Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Listonosz śmierci

Listonosz śmierci. „Z przykrością informuję, że pani mąż…”. Tak wygląda wojna daleko od frontu

Ostatnia droga do domu Ostatnia droga do domu Paweł Reszka
Od tego zdania Rusłan rozpoczyna swoją pracę, a dla wdowy kończy się jej stare życie. Po dwóch latach ze starego Rusłana zostało niewiele. Dawny wąsaty, wiecznie uśmiechnięty grubasek, dusza towarzystwa, pozostał już tylko na zdjęciach sprzed wojny.
W każdej mijanej wsi ludzie żegnają poległego.Taras Ibragimov W każdej mijanej wsi ludzie żegnają poległego.

Za oknem ciemno. Ścisnął mróz. Śnieg nie przestaje sypać. Polana trzeszczą w piecyku. Kapitan Rusłan Walerianowicz Kipisz siedzi w ciepłej kuchni. Czeka na ciało. Od kilku godzin co jakiś czas dzwoni do podkomendnych z Wojskowej Komendy Uzupełnień (TCK) w miasteczku. – I jak chłopcy? Coś wiadomo? Przywieźli? Ciągle nic? No to czekamy, czekamy.

Miasteczko N. leży daleko od wojny, w zachodniej Ukrainie. Właściwie jest to „osiedle typu miejskiego”, czyli coś pomiędzy dużą wsią i małym miastem. Skrzyżowanie dróg krajowych. Szkoła. Liceum. Siedziba władz gminy, która obejmuje ponad 20 siół, wiosek i chutorów – to obszar odpowiedzialności kapitana Kipisza. Ludzie mówią prawie wyłącznie po ukraińsku, ale zdecydowana większość modli się w cerkwiach patriarchatu moskiewskiego.

Na głównej ulicy stacja benzynowa – czasem pełni funkcję sklepu, czasem knajpy, czasem domu kultury. Szczególnie latem, kiedy chłopcy wieczorami piją piwo, a dziewczyny tańczą na maskach samochodów. Bo wojna trwa już cztery lata, a życie musi się jakoś toczyć. Tym bardziej że na N. nie spadła ani jedna bomba. Alarmy przeciwlotnicze włączają się z rzadka – gdy lecą rakiety i drony.

Na skraju osady jest szpital i kostnica, do której ma przyjechać sanitarka z ciałem.

Kierowcy z sanitarki bywają grymaśni, a na nocnym dyżurze w kostnicy jest jedna szczupła pielęgniarka. Dlatego Rusłan Walerianowicz i jego ludzie siedzą w domach w pogotowiu. Będą pomagać w rozładunku. Ciało jedzie z daleka, aż spod Odessy. Nad ranem ma być przebrane w nowiutki mundur i upiększone. Wdowa przyjedzie na rozpoznanie. Następnie do domu nieboszczyka w maleńkim chutorze pod zachodnią granicą. Stamtąd na cmentarz. Taki jest plan.

Iwan Walerianowicz Kipisz odpowiada z ramienia wojska za całość.

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026; Świat; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Listonosz śmierci"
Reklama