Pociąg martwych chłopców
Jak Ukraińcy identyfikują ciała zaginionych żołnierzy
Na bocznicę zajeżdża ciężarówka z martwymi. – 100 ciał do nas, reszta do innego punktu – dyryguje Tetiana Papiż, szefowa odeskiego Obwodowego Biura Medycyny Sądowej. Makijaż, buty na wysokim obcasie nie pasują do tego miejsca. I do ekspertów ubranych w medyczne kombinezony. Ale to mylące. Papiż jest doświadczoną lekarką patomorfologiem, ona stworzyła to miejsce. Na pustym placu przy kolejowych magazynach stanęły dwa podłużne namioty. W nich stoły sekcyjne, narzędzia, nosze.
Platforma ciężarówki powoli się opuszcza. Martwi upakowani ciasno jedni na drugich. Ciała wyładowują dwaj śledczy. Otwierają szare foliowe worki, rozwijają zbutwiałe szmaty. Do nich należy pierwszy ogląd. Muszą sprawdzić, czy przy martwym wojaku nie została jakaś broń, amunicja albo materiały wybuchowe.
Numer
Jedne ciała zmumifikowane kruszą się przy dotyku. Ale mają dystynkcje, nieśmiertelniki, a nawet dokumenty, które ktoś po tamtej stronie włożył w foliową torebkę – żeby nie przegniły. Inne nie mają niczego. Są zmrożone. Trudno odróżnić kończyny, tułów czy głowę. Są zbitą masą nieprzypominającą człowieka.
Przy zwłokach karteczki, na których wypisana jest nazwa miejsca, gdzie zostały odnalezione. Śledczy wykrzykują po kolei: – Kamienka, Czasiw Jar, Awdijewka, Kliszcziiwka, Bachmut, Krasnoje, Czertyna, Sewero Donieck… To nazwy bitew, które od 2022 r. toczyli Ukraińcy. Pewnie większość żołnierzy oddała życie za miasteczko, które przed wojną było dla nich tylko kropką na mapie, a teraz jest już tylko kupą gruzów. Ale chyba na tym polega wojna.
Miejscowość zostanie wpisana do dokumentacji ciała. Ciało dostanie nowy, biały foliowy worek i własny numer. Asystentka medyczna wypisze czarnym markerem na folii 17 cyferek. Ten numer będzie tymczasowym nazwiskiem.