Porzucił go w 2022 r. (przenosząc swoją siedzibę do Ministerstwa Obrony) jego poprzednik Yoon Suk-yeol, późniejszy puczysta i autor nieudanego stanu wojennego, ostatecznie zdjęty z urzędu i uwięziony. Właśnie zapadł wyrok pięciu lat w jednym z czterech procesów, w innym grozi mu kara śmierci.
Niebieski Dom od dawna był uważany za miejsce przeklęte, przynoszące pecha. Mieszkali tu okupanci, jeden z prezydentów został tu zamordowany, inni trafiali do więzienia, wydarzyło się mnóstwo nieszczęść. W latach 90. pałac przebudowano, aby zerwać z japońskim kolonialnym oryginałem, to wtedy pojawiło się niebieskie pokrycie ze 150 tys. dachówek giwa, ale miejsca nie odczarowano. Prezydentka Park Geun-hye została postawiona w stan oskarżenia.
Według pungsu-jiri, wszechwładnej tu wciąż zasady harmonii i przepływu energii, wszystko to kwestia niekorzystnego położenia u stóp góry Bugak i północno-zachodnich wiatrów, które symbolizują trudności. Wspomniany prezydent Yoon chciał się od nich uwolnić, uciekając z Niebieskiego Domu, ogłosił, że zrywa z „imperialnym stylem”, ale według dobrego źródła zrobił to za namową szamanki mudang, która ostrzegła, że i jego spotka tu zły los. Tak czy owak miała rację, a rola tradycyjnego szamaństwa w świecie koreańskiej polityki (i nie tylko) to temat na osobną opowieść.
Aktualny prezydent Lee, liberał z ludowymi korzeniami, wydaje się tym wszystkim nie przejmować (choć wiszą nad nim cztery sprawy karne). Ze swojego powrotu do Niebieskiego Domu uczynił symbol normalizacji i ciągłości władzy. Szczęśliwie jest ona dosyć stabilna: jako pierwszy od lat ma większość w parlamencie, ale zobaczymy. Na horyzoncie pojawia się drastyczne rozwiązanie: od 2012 r. Korea Płd. buduje nową stolicę administracyjną w Sedżongu, 120 km od zapchanego Seulu.