Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

718. dzień wojny. Czy Europa jest mentalnie gotowa na wojnę z Rosją?

Narada nowego kierownictwa ukraińskiej armii z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. W centrum stoi płk Vadym Sucharewskij. Narada nowego kierownictwa ukraińskiej armii z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. W centrum stoi płk Vadym Sucharewskij. Ukrainian Presidential Press Service / Forum
W Europie politycy już wiedzą, że Władimir Putin stanowi śmiertelne zagrożenie, ale ludzie temu nie dowierzają. Pytają: „czemu miałby nas zaatakować”? Ten brak świadomości zagrożenia może być dla Europy najbardziej zabójczy i na to właśnie liczy Rosja.

Ukraina pozostaje w fatalnej sytuacji ze względu na braki amunicji. Teraz nie wystarcza już nie tylko amunicji artyleryjskiej i czołgowej, ale także rakiet przeciwlotniczych. Rosjanie systematycznie wysyłają do Ukrainy fale pocisków manewrujących, które czynią poważne szkody i zabijają cywili, a pomału nie ma już czym ich zestrzeliwać.

Czytaj też: Ameryka, pusta zbrojownia Ukrainy. Europie trudno będzie wypełnić tę lukę

Rosjanie nie będą negocjować

Z powodu tego nieustannego zagrożenia, zniszczeń i śmierci cywili ludzie w Ukrainie już nie są tak entuzjastycznie nastawieni do walki o zwycięstwo, jak byli jeszcze rok wcześniej. Widać coraz więcej apatii i pesymizmu. Zadziwiające jest natomiast to, że po rosyjskiej stronie żadnego osłabienia poparcia dla wojny nie ma. Ewidentnie Rosjan nikt nie docenił – spodziewano się buntu, rozruchów, masowych dezercji, a rosyjskie wojska wykazują niezłomność i zaciekłość, o jaką jeszcze rok temu nikt ich nie podejrzewał.

Trudno się Ukraińcom dziwić, mają prawo być zmęczeni, zestresowani, niepewni swojego losu. Nie ma chyba rodziny, która nie straciłaby bliskich na tej wojnie. Poziom życia spada, ale najgorsze jest to, że w każdej chwili można je po prostu stracić. Jednocześnie Ukraińcy wiedzą, że z tej sytuacji nie ma wyjścia dyplomatycznego, bo Rosja czuje, że wygrywa, i nie ma zamiaru niczego negocjować. Po co? Co może Ukraina i Zachód jej zaoferować? Że uznają aneksję dotychczas zajętych ziem w Ukrainie? Po co Putinowi takie uznanie? Chciał, to wziął, nikogo o zdanie pytać nie musiał.

Zniesienie sankcji? Świetnie, wykorzystajmy to na szybkie dozbrojenie się i ruszmy dalej, zresztą – jak się okazuje – z sankcjami można żyć. Iran i Korea Północna jakoś funkcjonują, a sankcje są najbardziej dotkliwe dla ludzi, a nie dla kierownictwa państwa. Z ludźmi zaś w tych państwach nikt się specjalnie nie liczy. Nawet jak po zniesieniu sankcji na trzy lata zapanuje pokój, to dość szybko zleci czas do kolejnej rosyjskiej agresji – jak tylko rosyjskie siły zbrojne przygotują się solidnie na kolejną wojnę. Miejmy nadzieję, że zachodni politycy zdają sobie z tego sprawę.

Czytaj też: Front w Ukrainie potrzebuje ludzi, a chętnych brak. W okopach siedzą piekielnie zmęczeni 50-latkowie

Awansują czołgiści

W ukraińskiej armii ciąg dalszy zmian. Na stanowisko dowódcy wojsk lądowych zwolnione przez nowego dowódcę całych Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego został wyznaczony gen. por. Ołeksandr Pawluk. To czołgista po Charkowskiej Wyższej Dowódczej Szkole Pancernej Gwardii (promocja 1991 r., ostatnia w ZSRR), ostatnio zajmujący wysokie stanowisko w dowództwie wojsk lądowych, a wcześniej stojący na czele Dowództwa Operacyjnego „Zachód”.

