Portrety: Sylvee
W Pondy jest pokaz fajerwerków, a w Bombaju pokaz gwiazd Bolywood. A Sylvee jest dumna z domu z tarasem, z dzwonkiem przy bramie, z gankiem, na którym można puszczać wirujące różdżki magiczne.

Sylvee nie imponują pieniądze gwiazd. Ma zaradnego męża, który dba o rodzinę. Mają dwie promieniste córki, roztańczone jak wirujące zimne ognie, które wcale nie potrzebują pozłacanych saari z domu handlowego Manhattan. Fot. Joanna Irzabek

Sylvee jest szczęśliwa. Ocean huczy w oddali jak metropolia, a nagły poryw wiatru ściąga chmury i burzy liście palm. Nadchodzi monsun. Uboższe kobiety gotują na skraju palmowego lasu, kucając przy glinianych piecach. Tylu ludzi przechodzi obok - i dzieci, i psy, i koty, i biali na motorach poubierani jak gwiazdy filmowe, i sąsiadki zatrzymują się na plotki. Całe życie upływa im przy drodze.

Sylvee ma dom ogrodzony wysokim murem wysadzanym tłuczonym szkłem. Ma duży pokój z telewizorem, kuchnie z butlą gazową, blaszane garnki. Ma pomieszczenie bez okien do zmywania naczyń i prania, gdzie spędza kilka godzin dziennie. Nie ma wprawdzie okazji do plotek podczas prania, nie wychodzi na zakupy i nie rozmawia z przygodnymi przechodniami, ale za to może zapraszać gości na salony.

Z domu naprzeciwko dobiega dźwięk obrzędowego dzwonka. Sąsiedzi już zaczęli. Sylvee wchodzi z tacą z ogniem i kwiatami, omiata dymem obrazki bogów nad drzwiami i dzwoni złotym dzwoneczkiem. Siadamy przed telewizorem, a Sylvee wnosi z kuchni świąteczne jedzenie i nakłada gościom na talerze z liści palmowych rozłożonych na wykafelkowanej podłodze. Rozpakowujemy „standardowy komplet świąteczny” za czterysta rupii, który zawiera: kwiaty ognia, złote zimne ognie, petardy, wirujące różdżki magiczne i migocące struny. „Dzisiaj zużyjemy 50 procent, a 50 procent jutro”, wyjaśnia mąż Sylvee. Jego biznes English pochodzi z kontraktów remontowych, i teraz cała rzeczywistość musi dzielić się na procenty i kąty proste.

W telewizji pokazują najnowszy film tamilski. Ona jest z Kerali, on z Tamil Nadu. Historia jak zwykle ta sama, miłość i małżeństwo, ale nie o to w filmie chodzi, żeby wymyślać nowe historie. Chodzi o to, że ona nosi zachodnie ubrania, inne w każdej scenie, a rząd już nie wycina tych rozebranych sukienek, bo w kinach nie byłoby widzów. Ponadto w gazetach można przeczytać o tym, ile zarabiają gwiazdy filmowe, a tym bardziej to interesujące, jeśli gwiazda jest lokalna. Wtedy jest tak, jakby wszystkim mieszkańcom stanu przypadła w udziale część jej sławy i pensji.

Sylvee nie imponują pieniądze gwiazd. Ma zaradnego męża, który dba o rodzinę. Mają dwie promieniste córki, roztańczone jak wirujące zimne ognie, które wcale nie potrzebują pozłacanych saari z domu handlowego Manhattan.

Z miasta dochodzą odgłosy wybuchów i bije łuna światła. W Pondy jest pokaz fajerwerków, a w Bombaju pokaz gwiazd Bolywood. Całe Indie zasnute są dymem z petard. A Sylvee jest dumna z domu z tarasem, z dzwonkiem przy bramie, z gankiem, na którym można puszczać wirujące różdżki magiczne. Nikt w tym domu nie zamieniłby tego ganku na nic.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj