Kochać czy rzucać?
Ameryka już nie jest taka super. Oceny naszego sojuszu z USA i wiarygodności Waszyngtonu spadają
JĘDRZEJ WINIECKI: – Polska niespecjalnie garnie się do trumpowskiej Rady Pokoju, hybrydy ONZ i prywatnego klubu golfowego, zawiązanej na szczycie w Davos. Na razie Donald Trump odnosi się ze zrozumieniem do polskich wahań. Czy nie zmieni zdania?
ŁUKASZ PAWŁOWSKI: – Prezydent i w ogóle amerykańska prawica zdają się mieć pozytywny stosunek do Polski. Widzą w nas kraj konserwatywny i wciąż jednorodny etnicznie, utrzymujący wysokie wydatki na zbrojenia i blisko współpracujący z USA m.in. w energetyce i wojskowości. Polska – obok Korei Południowej czy Izraela – wymieniana jest w gronie „wzorowych” sojuszników. Błędem byłoby jednak przekonanie, że pod każdym względem mamy z USA wspólne interesy i że Waszyngton nie będzie próbował na nas wymuszać działań zgodnych z własnymi priorytetami. Trump do każdej relacji podchodzi w sposób transakcyjny i od każdego sojusznika chce uzyskać jak najwięcej. Dlaczego w przypadku Polski miałoby być inaczej?
Co widać w amerykańskim podejściu do Ukrainy i polskich obawach, obecnych nawet wśród naszej konserwatywnej prawicy, że na tym odcinku Trump interesu Polski ostatecznie nie zabezpieczy.
Wiele wskazuje na to, że chce po prostu jak najszybciej zakończyć wojnę. Jego administracja nie postrzega Rosji jako poważnego zagrożenia dla USA. W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego zapisano chęć przywrócenia „strategicznej stabilności” w stosunkach z Rosją. Kreml kusi USA odbudowaniem relacji gospodarczych i rzekomo wielkimi pieniędzmi, jakie w Rosji mogą zarobić amerykańskie firmy. I to wszystko są niepokojące sygnały zarówno dla Ukrainy, jak i dla całej Europy.
Traktowanie Władimira Putina jako przyszłego partnera brzmi bardziej niż niepokojąco.