Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Pif-paf i tańczymy

©Christian Kadluba, Flickr (CC BY SA) ©Christian Kadluba, Flickr (CC BY SA)
Tacy to buntownicy ery techno: bez pozwolenia grają i tańczą w mieście, ale jak przyjdzie policja, to się grzecznie zwiną i pojadą gdzie indziej. I jeszcze ładnie papierki pozbierają po sobie.

Impreza zaczyna się od wykonania telefonu na przekazywany w konspiracji numer komórki. Odzywa się poczta głosowa: „Pif-paf. Jak widzicie, w Berlinie pada. Dlatego spotykamy się nie w lasku Schlesischer Busch, a przy moście Oberbaumbrücke. Do zobaczenia". Jeśli szybko zareaguje się na to zaproszenie, to może jeszcze uda się zobaczyć, jak cztery samochody osobowe zatrzymują się na moście nad Szprewą. Wyskakuje z nich dwanaścioro młodych ludzi, którzy zaczynają wyładowywać sprzęt na zadaszony chodnik. Ktoś rozstawia stoły, dziewczyna z długim blond warkoczem rozkłada na nich dwa gramofony, regulator, dwa laptopy. Jakiś młody mężczyzna taszczy generator i rozwija kable, na końcu z samochodu wyładowywane są skrzynki z napojami: piwem i „bienadą" (drink z piwa i cytrynady) - żadnej coli.

Zdobywanie miasta

Organizatorzy imprez są już wprawieni w montażu sprzętu, każdy ich ruch jest precyzyjny: cała operacja musi się odbyć szybko, bo przecież nikt nie wie, ile pozostało im czasu, zanim pojawi się policja. Jest sobotnie popołudnie, wpół do czwartej, elektroniczna muzyka rozbrzmiewa w okolicach mostu, w kierunku dzielnic Kreuzberg i Friedrichshain. Nielegalna impreza „Pif-paf" może się rozpocząć.

Grupka wtajemniczonych gromadzi się, kiwa głową w geście powitania i zaczyna podrygiwać w takt muzyki. Mają sprane t-shirty, postrzępione szwy, staromodne spodnie w kratę, grzeczne fryzury - jak u uczniaków. Imprezowicze nie wyglądają jednak na ubogich - każde rozdarcie, każdy ścieg na ubraniu nie jest przypadkowy i dużo za niego zapłacono. To nie jest strój niższej warstwy społecznej. Ci młodzi ludzie postrzegają samych siebie jako awangardę. Spotykają się popołudniami na jednym z mostów, ponieważ znudziła im się normalna zabawa w klubach, barach czy dyskotekach.

Reklama