Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Grenlandczycy bez testów

Grenlandczycy bez testów. Mają swoje pięć minut

Duńscy Inuici Duńscy Inuici Sergi Reboredo/AP / East News
Osoby pochodzące z Grenlandii nie będą już musiały przechodzić w Danii obowiązkowych testów przydatności rodzicielskiej (FKU).

Ta podjęta w szybkim tempie decyzja ponoć nie ma żadnego związku z apetytami Donalda Trumpa na pozyskanie Grenlandii, ale coś chyba jednak jest na rzeczy. Kontrowersyjna praktyka stała ością w gardle wielu Inuitom, ale wcześniejsze wieloletnie starania o korektę zasad prawnych nie przynosiły rezultatu. Sprawa przyspieszyła w listopadzie w atmosferze skandalu. Za sprawą Inuitki Keiry Kronvold, która oblała testy i służby socjalne Jutlandii Północnej odebrały jej córkę w dwie godziny po urodzeniu (mogła mieć z nią kontakt przez godzinę tygodniowo). Wcześniej zabrano jej dwoje dzieci, a takie decyzje są zawsze poufne, więc trudno tu o szczegóły.

Inuici mieszkający w Danii za sprawą FKU pięciokrotnie częściej niż rdzenni Duńczycy tracili prawa rodzicielskie, ale – jak alarmowały organizacje praw człowieka – działo się tak, bo często słabo znali język, a procedura nie uwzględniała ich odmienności kulturowej i cywilizacyjnej. Na przykład wielką rolę przy porozumiewaniu się odgrywa u nich mimika, czego nie mogły uwzględnić duńskie testy. Za sprawą Trumpa relacje Nuuk z Kopenhagą nabrały szczerości. W telewizyjnej debacie grenlandzki premier Múte Egede orzekł, że jego autonomiczna wyspa „ma już serdecznie dość wiecznego dziękowania Duńczykom, że byli tak łaskawymi kolonizatorami”. Grenlandia wreszcie ma swoje pięć minut.

Polityka 6.2025 (3501) z dnia 04.02.2025; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Grenlandczycy bez testów"
Reklama