałagan.

Mediolan – dwie godziny. Nikozja – cztery, tak samo w Atenach. Bristol – mniej więcej trzy, Londyn nawet cztery. Göteborg – dwie, może trzy, z komentarzem, że całe szczęście, że nie pada. Dublin – piękne słońce, ale też liczba minut trzycyfrowa. Walencja – trzy godziny, Madryt – cztery. Barcelona podobnie, nawet jeśli ktoś przyszedł jeszcze przed otwarciem lokali wyborczych, koło 6 nad ranem.

A potem te liczby rosły. W Oslo – 9 godzin. W Edynburgu i Oksfordzie – ponad 30, podobnie w Londynie, Düsseldorfie. W Sheffield członkowie komisji wyszli z lokalu po upływie 24 godzin od zakończenia głosowania, choć PKW nie przysłało im wtedy jeszcze potwierdzenia zaakceptowania protokołu z wyborów. Zdarzały się omdlenia, telefony do znajomych z prośbą o dostarczenie jedzenia, apele do polityków w Warszawie za pomocą mediów społecznościowych. Głosowanie zagranicą było, zgodnie z przewidywaniami, rekordowe. Zapisało się do niego ponad 608 tys. obywateli, najwięcej w historii demokratycznych wyborów w Polsce. Polonijni działacze intuicyjnie przeczuwali, że z płynnym przeprowadzeniem całego procesu mogą być problemy, bo od miesięcy dostawali sygnały o sporej mobilizacji i potencjalnie wysokiej frekwencji, jednak MSZ, formalnie odpowiedzialny za organizację wyborów zagranicą, pozostawał głuchy na apele o wsparcie instytucjonalne. Swoje dołożyła jeszcze PKW, wsparta później przez Sąd Najwyższy – obie instytucje nakazały przeliczenie i przesłanie wyników głosowania do parlamentu razem z rezultatami referendum, wszystko w ciągu 24-godzinnego okienka. W przeciwnym razie głosy z danej komisji przepadłyby całkowicie.

Im bliżej wyborów, tym problemy wydawały się coraz bardziej nieuchronne. Przyznał to zresztą były już rzecznik MSZ Łukasz Jasina, który publicznie stwierdził, że z niektórych komisji wyniki na pewno nie zdążą spłynąć na czas – za co stracił stanowisko w piątek przed weekendem wyborczym. Ostatecznie jego przewidywania się nie spełniły, co jednak nie znaczy, że było łatwo i spokojnie – wręcz przeciwnie.

Czytaj także: Polonia drży o swoje głosy. Zainteresowanie wyborami za granicą jest ogromne

Polonia za opozycją

W większości zagranicznych komisji nie było niespodzianek. Utrzymał się trend demograficzny widoczny mniej więcej od połowy rządów Zjednoczonej Prawicy: z kilkoma wyjątkami Polonia praktycznie na całym świecie popiera partie liberalne, lewicowe, prodemokratyczne. Trzy lata temu w drugiej turze wyborów prezydenckich populiści zaliczyli autentyczny nokaut, Rafał Trzaskowski zgarnął trzy czwarte głosów. Wcześniej, w pierwszej turze, w niektórych krajach Andrzej Duda przegrywał też z Szymonem Hołownią. Tym razem było podobnie, w niejednej komisji PiS spadał z podium, zdarzało się nawet, jak w komisji w Santa Cruz de Tenerife na Wyspach Kanaryjskich, że partia rządząca zajmowała piąte miejsce, przegrywając nawet z Konfederacją.

