W Szwajcarii odbędzie się referendum w sprawie inicjatywy ludowej, aby zapisać w konstytucji, że liczba mieszkańców kraju nie może przekroczyć 10 mln. W najnowszych sondażach 48 proc. Szwajcarów gotowych byłoby poprzeć takie rozwiązanie. Z pomysłem wystąpiła skrajnie prawicowa nacjonalistyczna Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), od 1999 r. największa siła w parlamencie, która buduje popularność na rozmaitych antyemigranckich inicjatywach. W praktyce miałoby to wyglądać tak, że gdyby Szwajcaria, licząca dziś 9,1 mln mieszkańców, z których 27 proc. to osoby tylko z prawem pobytu, przekroczyła przed 2050 r. próg 9,5 mln, zostaną automatycznie wprowadzone restrykcje, znacznie ograniczone będzie prawo do azylu i łączenie rodzin. A przy progu 10 mln zawieszone zostanie m.in. porozumienie z Unią Europejską o swobodnym przepływie osób.
O emocje związane z modelem imigracji nietrudno, bo od 2000 r. liczba mieszkańców, głównie napływowych, wzrosła tu o 25 proc. i Szwajcaria należy do najszybciej rosnących liczebnie społeczeństw w Europie. Stała się ofiarą własnego sukcesu: stabilności, wysokich płac i poziomu życia, atrakcyjnych podatków. Ma tu siedziby wiele międzynarodowych koncernów i zamieszkało 1,7 mln obywateli Unii. Według prognoz wspomniane 9,5 mln ludności to kwestia co najwyżej 10 lat, wtedy też zacznie ubywać rdzennych Szwajcarów. Taka perspektywa budzi wiele obaw, dotyczących przeludnienia, infrastruktury, galopujących cen nieruchomości oraz rozmycia tożsamości narodowej. SVP dobrze wie, w jaką gra grę. Ale też na ten rozkwit, co tu kryć, składają się w dużym stopniu cudzoziemcy, podtrzymują wiele branż, o korporacyjnej już nie wspominając. A Unia to najważniejszy partner handlowy i wolny przepływ jest tu istotą sprawy.
To referendum, obligujące rząd i parlament, jak cała instytucja inicjatywy ludowej (wymagane jest zgromadzenie 100 tys.