Zemsta za zemstę
Ajatollahowie się mszczą, irańska sprężyna przemocy jest nakręcona mocno. Jak to się skończy?
Vahid słyszy zgrzyt protezy i rozpoznaje swojego kata. Kilka lat wcześniej przyłączył się do strajku, po tym jak długo nie otrzymywał wypłaty. Został złapany przez policję i zamknięty w owianym złą sławą teherańskim więzieniu Evin. Tam spotkał Eghbala, rosłego oficera śledczego z nożną protezą, który przez wiele dni zadawał mu wyszukany ból. Teraz Eghbal leży związany w dostawczaku Vahida, który planuje zemstę – swojego oprawcę, który zniszczył mu zdrowie i złamał życie, chce wywieźć na pustynię i tam zakopać żywcem.
Tak zaczyna się nagrodzony w zeszłym roku Złotą Palmą film „To był zwykły przypadek” Jafara Panahiego, irańskiego reżysera, który sam dwukrotnie siedział w Evin. Ta tylko z pozoru tragikomedia, która wkrótce trafi do polskich kin, to opowieść o spirali przemocy – o „irańskiej krwi, która nigdy nie zasycha”, jak mówi jeden z bohaterów filmu. O łatwości zemsty, szczególnie w sytuacji, gdy twój prześladowca – nie tyle oficer Eghbal, ile po prostu irański reżim – niszczy ci życie. Tu nie ma przypadku. Panahi opowiada o dramacie Iranu, który w ostatnich dniach znów dał o sobie znać.
W Iranie każdy bunt jest polityczny
Gdy zamykaliśmy ten numer „Polityki”, antyrządowe protesty przygasały. Tak przynajmniej wynikało ze szczątkowych przekazów płynących z kraju odciętego przez władze od świata – bez internetu, z utrudnioną komunikacją telefoniczną, za to z nielicznymi i nielegalnymi Starlinkami. Nie sposób sporządzić dokładnego bilansu ostatnich trzech tygodni, ale niezależne źródła podają, że w wyniku starć z siłami rządowymi – tymi umundurowanymi i opłacanymi bojówkami – zginęło co najmniej 2,5 tys. demonstrantów, według niektórych ponad 10 tys.
Zaczęło się w ostatnich dnia grudnia, gdy swoje kramy pozamykali drobni kupcy na teherańskim Wielkim Bazarze.