Bastionem prawicy, mimo wszystko dość niespodziewanie, okazały się Stany Zjednoczone. W pojedynczych komisjach – chociażby w konsulacie w Chicago – wygrywała Koalicja Obywatelska, a Lewica zajęła drugie miejsce, ale w skali całego kraju zwycięstwo przypadło PiS. Przy 43 tys. oddanych głosów nieco ponad 40 proc. oddano na partię Jarosława Kaczyńskiego. 35 proc. przypadło Koalicji Obywatelskiej, 8,3 proc. – Trzeciej Drodze. Zaledwie 6,6 proc. głosów w całych Stanach zebrała Nowa Lewica. Jeszcze wyraźniejsze było zwycięstwo obozu rządzącego w Kanadzie, gdzie PiS zgarnął prawie połowę poparcia (47 proc.), a Trzecia Droga spadła nawet pod próg. To jednak triumf całkowicie pyrrusowy, bo w liczbach bezwzględnych Kanada jest krajem mało znaczącym w kontekście całych wyborów – oddano tu zaledwie 11 008 głosów. Łącznie spośród 92 krajów na całym świecie, w których przeprowadzono w niedzielę głosowanie, PiS triumfował tylko w czterech: USA, Kanadzie, Kosowie i na Białorusi. W Etiopii był remis pomiędzy partią rządzącą a KO, a wyniki głosowania w Iraku i Libanie zostały utajnione przez MSZ i PKW.

Zwycięstwo opozycji zagranicą było miażdżące, zwłaszcza w dużych krajach europejskich, gdzie wszędzie triumfowała Koalicja Obywatelska, przeważnie zdobywając pomiędzy 40 a 50 proc. ważnych głosów. W samej tylko Wielkiej Brytanii na KO głosowało 46,6 proc. wyborców, co przełożyło się na aż 67 tys. głosów. Druga na Wyspach była Lewica (13,9 proc., 20 tys. głosów), potem PiS, Trzecia Droga i Konfederacja, która tu akurat przebiła próg 10 proc. (10,46 proc.), co jest wynikiem znacznie lepszym niż ten osiągnięty w skali całej Polski. Wyniki z brytyjskich komisji oznaczają więc, że trzy partie opozycyjne łącznie zyskały stamtąd 105 tys. głosów, ponad pięć razy więcej niż PiS.

Sporo głosów do stosu opozycyjnego dosypano również z Niemiec (ponad 73 tys.), gdzie KO wygrało, zdobywając prawie połowę (49 proc.) poparcia. Holandia to kolejne 26 tys. głosów na konto przyszłej koalicji rządzącej, choć tu mała sensacja: Konfederacja aż na trzecim miejscu, 13,25 proc. głosów, PiS zaledwie 8 proc. i piąte miejsce. Również we Francji zwyciężyła formacja Donalda Tuska, zdobywając ponad dwa razy więcej głosów niż PiS. Tak samo było we Włoszech, z kolei w Irlandii i Hiszpanii Lewica wyprzedziła partię rządzącą, stając na drugim stopniu podium. Oprócz ogólnych danych warto też przytoczyć zjawiska anegdotyczne, które może niewiele mówią o całych wyborach, ale wskazują pewne trendy wśród Polonii. Ciekawy był chociażby wynik w komisji obwodowej w Bogocie w Kolumbii, gdzie 31 z 89 głosów i pierwsze miejsce zdobyła Lewica, oraz Mexico City, gdzie wygrała Koalicja Obywatelska, a PiS zdobył raptem 19 z 252 głosów.

Czytaj też: Historyczne zwycięstwo opozycji. I trzy wyzwania dla nowego rządu

Wybory zagranicą: chaos, nerwy, fake newsy

Te bardzo dobre dla opozycji wyniki zostały uzyskane mimo chaosu w czasie głosowania i po nim. Jeszcze w trakcie wyborów w internecie panowała gigantyczna niepewność: czy starczy kart do głosowania, czy wszyscy znajdą się w odpowiednich rejestrach, czy zdążą oddać głos przed zamknięciem lokali. Mnożyły się też fake newsy: jeden z nich sugerował, że w przypadku oddania głosu na dwóch kandydatów na liście PiS będzie on liczony podwójnie, inny, że partia rządząca w ostatniej chwili wysyła „spadochroniarzy” z MSZ i PKW do komisji, w których spodziewa się najwyższego poparcia dla KO.