Z kolei dowódcą Zjednoczonych Sił Ukrainy (coś w rodzaju naszego dowództwa operacyjnego rodzajów sił zbrojnych) został gen. por. Serhij Najew, też absolwent ostatniej w ZSRR promocji w moskiewskiej Wyższej Szkole Dowódców Ogólnowojskowych, który do 1993 r. dowodził plutonem w Zachodniej Grupie Wojsk Armii Radzieckiej (a później rosyjskiej) w dawnym NRD. Dopiero w marcu 1993 r. wstąpił do Sił Zbrojnych Ukrainy, zwalniając się z Sił Zbrojnych Rosji.

Kolejny czołgista gen. mjr Anatolij Bagrilewicz został szefem sztabu generalnego Ukrainy na miejsce odwołanego wraz z gen. Załużnym jego najbliższego współpracownika gen. por. Serhija Szaptały. Gen. mjr Bagrilewicz jest absolwentem Taszkienckiej Wyższej Szkoły Dowódców Pancernych z 1990 r., czyli też jeszcze w ZSRR. Od października 2023 r. był dowódcą ukraińskich Wojsk Obrony Terytorialnej, a wcześniej przeszedł wszelkie szczeble dowódcze, zaczynając także od Armii Radzieckiej.

W Sztabie Generalnym nowym szefem zarządu operacyjnego został gen. bryg. Wołodymyr Horbatiuk. Zmian w samym sztabie było więcej, widać, że nowe kierownictwo dobiera sobie swoich współpracowników, których zna i na których polega.

Awdijiwka przecięta na pół

O frontach nie ma wiele do powiedzenia. Większych zmian nie ma – poza Awdijiwką, którą Rosjanie zdołali przeciąć na pół w jej północnej części. Zaopatrywanie ukraińskich wojsk walczących w mieście staje się coraz trudniejsze. W zasadzie decyzja o wycofaniu miasta powinna zapaść stosunkowo szybko. Będzie to również test dla nowego dowódcy gen. por. Ołeksandra Syrskiego – czy wycofa wojska z Awdijiwki na linię umocnień, jakie zbudowano po zachodniej stronie miasta, czy będzie uporczywie trwał w obronie na zasadzie „ani kroku w tył”?

Wiemy z doświadczenia wojen, że takie podejście rzadko kiedy popłaca. Choć w przypadku Rosjan odzyskiwanie tego, co już zajęli i się na tym umocnili, jest niezwykle trudne. Czy Ukraińcy zdołają odzyskać utracone ziemie? Tego wszyscy chcemy, bo to by zdecydowanie utarło Rosji nosa, zmuszając do zastanowienia się, czy drogą agresji zbrojnej można cokolwiek uzyskać.

Czytaj też: Czy Ukraina już przegrywa, a Rosja szykuje się na kolejne wojny?

Czy Europa jest mentalnie gotowa na wojnę?

Zdecydowana większość Europejczyków oczywiście nie jest gotowa na wojnę. Europa wierzy w kilka mitów.

Mit: Ukraina odpowiada za napaść Rosjan. Taką narrację prowadzi Kreml. Ukraina w niczym Rosji nie zagrażała, a nawet gdyby została przyjęta do NATO, to jest to czysto obronny sojusz demokratycznych państw. Pomysł, że państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego miałyby się skrzyknąć i uchwalić podbój Rosji, jest oczywiście z kosmosu. Jak niby NATO zagraża Rosji? Kto przy zdrowych zmysłach na Zachodzie chciałby atakować Rosję? To absurd. Nie, moi drodzy, to nie Ukraina zaatakowała Rosję i to nie Ukraina odpowiada za tę napaść.

Mit: Rosja nie zaatakuje państw NATO. Jeśli tylko pojawią się sprzyjające warunki, a o ich wykreowanie Rosja się postara, zaatakuje i już. Dużą nadzieję Moskwa wiąże ze zwycięstwem Donalda Trumpa w USA, bo on może nie wysłać amerykańskich wojsk do Europy w razie rosyjskiej napaści. Mało tego, jest to wielce prawdopodobne, a zatem Europa zostanie zdana na siebie. Podobnie zresztą było zimą 2021/2022 r., kiedy to absolutnie nikt nie wierzył w to, że Rosja zaatakuje Ukrainę. Rosja ma pełną świadomość słabości militarnej europejskiej części NATO, a zatem się nie boi.

Mit: Rosja nie ma powodów do ataku na inne państwa. O rosyjskich motywach ich agresywnej polityki jeszcze napiszemy oddzielnie. Ale zadajmy sobie pytanie: z jakiego powodu Rosja zaatakowała Ukrainę? Bo NATO w Ukrainie zagrażało Rosji? A NATO na Litwie, Łotwie i w Estonii nie zagraża Rosji? A w Polsce? A w Niemczech?

