Jadąca samochodem Good znalazła się na linii akcji funkcjonariuszy polujących na imigrantów. Zginęła, gdy próbowała odjechać. W samochodzie była z nią jeszcze żona Becca (to jej nazwisko przyjęła Renee). Małżeństwo niewiele wcześniej przeprowadziło się do liberalnego miasta, które stało się celem największej w historii ICE operacji, wymierzonej przede wszystkim w społeczność pochodzenia somalijskiego.
Zabójstwo wstrząsnęło Ameryką i jeszcze bardziej ją podzieliło. W całym kraju, także przez mniejsze miejscowości, przeszły marsze protestacyjne. Na rzecz rodziny ofiary zgromadzono ponad milion dolarów. Niektórzy artyści biorący udział w ceremonii rozdania Złotych Globów wpięli sobie przypinki z hasłem „Be Good” (ang. „bądź dobra/dobry” lub „bierz przykład z Renee Good”). Wnikliwym analizom poddano zapisy wideo nagrane z różnych perspektyw i świadczące o tym, że agent nie był zagrożony. Choć to zależy od ideologicznych okularów. Co innego dostrzegł wiceprezydent J.D. Vance, który pochwalił zdecydowaną reakcję Rossa, poturbowanego w podobnej sytuacji w czerwcu, gdy został przeciągnięty przez auto kilkadziesiąt metrów. Vance uznał, że ofiara sama była sobie winna. Zresztą była częścią „szerszego lewicowego ruchu”.
„Bzdury” – tak burmistrz Minneapolis Jacob Frey skwitował objaśnienia ludzi prezydenta Donalda Trumpa, przedstawiających Good jako terrorystkę rzekomo próbującą Hondą Pilot rozjechać Rossa. Tim Walz, gubernator Minnesoty i niedawny kandydat na wiceprezydenta u boku Kamali Harris, uznał, że śmierć Good jest rezultatem eskalacji działań władz federalnych. Śledztwo przejęły ich agencje, co wzbudza podejrzenia o jego nierzetelność. Próbując opanować kryzys, administracja Trumpa wysłała do Minneapolis dodatkowe setki agentów.