Szczyt nerwowości osiągnięto jednak już po zakończeniu głosowania, bo w bardzo wielu miejscach nie udawało się uzyskać finalnej akceptacji protokołów z wyborów ze strony PKW. Czasami sceny w komisjach były naprawdę dramatyczne – do 3 nad ranem liczono karty senackie i referendalne, potem rozpoczynano sprint z wynikami sejmowymi, tylko po to, żeby jak najszybciej zakończyć liczenie i wrócić do domu. To jednak często było niemożliwe, bo PKW odsyłało protokoły jako niekompletne. Skan był niewyraźny, nie dało się odczytać liczb, wieszały się serwery. Wszystko to powodowało ogromny chaos informacyjny, bo przedstawiciele komisji w Warszawie co kilka godzin, przy okazji ogłaszania aktualizacji wyników, zapewniali, że zwłaszcza system informatyczny działa bez zarzutu. Co gorsza, sami członkowie komisji często nie byli pewni, co muszą zrobić, żeby głosy z ich obwodów były ważne. Czy odesłanie protokołu bez akceptacji PKW oznacza, że głosy przepadły? Czy jeśli potwierdzenie nie przyjdzie przed upływem 24 godz. od zakończenia głosowania, to głosy nie będą liczone? Dlaczego platforma internetowa PKW pokazuje tak małą liczbę przeliczonych głosów? Panika wieczorem osiągnęła szczyt zwłaszcza w Wielkiej Brytanii: na 45 min przed teoretycznym upływem czasu na zgłoszenie wyników strona PKW wskazywała, że przyjęto wyniki z zaledwie 14 na 77 komisji z Wysp.

Czytaj też: Wielki sukces paktu senackiego. Opozycja z 66 mandatami

Polonii nie można lekceważyć

Ostatecznie tuż po godz. 21:00 przewodniczący PKW Sylwester Marciniak poinformował, że protokoły ze wszystkich zagranicznych komisji spłynęły i będą wliczone do ogólnego wyniku wyborów. Polonii to jednak nie uspokoiło, w wielu komisjach pracownicy nadal siedzieli przy komputerach, często 40. godzinę z rzędu, czekając na zielone światło.

W pewnym sensie głosowanie zagranicą było więc powtórką z 2020 r., choć warunki były skrajnie inne. Wtedy chaos był wywołany pandemią, reżimem sanitarnym, brakiem możliwości osobistego głosowania. Teraz organizatorzy wyborów, na czele z MSZ, na swoje usprawiedliwienie nie mają w zasadzie nic: o większej mobilizacji, potrzebie przeszkolenia członków komisji, przydzieleniu większych zasobów było wiadomo od dawna. Trudno w tej chwili wyrokować, na ile ta organizacyjna porażka była działaniem celowym, a na ile po prostu rezultatem zaniechań, niekompetencji i urzędniczych pomyłek. Warto też pamiętać, że odpowiedzialny przez większość kampanii za przygotowanie wyborów zagranicą wiceminister Piotr Wawrzyk w połowie września stracił stanowisko z powodu zamieszania w aferę wizową. Z tego głosowania płyną więc lekcje – przede wszystkim o tym, żeby Polonii już nie lekceważyć. Po raz kolejny pokazała przecież, że jest realną siłą polityczną.

Tomasz Sawczuk: Historyczne zwycięstwo opozycji. I trzy wyzwania dla nowego rządu

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Fotoreportaże

Richard Serra: mistrz wielkiego formatu. Przegląd kultowych rzeźb

Richard Serra zmarł 26 marca. Świat stracił jednego z najważniejszych twórców rzeźby. Imponujące realizacje w przestrzeni publicznej jednak pozostaną.

Aleksander Świeszewski
13.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną