„Mamy mamę” – zażartowała anglikańska biskup podczas ceremonii w londyńskiej katedrze św. Pawła. Historycznej, bo choć w Kościele Anglii kobiety są duchownymi od lat 90., a biskupami od 2015 r., to po raz pierwszy w blisko 500-letniej historii tego Kościoła wybrano kobietę na urząd arcybiskupa Canterbury.
Pod koniec stycznia wybór formalnie zatwierdzono właśnie w londyńskiej katedrze. Tym samym przywódcą Kościoła Anglii i honorowym zwierzchnikiem całej światowej wspólnoty anglikańskiej została Sarah Mullally (ur. 1962 r.), wcześniej biskup (biskupka) Londynu. Może nie grzeszy charyzmą, ale ma za sobą długą karierę, najpierw w publicznej służbie zdrowia, a później w Kościele. Za służbę pielęgniarską (m.in. przy chorych na raka i umierających) dostała tytuł szlachecki od królowej Elżbiety II. Jako biskup anglikański weszła z urzędu do Izby Lordów; zajmuje się w niej publiczną służbą zdrowia.
Mężatka, matka dwojga dorosłych już dzieci, do chrześcijaństwa zbliżyła się jako nastolatka, a o wstąpieniu do kleru anglikańskiego zaczęła myśleć u szczytu kariery pielęgniarskiej. Podkreśla, że dużo zawdzięcza wsparciu ze strony kobiet. Jednak wzbudza kontrowersje. Ceremonię zatwierdzenia jej wyboru zakłócił ksiądz anglikański, przeciwnik ordynacji kobiet. Progresywne zmiany w Kościele Anglii napotykają szczególny opór wśród anglikańskich tradycjonalistów, zwłaszcza w Afryce. Niechętni obecności kobiet w kościelnych strukturach podkreślają, iż jeszcze bardziej przeszkadza im, że Mullally uważana jest za orędowniczkę praw społeczności LGBT w Kościele. W takim negatywnym tonie zareagowały na wybór Mullally niektóre portale katolickie w Polsce. Jeden z nich opatrzył przyznany jej tytuł arcybiskupa cudzysłowem. A habemus mamam to oczywiście przeróbka habemus papam – zaznaczenie różnicy między anglikanizmem a Kościołem rzymskim, z którym w XVI w.