Mit: NATO jest zdecydowanie silniejsze militarnie od Rosji. Jeśli uwzględnimy USA, to oczywiście tak. Ale Stany Zjednoczone nie mogą wysłać do Europy całych swoich sił, muszą sobie zostawić coś na Chiny, na wszelki wypadek. A może się zdarzyć tak, że w razie zwycięstwa Trumpa Amerykanie w ogóle nie wyślą tu wojsk.

W takiej sytuacji musimy głównie liczyć na nasze siły powietrzne, to niewątpliwie atut NATO, także jego europejskiej części. Ale czy starczy nam amunicji lotniczej, by samoloty mogły zniszczyć wojska rosyjskie w stopniu, który uniemożliwi prowadzenie wojny? A jeśli znów okaże się to, co widać w Ukrainie – Rosji można zabić 350 tys. żołnierzy, zniszczyć 2,5 tys. czołgów, 1,5 tys. dział i 5 tys. innych pojazdów pancernych, a rosyjskie wojska nadal będą atakować i wciąż będą dysponowały taką samą siłą? Co wtedy? Na lądzie niestety europejskie państwa NATO są nieco od Rosji słabsze. A na pewno nie mają takiego doświadczenia wojennego jak Rosjanie.

Mit: NATO zawsze zwycięży z Rosją. Oby oczywiście tak było i cała w tym nadzieja. Co oczywiście nie wyklucza rosyjskiego ataku, tak jak nie wykluczyło niemieckiego ataku na ZSRR w czerwcu 1941 r. ani japońskiego na USA w grudniu 1941 r. Po prostu dyktatorzy myślą inaczej.

Przyjmijmy jednak, że Rosjanie przyjmą strategię na wyniszczenie. Teoretycznie z uprzemysłowioną, bogatą Europą nie mają szans. Ale załóżmy taki scenariusz: Rosjanie zaatakowali i wdarli się na przykład do Polski, dalej lub bliżej, a może nawet (optymistycznie załóżmy) wcale, stoją 10 km za granicą. I przez kilka kolejnych lat ta linia frontu tam stoi, codziennie trwają „mięsne” szturmy i silny ostrzał polskich i sojuszniczych wojsk.

I teraz zagadka: po jakim czasie Włosi, Hiszpanie, Holendrzy, Belgowie i Francuzi powiedzą: dlaczego my tu mamy ginąć? Ile jeszcze dziesiątek tysięcy naszych żołnierzy ma zginąć za Polskę? Kiedy to się skończy? To nie nasza wojna. I się wycofają. A jak my zostaniemy sami, to Rosjan już nic nie powstrzyma. Rosjanie to wiedzą i są w stanie doprowadzić do takiej sytuacji.

Czytaj też: Jaka jest przyszłość polskiej armii? Propagandowy balon PiS został boleśnie przekłuty

Czołgi zamiast szpitala

I jeszcze jedno: to wszystko pod warunkiem, że uznamy NATO za jednolitą całość. A tak nie jest. Rosjanie też to wiedzą i dlatego opracowali już kilka strategii walki z państwami NATO, ale bez reakcji NATO. Wymagają one oddzielnego opisania. A ludzie na Zachodzie nie mają świadomości, że jak stracą państwa bałtyckie, Polskę, Słowację i np. Rumunię, to Europa będzie słabsza, a nie silniejsza. I że po okrojeniu nie będzie już tak łatwo zatrzymać rosyjskie hordy, być może wzmocnione kolaborantami z podbitych państw.

Ludność Europy należy edukować, przekonywać. Należy uświadomić im, że wojna jest – być może – nieuchronna. Tylko wtedy politycy będą mogli kupić nowe czołgi zamiast stawiać nowy szpital i nowe działa zamiast budować nową autostradę. Innego wyjścia nie ma, jeśli chcemy dalej żyć w normalnym świecie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Psychologowie są dziś wszędzie i zajmują się wszystkim. Czy słusznie? I kto się zajmie nimi?

Transport, policja, szpitale, marketing, reklama, sądownictwo, media, polityka, a wkrótce każda polska szkoła – gdzie się obejrzeć, tam psycholog. Czy współczesna wiedza psychologiczna pozwala im brać na swoje barki aż takie obciążenia?

Ewa Wilk
25.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną