Poligon Wenezuela
Wenezuelska układanka: między czymś, co nie umarło, a czymś, co się nie narodziło
Wenezuela wciąż jest w szoku, a szok ma różne fazy. „Jeśli coś zwracało uwagę w Caracas po bombardowaniach i zatrzymaniu Nicolása Maduro, była to cisza. Opustoszałe ulice. Miasto zamknięte, wyludnione, wstrząśnięte tym, co właśnie się wydarzyło. W szoku” – napisała para korespondentów „El Pais”.
Gdy pierwsze zaskoczenie minęło, władze Wenezueli – już bez lidera uprowadzonego do Stanów Zjednoczonych – wyprowadziły na ulice czołgi. Zmilitaryzowano Caracas i resztę kraju. Zrobiono to błyskawicznie, bo dekret o stanie wyjątkowym w wypadku agresji USA był dawno gotowy.
„W mieście pojawiły się punkty kontrolne obsadzone przez uzbrojonych i zamaskowanych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, gdzie sprawdzane są telefony komórkowe i pojazdy – piszą dalej reporterzy hiszpańskiej gazety. – W dokumencie policji nakazuje się »poszukiwanie i zatrzymanie każdej osoby zaangażowanej w promowanie lub wspieranie zagranicznego ataku zbrojnego«”.
Zmilitaryzowano tzw. infrastrukturę krytyczną, w tym usługi publiczne, przemysł naftowy i ciężki, co oznacza m.in., że pracownicy tych sektorów będą podlegać tymczasowo reżimowi wojskowemu. Obrona cywilna i zmotoryzowane milicje, będące wsparciem obozu rządzącego Wenezuelą od 1999 r., ogłosiły mobilizację, patrolują ulice Caracas i strefy przygraniczne. W obliczu niepewności ludzie ruszyli do sklepów i wykupowali, co się da. W Wenezueli jest bieda, doświadcza jej większość mieszkańców. Oprócz tych, którzy mają dolary.
Krótko przed pandemią Maduro zdolaryzował gospodarkę i zawarł niepisany pokój ze światem biznesu, mimo że wcześniej nazywał tę grupę puczystami. Państwo zwróciło prywatnym właścicielom niektóre znacjonalizowane firmy.