MATEUSZ MAZZINI: – NATO powstało jako sojusz oparty na wiarygodności odstraszania. Potencjalni przeciwnicy mieli wiedzieć, że w przypadku ataku na jedno państwo nastąpi odwet wszystkich innych członków. Mamy jeszcze tę wiarygodność?
CARLO MASALA: – Percepcja NATO jest jednak bardziej złożona, bo składa się z dwóch równie ważnych fundamentów. Pierwszy to fizyczna, materialna struktura wojskowa. Myśliwce, drony, czołgi, fregaty – jeśli ich nie posiadasz, nie odstraszysz nikogo. Drugim fundamentem jest psychologia, wysyłanie sygnałów adwersarzom. Muszą być przekonani, że w przypadku złego zachowania spotka ich kara. Przekaz od krajów sojuszniczych musi zawierać zarówno stanowczość psychiczną, jak i manifestację zasobów materialnych. Bo jeśli masz tonę sprzętu, ale twoje zachowanie publiczne nie wskazuje na gotowość do użycia go, wtedy przeciwnik może dojść do wniosku, że jakaś operacja mu się jednak opłaci.
To porozmawiajmy o tym zachowaniu publicznym. Zgadza się pan z premier Danii Mette Frederiksen, że ewentualna inwazja Stanów Zjednoczonych lub interwencja militarna w jakiejkolwiek formie na Grenlandii oznaczałaby koniec NATO?
To nie byłby pierwszy przypadek, kiedy państwo Sojuszu wchodzi w konflikt z innym krajem NATO. Brytyjczycy starli się z Islandią w sprawie zakresów terytorialnych połowu ryb, mieliśmy też kilka przypadków napięć między Grecją a Turcją. Oczywiście sytuacja, w której największy członek Sojuszu grozi innemu państwu członkowskiemu użyciem siły względem jego terytorium – to już moment bezprecedensowy i ogromny cios w wiarygodność art. 5. Właściwie to nie potrzeba już nawet operacji wojskowej na pełną skalę, żeby uderzyć w Sojusz. Ewentualna inwazja na Grenlandię byłaby gwoździem do jego trumny, ale już sam fakt, że Donald Trump, prezydent USA, od lutego 2025 r.